Co dało mi harcerstwo?

p1040431(1)

Wpis jeszcze nieco w klimacie Dnia Myśli Braterskiej, czyli 22.02, który przypadł w ostatnią niedzielę. Dla tych, którzy zupełnie nie wiedzą, o co chodzi – DMB jest tzw. „świętem przyjaźni” wszystkich skautów i harcerzy na całym świecie. 22.02 narodził się założyciel skautingu, Robert Baden-Powell. Ten wyjątkowy człowiek jako pierwszy uwierzył w młodzież i podczas wojny pokazał wszystkim, że jeśli da im się ambitne zadania, to świetnie się w nich sprawdzą. Zaczęłam się zastanawiać, co właściwie dało mi te kilka lat, które spędziłam w harcerstwie. Wprawdzie już od jakiegoś czasu się nie udzielam, to ten czas jest dla mnie drogocenny. W życiu zmienia się wiele rzeczy, ciągle stajemy przed nowymi wyborami. Wiem jednak, że wdzięczność, którą mam w sobie za to, jakich ludzi spotkałam i jakie sytuacje przeżyłam, pozostanie na mnie na zawsze.

Ogarniesz.

Okej, nigdy nie miałam problemów z jakimiś podstawowymi sprawami, typu odnalezienie jakiegoś miejsca, czy przyszycie guzika, ale dzięki harcerstwu naprawdę zaczyna się doprowadzać do porządku. Nie tylko siebie, ale i innych. Szczególnie, jeśli ma się na głowie jakąś funkcję – na przykład, będąc zastępową, odpowiadasz na kilka dziewczynek, kilka lat młodszych od Ciebie. Jeśli chcesz, żeby miały na czym spać już drugiej nocy na obozie, to musisz tak nimi pokierować, pokazać im, jak się używa młotka i toporka, żeby powstały prycze. Jeśli jesteś patrolowym, prowadzisz za sobą ekipę po lesie i wydaje wam się, że już się zgubiliście, a trzymasz mapę, to będziesz się z całych sił skupiać, bo zależy Ci, żeby te dzieciaki trafiły do obozu. Podobnie, jeśli Twoja ekipa pada z nóg, bo w większości to małe dzieciaki i są już zmęczone, to nie będziesz się rzucać na dodatkowe punkty, nie wiadomo jak daleko od bazy. Krótko mówiąc – zaczniesz ogarniać i zaczniesz być odpowiedzialnym.

Zaczniesz stawiać sobie cele.

Być może nie każdy z nas był w kadrze, pisał plany pracy dla zastępu lub drużyny, które uwarunkowały, co robiło się na zbiórkach i wyjazdach, ale każdy z harcerzy zdobywał kolejne stopnie „wtajemniczenia”. Oczywiście, aby je zdobyć, należało wykonać szereg zadań. Cele – tyle się o nich teraz mówi, wiele z nas pisze w Nowy Rok listę tego, co chce osiągnąć. W harcerstwie nauczyłam się planowania i chociaż nadal mam z tym problemy, to praktyka czyni mistrza. Nigdzie tak dobrze nie miałam szansy przetestować, jak to, co planujemy, najlepiej wprowadzić w życie i jak tak naprawdę wyszło. Również tutaj dowiedziałam się, jak ważne jest, aby po zakończeniu zadania dokonać jego ewaluacji, czyli podsumować, co było dobrze zrobione, a co gorzej. Z pewnością, gdyby nie to, że nasza drużynowa była wymagająca i konsekwentna w tej „biurokratycznej robocie”, nasza drużyna nie byłaby kilka razy z rzędu najlepszą w Polsce.

Uwierzysz w swoje możliwości.

Nic nie dodaje skrzydeł jak to, gdy ktoś w Ciebie uwierzy, powierzy Ci funkcję, której się obawiałeś, lub po prostu postawi przed Tobą ambitne zadanie. Z wiarą we własne możliwości od razu kojarzy mi się jedna rzecz, może błaha, ale jednak. Od zawsze chciałam grać na gitarze, była ona zawsze obecna w domu, ale jakoś nigdy wcześniej nie było okazji, żeby się do tego zabrać. Po jakimś czasie, zachęcona tym, że wiele harcerek pogrywało, uznałam, że zacznę się tego sama uczyć. Nie minęło wiele czasu, a okazało się, że w drużynie potrzebna jest osoba, która będzie grać na wyjazdach i w czasie różnych okoliczności. Gdyby nie to, że widziałam, że są ludzie, którzy sami nauczyli się grać, na pewno nigdy bym się nie odważyła akompaniować przy ogniskach, w których brali udział doświadczeni instruktorzy czy grać na mszach harcerskich. Nie muszę chyba dodawać, jak na początku mnie to stresowało, ale nauczyłam się grać tak, aby móc pomagać innym, zupełnie sama. a oprócz tego… pokochasz naturę, wędrowanie, docenisz ciężką pracę, staniesz się rzetelny, zorganizowany, zauważysz innych i pozbędziesz się egoizmu. Wbrew pozorom i niektórym głupim opiniom, harcerstwo to nie bieganie w krótkich portkach po lesie. To styl życia, który pozostaje w Tobie na zawsze, nawet, gdy nie nosisz już munduru. To ciągłe stawianie sobie wyzwań. Bo harcerstwo zmienia na zawsze, na lepsze. Polecam.

Zdjęcie – ja.

Co dało mi harcerstwo?

10 uwag do wpisu “Co dało mi harcerstwo?

  1. polaszka pisze:

    Ślicznie ujęte :). Pracodawcy, którzy mieli styczność z harcerstwem często podkreślają jak dobrymi profesjonalistami są eksinstruktorzy. Słychać takie głosy czy w biznesie, czy w polityce…

    Mi harcerstwo kojarzy się jednak przede wszystkim z przyjaźnią. Tak wiele przeżyłam z tymi ludźmi, tyle łez, tyle uśmiechów, niewyobrażalne zmęczenie, szpitale i całonocne rozmowy. Nie wiem, czy da się tyle zmieścić w jakiejkolwiek innej relacji.

    Polubienie

    1. Masz rację! Szczerze, nie pisałam o tym, bo to wydało mi się bardzo oczywiste, ale to prawda, nigdzie nie znajdzie się tak wiernych przyjaciół (mam nadzieję, że do końca życia).
      Także – zostawajcie harcerzami, póki macie czas 😀

      Polubienie

    2. Polaszka, pięknie to ujęłaś. Dla mnie harcerstwo to również przyjaźnie, łzy, uśmiechy, wysiłek, zmęczenie, satysfakcja z pokonania swoich słabości. I znowu śmiechy, mnóstwo śmiechu aż do bólu brzucha.

      Polubienie

  2. Alice pisze:

    Jest chyba jeszcze jedna rzecz, którą daje harcerstwo.
    Nie mów „nie umiem”, „nie dam rady”, „nie chce mi się”. Sukcesem jest już samo podjęcie próby, a gdy dojdziemy do celu mimo wielu trudności, możemy być z siebie dumni po stokroć. Jeśli chcesz czegoś, spróbuj po to sięgnąć. Pamiętaj, że marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia 🙂

    Polubienie

  3. aleksandra pisze:

    Dopiero zaczynam czytać Twojego bloga (szalenie mi się podoba!), niemniej wpis musiałam zacząć od tego bo…sama jestem młodą drużynową. To jest po prostu piękne co tutaj piszesz, nie wiem jak inaczej to opisać. Myślę, że doskonale zawarłaś kwintesencję, którą powinna w sobie zachować osobą, która jak sama napisałaś,,od kilku lat sie nie udziela”
    Więc po prostu dziękuję:)

    Polubione przez 1 osoba

  4. […] Harcerstwo oprócz masy umiejętności na zawsze zaprzyjaźniło w mojej głowie dwa słowa: cel i forma. Wciąż ma to dla mnie głęboki sens – jeśli nie mamy pomysłu jak zrealizować cel, to jak chcemy go osiągnąć? Na przykład – „nauczyć się mówić po hiszpańsku”. Jak? Zapisać się na kurs? Uczyć się samotnie, z książek? A może spróbować Duolingo, albo pojechać na wolontariat do Hiszpanii? Tutaj ogranicza nas tylko nasza kreatywność. Nie warto iść utartą ścieżką. Do każdego przemawia co innego i różne rzeczy nas ekscytują. Dodatkowo, jeśli cel jest odległy, to możemy go sobie podzielić na mniejsze etapy i do każdego etapu dobrać inną formę. Brzmi nieco zawile, ale jestem pewna, że wiecie, o co chodzi! […]

    Polubienie

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s