Najlepszy sierpień

Jedno z moich największych marzeń spełniło się dzięki temu, że jakiś czas temu włączyłam się w działanie organizacji studenckiej na mojej uczelni. BEST, który jest międzynarodową organizacją, w ramach swojej działalności realizuje projekty skierowane do studentów. Jednym z nich są kursy naukowe, które umożliwiają odwiedzenie największych miast w całej Europie.

Raz kozie śmierć

Poczułam, że taka okazja nie zdarza się zbyt często, więc napisałam list motywacyjny i zostałam zaakceptowana na kurs naukowy do Porto organizowany przez tamtejszą grupę lokalną BEST-u. Nie wiedziałam jeszcze, jaki to będzie niezwykły czas dla mnie, za który później będę bardzo wdzięczna. Tematyką kursu była rewaloryzacja kamienic przy brzegu rzeki Douro, czyli w ścisłym, historycznym centrum miasta. Już same przygotowania do podróży były bardzo ekscytujące – dobrze, że jechałam z dwiema koleżankami, bo inaczej pożarłby mnie stres. Szukanie biletów, załatwianie dokumentów, pakowanie się w 35-litrowy plecak na trzy tygodnie (pomimo harcerskiej przeszłości nie jest to aż tak łatwe zadanie, na szczęście sprawdziło się rolowanie ubrań i plecak stał się bardzo pojemny – polecam!). Byłyśmy bardzo szczęśliwe, że udało nam się znaleźć dość tanio bilety – w jedną stronę bezpośredni z Warszawy do Porto, a z powrotem z dwiema przesiadkami, tak, że można było jeszcze trochę zobaczyć – Porto-Madryt, Madryt-Mediolan i wreszcie – Mediolan-Warszawa.

Jesteśmy w Porto!

Sam kurs trwał dziesięć dni, ale byłyśmy w Porto na parę dni przed rozpoczęciem i zostałyśmy też dłużej. Zostałyśmy bardzo serdecznie przywitane przez radosnych Portugalczyków. Na czas kursu zamieszkałyśmy w hostelu zaadaptowanym w starej kamienicy, blisko centrum miasta, które żyje swoim specyficznym pulsem przez cały dzień, szczególnie po zmroku. Na piętrach znajdowały się pokoje, oprócz tego, że pojedyncze, to były też dwa dormitoria, jedno męskie, jedno żeńskie. W tych właśnie dormitoriach spaliśmy przez cały kurs – trochę jak na kolonii w podstawówce 🙂 Do tego balkon na wschód, wychodzący na patio. Rankiem słońce zalewało cały pokój, który wypełniał się wielojęzyczną plątaniną – niemal każdy z uczestników kursu pochodził z innego kraju.

Niestety musiałam zmniejszyć zdjęcia i je jakoś połączyć, bo ten tekst nigdy by się nie kończył – żeby lepiej im się przyjrzeć, można na nie kliknąć i otworzyć w nowej karcie 🙂

Patio wznosiło się schodkowo aż do części z kanapami i miejscem do grillowania. Na zdjęciu widać też poniekąd, jak wygląda wnętrze kwartału ścisłej zabudowy w historycznym centrum miasta.

Miejski rynek, Mercado do Bolhão pochodzący z 1850 r., kaplica Capela Das Almas przy Rua de Santa Catarina – deptaku pełnym sklepów – to tutaj mieszkańcy Porto wybierają się na szalone zakupy :). Poniżej kościół Św. Ildefonsa i wnętrze stacji kolejowej São Bento – ciekawostką jest, że ten główny dworzec został zaprojektowany tuż w samym środku miasta.

Widoki Ribeiry i uliczek na nią prowadzących.

Casa da Musica i jej wnętrze, zaprojektowana przez Rem Koolhaas, duńskiego architekta.

Kurs dzielił się na kilka części. Podczas pierwszych dni odbyły się wykłady prowadzone na uniwersytecie przez profesorów architektury i budownictwa. Zostaliśmy wprowadzeni w historię miasta, które rozkwitło tuż nad rzeką wpływającą do oceanu, w metody rewitalizacji, jakie są stosowane na tym terenie czy w techniki stosowane w tradycyjnym budownictwie. Pierwsze wzmianki o Porto pochodzą z V wieku! Wieczorem mieliśmy przyjemność zwiedzić winne piwnice znajdujące się po drugiej stronie rzeki. Wino pochodzące z Porto pozwoliło się rozwinąć miastu i zostać symbolem czasów wiktoriańskich w tym rejonie. Beczki, w których białe i czerwone wino fermentuje potrafią być ogromne. Mi osobiście ani białe, ani czerwone wino nie przypadło do gustu, natomiast moje serce zdobyło zielone – portugalska specjalność! 🙂

Od lewej – tzw. Ribeira, czyli dusza miasta – bulwar tuż nad wodą, który o zmroku wypełnia się roześmianymi ludźmi. Plac przy Universidade de Porto – widok na kościół karmelitów z charakterystyczną fasadą pokrytą biało-niebieskimi kafelkami. Trzecie zdjęcie to widok z wieży ratusza miejskiego na główne założenie miasta, czwarte to wnętrze ratusza.

Zbocza miejskich gór – nic się nie marnuje – zmieści się i zabudowa, jak i zieleń, która sprawia, że całość wygląda naprawdę baśniowo.

Oprócz zajęć wykładowych każdego dnia zwiedzaliśmy jakąś część miasta. Dzięki takiemu harmonogramowi mogliśmy naprawdę dużo zobaczyć. Nie licząc zwiedzania różnych budynków, postawiliśmy nasze stopy w nowoczesnej części miasta, a nawet spłynęliśmy rzeką, podziwiając mosty łączące Porto i Vila Nova de Gaia. Weekend był wycieczką-niespodzianką – udaliśmy się na zwiedzanie rejonów tuż nad oceanem. Wpadliśmy na tradycyjną portugalską imprezę z regionalnym jedzeniem – między innymi słone szproty smażone na wielkim ogniu i ciemny chleb na zakwasie, do tego beczułki z winem i niekończące się dolewki. Zaliczyliśmy także słoną kąpiel i chwytaliśmy ogromne fale!

Tuż nad oceanem i jedno z miasteczek, które zwiedzaliśmy.

Smaczki Muzeum Serralves, zaprojektowanego przez Álvaro Siza Vieira. Urzekła mnie czytelnia dla studentów architektury – pełna światła. Pod spodem: nowoczesne spojrzenie na zabudowę mieszkaniową – bez historyzmu, ale z widocznym nawiązaniem.

Trzy ostatnie dni upłynęły nam w dużej mierze na pracy grupowej. Naszym zadaniem było opracowanie koncepcji rewitalizacji kamienicy. Musieliśmy zastanowić się, jak, przy najmniejszym nakładzie pieniężnym stworzyć tam coś dla lokalnej społeczności. Problemem w Porto, jak w wielu turystycznych miastach jest zanikanie miejsc przeznaczonych dla mieszkańców. Restauracje i hotele kwitną, a Portugalczycy nie mają się gdzie spotykać. Głównym problemem z budynkiem było to, że był już opuszczony od jakiegoś czasu, wiele rzeczy należałoby w niej naprawić, zanim dałoby się w niej coś urządzić. Powstały między innymi pomysły klubu tanecznego czy centrum kultury dla społeczności z kawiarnią. Na koniec kursu projekty prezentowaliśmy przed profesorami.

Widok na kamienicę w trakcie prac konserwatorskich – widać dokładnie drewniane stropy zamocowane w kamiennych ścianach. A po prawej – ogrody na zboczach gór, dostępne dla każdego mieszkańca. Niezła miejscówka, prawda? 🙂

Tworzenie miejsc przyjaznych ludziom – wewnętrzne dziedzińce na uniwersytecie, pełne krzesełek, cienia i roślinności, idealne do odpoczynku po obiedzie. Po prawej – centrum miasta i pasaż handlowy „wcinający się” w podwyższony teren. Na dachu pasażu znajduje się miejski park, w którym ludzie bardzo chętnie odpoczywają.

Widok na Igreja dos Clerigos z charakterystyczną wieżą – ciekawe jest, że obiekt jest nieco przesunięty – nie znajduje się na osi widokowej. Z prawej – Villa Nova de Gaia – kraina wina z pięknym nabrzeżem. Czy to słońce nie wygląda magicznie?

1 – azulejos w nowoczesnym wydaniu we wnętrzu Casa da Musica, 2 – zachód słońca w Villa Nova de Gaia, 3 – znów widok na wieżę, 4 – tutaj dobrze widać, na jakich „górach” leży Porto, 5 – próba nawiązania do architektury kościoła, 6 – po prawej – dworzec Sao Bento.

Ribeira nocą, Palacio da Bolsa – jeden z najstarszych budynków w mieście ze zdobioną w stylu arabskim złotą salą, wnętrze w Palacio da Bolsa , Teatr Narodowy  Sao Joao.

W dużym skrócie, bo bardzo ciężko wszystko opisać tak wyglądała portugalska część podróży. Po kursie, gdy zostałyśmy jeszcze w mieście miałyśmy możliwość zwiedzania na własną rękę, czyli pochłaniania atmosfery miasta. Takie zwiedzanie najbardziej lubię 🙂 Po małym zamieszaniu z autobusami na lotnisko, przebieganiu przez odprawę i wbieganie na pokład samolotu jak w filmie, znalazłyśmy się w Madrycie.

¡Hola! i Ciao!

Tutaj pieczę nad nami przejął kolega koleżanki z poprzedniego BEST-owego kursu. Wprawdzie byłyśmy w Hiszpanii bardzo krótko, ale za to udało nam się dość dużo zwiedzić podczas całego dnia. Niemal zrezygnowałyśmy z mapy i dałyśmy się porwać.  Po lewej stronie – Agata i Weronika pod zacienieniem przy placu Puerta del Sol – świetne rozwiązanie! Nie obyło się też bez odwiedzenia Chocolatería San Ginés – legendarnego miejsca w Madrycie, w którym można skosztować churros – przysmaku podobnego w smaku do ciasta naleśnikowego, smażonego w bardzo głębokim tłuszczu – do tego obowiązkowo filiżanka bardzo gęstej i bardzo słodkiej czekolady. Porcja energii, jaką zapewniło nam takie śniadanko starczyła na cały dzień zwiedzania 😀

Bok Museo del Prado. Samo zwiedzanie muzeum jest niemożliwe do odbycia podczas jednego dnia – Prado jest tak ogromne, że obejrzenie wszystkich dzieł sztuki wymagałoby paru dni. Drugie i trzecie zdjęcie to spacer po parku El Retiro – piękne miejsce, czwarte to Most Arganzuela który mogłyśmy zobaczyć w innym parku.

Stacja kolejowa Madryt Atocha, puste uliczki (było bardzo wcześnie), kościół przy Pałacu Królewskim i poczta.

Jeszcze tego samego dnia (który był chyba najdłuższym w moim życiu) siedziałyśmy w samolocie do Mediolanu, gdzie miałyśmy niecałą dobę na zobaczenie czegokolwiek. Po krótkiej drzemce u hosta (swoją drogą, też Beściaka) ruszyliśmy na miasto, w którym w autobusach nikt nie sprawdza biletów. Niestety jeden spacer to trochę mało na zwiedzanie, ale chociaż trochę udało nam się posmakować Włoch 🙂

  Mediolańskie kontrasty. Zauroczyła nas zabudowa mieszkaniowa z roślinnością na balkonach – szkoda, ze u nas przez większą część roku te gałęzie byłyby puste, ale tutaj wygląda to rewelacyjnie. Wszyscy poruszają się na motorach – pan na zdjęciu nawet nie przejmuje się tym, że ma na sobie lakierowane buty, w końcu elegancja przede wszystkim 🙂 Dolne zdjęcia to Pałac Królewski w Mediolanie, Katedra w Mediolanie i Galleria Vittorio Emanuele II.

Stamtąd już prosto na lotnisko i do Polski. Potem tylko podróż z Warszawy do Gdańska, i potem do Gdyni i już byłam w domu i mogłam się przygotowywać do sesji poprawkowej 😉 Nie mogłam uwierzyć, że nie było mnie w domu 19 dni, a tak wiele mogłam zobaczyć i tak wiele przeżyć. Było parę stresujących momentów, dużo bólu nóg i oparzeń słonecznych, ale nie zamieniłabym tych dni na żadne inne i jestem za nie bardzo wdzięczna. Potwierdzam też, że „travel is the only thing you buy that makes you richer”. Gdyby nie dziewczyny, z którymi świetnie się uzupełniałam w sprawach ogarniania i martwienia się o różne rzeczy, na pewno nie byłoby tak dobrze. Mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza podróż i myślę już o kolejnej! 🙂

2 uwagi do wpisu “Najlepszy sierpień

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s