Za dużo rzeczy

kaboompics.com_Black scissors2

Zakurzone półki, na nich „kurzołapy” i rzeczy, z których nie korzystamy na co dzień. Wszystko tak bardzo przytłaczające. Znacie to?

Wprawdzie kurzołapy ograniczyłam do minimum i tak naprawdę mam ich niewiele, ale oprócz tego są też inne rzeczy.  Bardzo ciężko się ich pozbyć, bo „wszystko może się kiedyś przydać”, nawet, jeśli podejmuje się takie kroki co jakiś czas. Sprzątam, wyrzucam, a wciąż jest tego zbyt dużo. Wydaje mi się, że dopiero wyprowadzka z domu rodzinnego będzie powodem do przeanalizowania tego, co tak naprawdę jest mi potrzebne na co dzień i pozbycia się zbędnych rzeczy.

W  teorii wszystko jest łatwe – przejrzeć swoje rzeczy i pozbyć się niepotrzebnych. W praktyce jest gorzej. Bo co tak naprawdę jest niepotrzebne?

Moje biurko zamyka się w pewien sposób w trójkącie. Rząd szuflad po lewej, szafka pod biurkiem po prawej, a na lewo u góry półka. Książki nieczytane, czekające na otwarcie. W szufladzie względny porządek, szuflady ułożone tematycznie – w pierwszej rzeczy najpotrzebniejsze i najczęściej używane – przybory do pisania, kalendarz, słuchawki ale i różne torebki z herbatami. Oprócz tego parę śmieci.

Niżej – materiały na zajęcia na uczelnię, aparat fotograficzny, notatniki, dysk USB i ładowarka do telefonu. Jeszcze niżej – dokumenty osobiste, jakieś ważne papiery. Ostatnia szuflada to różne torby materiałowe i papier do drukarki. Wszystko całkiem potrzebne.

Po prawej – pudełko z kosmetykami kolorowymi, gazety architektoniczne, na dole drukarka. Oprócz tego – wielka póła materiałów plastycznych, materiałów na uczelnię. Kolejna półka książek. To ta mniej potrzebna część rzeczy, ale której nie chciałabym się pozbywać. Czego tak naprawdę potrzebujemy? Może o wiele mniej, niż nam się wydaje? Skoro z czegoś nie korzystamy, to znaczy, że nie jest nam potrzebne i równie dobrze moglibyśmy tego nie mieć. Jednocześnie coś może się nam przydawać raz na jakiś czas, więc jest „czasowo potrzebne”.

Oprócz tego parę par butów, płaszczy, kurtek, szalików. W sumie nie ma tego aż tak dużo, ale jednak.

Co mamy w swoich pokojach? Bez czego mogłabyś się obyć, a co jest Ci niezbędne? Czasem myślę o tym, jak będę się pakować do wyprowadzki. Chciałabym, żeby wystarczyło mi tylko kilka rzeczy, a jednocześnie nie chciałabym pozbywać się pamiątek, które trzymam w składziku. Z szafą jest podobnie. I ze wszystkim. Głupio wyrzucić, zawsze coś może się przydać. To chyba największa przyczyna trzymania wszystkich rzeczy. Wydaje mi się też, że im ma się większą rodzinę, tym więcej rzeczy trzymamy, bo mogą się one przydać komuś innemu.

Marzy mi się pustawe, jasne mieszkanie. Niewiele rzeczy na wierzchu, nic, co mogłoby się kurzyć. Oddzielone miejsce do odpoczynku i pracy. Duża liczba przedmiotów jest przytłaczająca, ale z większości często nie możemy zrezygnować z różnych powodów. Nie ma też co marzyć o wolnych przestrzeniach, kiedy ma się dzieci. Bo wtedy tak naprawdę wszędzie walają się zabawki, ubranka, różne rzeczy codziennie kilka razy zmieniające swoje położenie. Idealne, nieskażone bałaganem pokoje są chyba tylko w katalogach.

Wyobraźmy sobie, że mamy zupełnie puste mieszkanie. Co w pierwszej kolejności byśmy tam wstawili?

Zdjęciem wspomógł kaboompics.

8 uwag do wpisu “Za dużo rzeczy

  1. Przeprowadzałam się wiele razy i zazwyczaj jako pierwsze pojawiało się łóżko. Wokół niego budowałam resztę.

    Przeczuwam, że kiedy będziesz opuszczać dom rodzinny, weźmiesz ze sobą dużo więcej niż ubrania i biurko. Nawet jeśli w docelowym mieszkaniu zastaniesz meble, będziesz potrzebować własnej pościeli, naczyń, garnków, sztućców, ręczników, dywanika łazienkowego, ulubionej lampki do czytania, rolet, żeby sąsiedzi nie zaglądali… Całe mnóstwo ruchomości jest nam może nie niezbędne, ale na pewno potrzebne.

    Lubię to

    • Masz stuprocentową rację – nie wzięłam pod uwagę „wspólnych” rzeczy, które przecież i tak są konieczne 😉
      Do łóżka się zgodzę – bez niego nie ma co się przeprowadzać!

      Lubię to

  2. O Haniu, jakbym siebie słyszała… Po wyprowadzce jest łatwiej, ale nawet teraz, kiedy mieszkam poza domem rodzinnym często łapię się na tym, że mam ogromną potrzebę uporządkowania swojej przestrzeni i niestety złe nawyki, które wyniosłam z domu. Niestety nie cierpiąc zbieractwa sama na niego cierpię. Często wydaje mi się, że jakaś rzecz „jeszcze się przyda”, mąż wyrzuca, a ja wyciągam ze śmieci 😀 Ale z drugiej strony często wystawiam wszelkie „niepotrzebności” na allegro, dużo ubrań oddałam siostrze i mamie. Jak czegoś zbędnego się pozbywam czuję, że nie tylko porządkuje się przestrzen w moim otoczeniu, ale też w głowie.

    Lubię to

  3. Ja się przeprowadzałam cztery razy, ale tylko minimalne rzeczy powyrzucałam – to była ostateczność, za małe rzeczy już mi nie potrzebne były, no a połowa z tego ostateczności to też przez przypadek wynikła, bo zapomniało się zapakować. 😉
    Natomiast zawsze jest taka myśl: „to zostawię, bo jak mi się przyda kiedyś to będzie jak ulał”. To jest mylne podejście, ale jesteśmy tylko ludźmi. ;D
    Podoba mi się jak segregujesz wszystko w swoim pokoju, hihi. ;D

    Lubię to

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s