Z drugiej rączki

Tylu ich zwolenników, co przeciwników. Znam niektóre osoby, które brzydzą się wejść do second-handów i takie, które wręcz kochają przerzucać tony ubrań.

 Dziecięce wspomnienia

Kiedyś już pisałam o wspomnieniach z wakacji na Kaszubach. Dość pamięnym momentem są dla mnie wyprawy z babcią i dziadkiem do pobliskich miejscowości na „polowanie”.

Babcia zawsze umiała się ubrać i wiedziała, co jest najmodniejsze w każdym sezonie. Przekopywała sterty ubrań niesamowicie sprawnie i zawsze wynajdywała największe perełki. Czasem jeden rzut oka wystarczył, żeby z mnogości faktur, wzorów i kolorów wyłowić coś naprawdę pięknego. To ci dopiero umiejętność, przydałaby się każdemu na wyprzedażach 🙂

Wyróżnij się!

Miłość do zakupów w second-handach odżyła we mnie w gimnazjum, kiedy zaczęłam eksplorację na własną rękę. Wtedy zaczął się we mnie lekki okres buntu i szukałam przede wszystkich dziwnych ubrań, a im były dziwniejsze, tym lepiej. Teraz większości raczej bym na siebie nie założyła. Nie będzie to odkrycie, ale tylko w lumpeksach można dostać coś naprawdę oryginalnego. We wszystkich sieciówkach jest praktycznie to samo, ewentualnie lekko zmodyfikowane. Tutaj jest loteria – można trafić na rzeczy z sieciówek, ale i takie, które są jedyne w swoim rodzaju.

Myślę, że ciekawym rozwiązaniem, jeśli chodzi o kompletowanie szafy jest stworzenie zwyczajnej bazy: gładkich bluzek, jeansów, czarnych spodni i do tego wynajdowanie czegoś ciekawego, z charakterem – szalika, swetra, kamizelki… Można też podejść do tego odwrotnie: szukać baz w second handach, zwracając uwagę na jakość, a dobierać do tego dodatki z sieciówek. Sądzę, że większość moich ubrań jest z drugiej ręki i często są to moje ulubione rzeczy.

Mama często komentuje, że to co kupuję jest „no trochę babciowe, ale wiem, teraz takie są modne”.

Lisek-chytrusek

Można dobrze kombinować – szczególnie tam, gdzie jest na wagę. Wtedy za kilka złotych można nabyć lekkie bluzki. W dniu, gdy jest dostawa jest najdrożej, później już tylko taniej. W jednym z lumpeksów, do którego chodzę, w soboty każda rzecz jest po złotówkę. Fakt, to są najbardziej przebrane wieszaki i często nie ma tam już nic ciekawego, ale może jednak coś się zdarzyć interesującego, co nikomu wcześniej nie wpadło w oko.

Jeśli ma się zaprzyjaźnioną ekspedientkę, można poprosić o odłożenie czegoś na następny dzień, babcia często tak robiła i za pomocą tego triku i szerokiego uśmiechu ubranie można było kupić o wiele taniej.

Lekcja pokory

No niestety – trzeba się pogodzić z tym, że czasem możemy nic ciekawego nie znaleźć, albo że rzecz, którą chciałyśmy kupić już została sprzedana. Może też coś oglądałyśmy, potem odłożyłyśmy na miejsce, a do czasu, kiedy zmieniłyśmy zdanie, jeszcze będąc w sklepie ktoś inny mógł nam to sprzątnąć sprzed nosa?

W lumpeksach jest często mało przymierzalni i duże kolejki. Nie polecam rezygnowania z przymierzania. Warto poczekać cierpliwie i sprawdzić, czy rzeczywiście ta idealna sukienka tak rewelacyjnie na nas leży.

Precz z bylejakością

Doświadczenia w kupowaniu nauczyły mnie kilku rzeczy. Tak naprawdę w niczym nie różni się od kupna w regularnym sklepie, i tutaj i tutaj możemy nabyć zbyt wiele za zbyt wysoką cenę.

Przede wszystkim, nie warto kupować tego, co jest na nas zbyt ciasne w nadziei, że się do tego schudnie. Nie ma sensu posiadanie czegoś, co nam się nie przydaje i tylko zabiera miejsce w szafie. Jeśli chodzi o zbyt duże rzeczy warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań:

  1. czy da się to zmniejszyć? Jeśli na przykład jest to coś uszyte w bardzo skomplikowany sposób, to może to być niemożliwe;
  2. czy jest sens zmniejszać tą rzecz? Jeśli nie umiem tego zrobić sama, praca krawcowej może wyjść na tyle drogo, że całość jest nieopłacalna;
  3. czy ta rzecz jest na tyle unikatowa, że nie znajdę podobnej i zaoszczędzę sobie zachodu?

Generalnie należy kierować się zdrowym rozsądkiem. To, że coś jest tanie, nie znaczy, że możemy to bez skrupułów kupić. Nic nie usprawiedliwia nieprzemyślanych zakupów. Jeśli bluzka jest zmechacona, a sweter ma dziurę albo jest poplamiony tak, że na bank nie da się tego doczyścić, odłóżcie go lepiej na miejsce.

Przepiękny, czerwony sweter, który kosztował coś około 3-5 złotych i skusiłam się na niego, bo był wykonany z przemiłego w dotyku materiału, ma tak beznadziejne rękawy, że wygląda przyzwoicie tylko wtedy, kiedy je podwinę. Czy był to przemyślany zakup? Nie bardzo.

Czytamy metki

Nawet, jeśli chcemy, żeby sweter był oversize, to warto sprawdzić, jaki tak naprawdę jest jego rozmiar. Może to decydować o tym, jak będzie się układać. Od paru lat coraz uważniej szukam metek na ubraniach. Część z nich jest wycięta, ale często zostają metki po bokach z informacją o materiale, sposobach prania i materiale.

Warto zorientować się, z jaką tkaniną mamy do czynienia, bo możemy się wpędzić w niezły kompot, gdy okaże się, że ten piękny sweter za 5 złotych można tylko prać w pralni chemicznej, a zwiewna bluzeczka na lato jest w 70% z poliestru, który sprawia, że pocimy się jak szczur

Ciemniejsza strona medalu?

Dużo mówi się o tym, że ubrania do lumpeksów trafiają z kontenerów Caritasu, a zbiórki na pomoc Afryce to tak naprawdę łatwy zarobek. Wiadomo – skądś te ubrania muszą się brać, ale najgorsze jest okłamywanie ludzi, którzy chcą pomóc w dobrej wierze, jak w przypadku opisanym w podlinkowanym tekście. Czytałam wypowiedź mężczyzny, który pracował w sortowni. Twierdzi, że Polski Czerwony Krzyż zbiera ubrania i sprzedaje, a z uzyskanych pieniędzy pomaga biednym, bo lepsza jest pomoc finansowa dla rodziny niż worek ubrań.

Słyszałam też wersje, że zawartość kontenerów trafia do zakładów tekstylnych i jest przerabiana na nowe tkaniny lub nawet dywany. Może to wzbudzać mieszane uczucia, ale ostatnio przyjrzałam się kontenerowi. Jest na nim wyraźna adnotacja, że pieniądze uzyskane ze zbiórek zostaną przekazane na pomoc potrzebującym. Mamy więc wybór i wrzucając ubrania do kontenera rozumiemy, w jaki sposób zostaną one wykorzystane.

Jeśli wciąż mamy wątpliwości albo nam to nie pasuje, alternatywą dla zakupów w second handzie mogą być wymiany ubrań między koleżankami, grupy na fb które się tym zajmują czy nawet specjalnie organizowane spotkania.

Póki co natomiast czeka na mnie miętowa spódnica w kształcie litery A do połowy łydki i nie mogę się zdecydować, czy trochę ją skrócić, czy nie.

Z drugiej rączki

5 uwag do wpisu “Z drugiej rączki

  1. W sklepach ciuchy są czasem tak wymiętolone i wymacane, że niewiele różnią się od tych lumpeksowych 😉

    Lubię chadzać do second-handów, ale niestety nie zawsze mam czas na polowania. Niemniej mam trochę rzeczy używanych, w tym ukochany żółty płaszczyk, w którym w tym roku spędzam maj.

    Moją największą zmorą są ubrania przepocone, które ujawniają swoje śmierdzące właściwości po upraniu i włożeniu, pod wpływem ciepła ciała. Ooobrzydliwość 😦

    Polubienie

    1. Szczególnie na wyprzedażach, prawda? 🙂 Zresztą wiele ubrań jest teraz szytych z tak cienkich materiałów, że wyglądają jak szmatki…
      Może to i dobrze, że nie masz czasu na polowania, bo tak łatwiej zachować umiar 😀 Ja na szczęście nie miałam styczności z takimi przepoconymi ubraniami, mam nadzieję, że to były sporadyczne sytuacje. 😦

      Polubienie

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s