Kicz jako lekarstwo na chłód?

P1150740

System edukacji architektów już od dawna wygląda tak, że przez 5 lat studiów inżynierskich i magisterskich przyszły twórca powinien być uwrażliwiony estetycznie, ale i posiadać cechy dobrego rzemieślnika. W praktyce – umiesz wymyślić coś wyjątkowego i oryginalnego (co prawdopodobnie nigdy nie powstanie), ale i cierpliwie kreślić w Cadzie tak, żeby robotnik na budowie nie miał wątpliwości, w którą stronę mają iść schody.

„Zatrudnisz kamień, drewno i beton i za pomocą tych materiałów budujesz domy i pałace: to jest konstruowanie. Pomysłowość jest w pracy. Ale nagle dotykasz mojego serca, sprawiasz mi przyjemność. Jestem szczęśliwy i mówię: To jest piękne. To jest architektura.” Le Corbusier

Chcemy żyć tak, żeby było nam w środku pięknie i przyjemnie. Architektura wnętrza jest do tego narzędziem.

Wzorowe szaleństwo

Mam ciocię. Ciocia jest architektem po studiach politechnicznych. Bardzo się zdziwiłam, gdy weszłam do jej domu.

Mogłabym spodziewać się jasnych wnętrz, beżowych paneli podłogowych, wielkich przeszkleń i stonowanych mebli. W środku było zupełnie inaczej. Każde pomieszczenie wypełniał inny zestaw wzorów. Postaram się chociaż w jakimś stopniu tak barwnie to opisać, jak było to w rzeczywistości. Na parterze spotkałam się z białymi ścianami w przedsionku, a drzwi po lewej zachęcały do wejścia do ciemnego pomieszczenia – pokoju kinowego z miękko wyściełanymi ścianami i podłogą. Po opuszczeniu przedsionka po prawej ukazała mi się kuchnia z zielonymi blatami, nadrukiem zielonych cytryn zamiast kafelków nad blatem i osłona okapu z nadrukiem trawy zroszonej wodą.

Kuchnia była otwarta na salon, którego wielką ścianę zajmowała biblioteka z planszówkami i książkami – marzenie! Następna ściana to wielkie przeszklenia i wyjście do ogrodu, kolejna – fioletowa w kwiatowe wzory. Fotele i krzesła w kwiatowych pokrowcach o innym oczywiście wzorze, niż ściana. Wejście na piętro – klatka schodowa przyozdobiona tapetą w dość spokojny na tle innych wzór, bo beżową w duże czerwone kwiaty. W przedpokoju na piętrze kolorowa wykładzina. Cztery pokoje i łazienka tak samo kolorowe. Sypialnia wujków, cała w pomarańczu, wykładzina w liście, na ścianie fototapeta z jesiennym lasem.

Pierwszy pokój kuzynek – cały na różowe desenie, różnorodne wzory, dla odmiany – kwiatowe, które położone na suficie ze skosami były dla mnie mocno przytłaczające. Kolejny pokój – tutaj też kwiaty, ale powrót do w odcieni fioletu i wreszcie trzeci, niebieski – na podłodze legendarna wykładzina „w miasto”, a na ścianie widoczek z palmami. Zakręciło mi się trochę w głowie i zadałam sobie pytanie, jak można tak mieszkać. Podziwiam konsekwencję wzorowego szaleństwa, która objęła nawet rolety.

P1150745

„Spoko pokój. Mieszkałabym.”

Tolerancja

Potem jednak zaczęłam się nad tym zastanawiać. Oczywista oczywistość – każdy ma swój gust, a o gustach się nie dyskutuje. Ciocia zresztą powiedziała mi coś w stylu:

wiem, poszalałam, ale my tak przecież lubimy.

Każdy ma różną tolerancję na liczbę zmiksowanych wzorów. Tutaj tapety z lat ’60 i ’70, które wzbudzają moje bardzo mieszane uczucia.

Psychologia wzorów

Patricia Rodemann przeprowadziła badanie, które wykazało, że konsumenci wybierają projekty, które pasują do ich osobowości, a wnętrze, w którym mieszkają, jest w jakiś sposób przedłużeniem lub projekcją ich samych. Autorka zaobserwowała też, że jest głęboka zależność pomiędzy kulturą, polityką, ekonomią, społeczeństwem, sztuką i tym, jakie projekty wybierają konsumenci.

Do pewnych materiałów zostały przypasowane konkretne odczucia:

  • ciepły – siena, róż, kremowy;
  • zapraszający – dąb, klon, drewniane wykończenia;
  • wyrafinowany – niewielkie wykorzystanie wzorów, za to szeroka gama odcieni kolorystycznych.

Świetnym przykładem jest przytoczenie archetypu biura prawniczego. Wchodząc do takiego pomieszczenia, będziemy się spodziewać nieco chłodnego i formalnego charakteru i wystroju wyglądającego na kosztowny. Oglądacie „Suits”? 😉

Jeśli zaś chodzi o mieszkania, chętnie wybieramy małe wzory kwiatowe lub w pasy.

Rodemann w swojej pracy doktoranckiej podkreśla, że największe prawdopodobieństwo użycia wzorów występuje w łazience, najmniejsze zaś w przedpokoju czy pralni. Przeprowadziła też badania, jakie wzory najchętniej użytkownicy danych miejsc by w nich widzieli i tak:

  • hotel/szpital – graficzny wzorek;
  • biuro – naturalny wzór, np. drewna;
  • restauracja – wzory kwiatowe;
  • obiekty edukacji – gładki kamień, granit.

P1150742

Jak łączyć?

Można wyodrębnić trzy zasady w mieszaniu wzorów:

  1. wykorzystanie wzorów o różnej skali i naturze – duże kropki o zupełnie inaczej „działają” w przestrzeni niż delikatne kropeczki – świetnie pokazane tutaj;
  2. użycie neutralnych barw jako tło dla wzorów – bieli, czerni, szarości, beżów;
  3. dobór pasujących do siebie barw. Ciekawa strona o doborze kolorów tutaj.

Albo zatrudnić architekta wnętrz, który już o to wszystko sam zadba.

Coś w tym jest, że zostaliśmy opanowani i poddaliśmy się urokowi pustych, białych wnętrz, odrealnionych i przedstawionych jako trend we wnętrzarstwie XXI wieku. Jest to na pewno estetyczne, kojarzy się z porządkiem, czystym wnętrzem. Tylko czy w takim wnętrzu też nie mieszkałoby się źle? Całe białe mieszkanie kojarzyłoby mi się ze szpitalem czy zakładem produkcyjnym. Czy jest w nim miejsce na przytulność?

Recepta

Dla mnie receptą na estetyczne i piękne wnętrze jest przede wszystkim zdrowy rozsądek i umiar. Bardzo łatwo jest przesadzić z liczbą wzorów, które nas rozpraszają. Podobnie jest z przedmiotami. Nie można jednak przegiąć w drugą stronę i próbować żyć w nieskazitelnym białym mieszkaniu. Wydaje mi się, że niewiele osób czułoby się w takim naprawdę komfortowo. Zresztą – hej, na białym już na drugi dzień po sprzątaniu widać warstwę kurzu…

I na koniec, jeśli macie ochotę na więcej rozmyślań i jeszcze ich nie czytaliście, to tutaj tekst o odczuwaniu architektury, a tu o tym, czym jest dla mnie minimalizm.

A Wam, jakie mieszkania się podobają? Pełne wzorów i kolorów, czy proste? 🙂

5 uwag do wpisu “Kicz jako lekarstwo na chłód?

  1. Ostrzegam, będzie długo 😉

    Od lat nie przepadam za wzorami. Noszę gładkie ubrania, kupuję gładkie meble. Czasem łapię fazę na jakieś geometryczne desenie (paski, zygzaki). Akceptuję florale na pościeli i zasłonach. Ale dużo zmieniło się, odkąd zaczęłam tańczyć taniec orientalny. Wtedy zetknęłam się z arabeskami, wzorem paisley i mnóstwem koszmarnie kiczowatych ozdóbek, jakich były pełne kostiumy sceniczne. Efektem tego ostatniego jest nasza indyjska sypialnia, której mroczny charakter potęguje okno od północy i która dość mocno odstaje od reszty mieszkania, urządzonego w stylu skandynawskim zmiksowanego z vintage.

    Mieszkanie nadal mi się podoba, choć od remontu minęło 7 lat i chętnie bym coś w nim zmieniła. Ale według mnie przy urządzaniu mieszkania bardzo ważne jest to, żeby wszyscy domownicy się tam dobrze czuli. Czasem kobiety popełniają ten sam błąd co przy ślubach i zakładają, że jeśli mężczyzna nie odróżnia chabru od kobaltu lub nie zagłębił się w delikatną kwestię wibracji kosmicznych płynących z drewnianych parkietów, to znaczy, że można zupełnie pominąć jego zdanie i zrobić wszystko po swojemu. W efekcie mamy bieluśkie wnętrza z pastelowymi akcentami, a chłop swój wolny czas spędza w garażu, bo tam może swobodnie usiąść na kanapie i nie martwić się, że zrobi plamę na białej alcantarze 😉

    Dlatego właśnie urządzając nasze wnętrza skupiliśmy się na tym, co sami lubimy i co nam się podoba. Niemal wszystko wybieraliśmy razem. A to, co osobno, wciąż jest pewną solą w oku (jak kanapa, której po prostu nie cierpię – mieliśmy przed oczami różne próbniki i zgodziłam się na płótno w kolorze czekolady, które u Niego było melanżową plecionką w kolorze zdechłej myszy).

    Jeśli chodzi o wzory, to można je u nas policzyć na palcach jednej ręki: trochę pasków na tekstyliach w kuchni, firanki w liście czy inne kółka, pościel w sypialni w orientalne zawijaski, prążki i wzór bambusa na płytkach w WC. Mamy też mazaje na płytkach łazienkowych, zastanych (mnie się nie podobają, ale potwierdzają teorię, którą cytujesz; chociaż przyznam, że oczekiwałabym najbardziej wzorków w pokojach dziecięcych). No i drewno na podłodze, ale dla mnie to nie wzór, tylko bardziej faktura 🙂

    Uff. Przepraszam, rozpisałam się 🙂

    Lubię to

    • Ale super, bardzo ciekawy komentarz! Potrzebowałam całego dnia, żeby na spokojnie go przeczytać 😉
      Przede wszystkim bardzo Wam zazdroszczę tego, że mieszkacie w domu i – to jest wielka swoboda urządzania wnętrz, praktycznie wszystko można mieć po swojemu, a i pewnie jak człowiek się uprze, to i ścianę przestawić (o ile nie jest nośna) 😀 Co do ubrań mam podobnie – zwykle, jeśli coś ma deseń, to jest to pojedyncza rzecz w całym zestawieniu ubioru.
      Styl indyjski to totalnie nie moje klimaty niestety, ale chyba często tak jest, że chociaż jedno pomieszczenie w całym domu ma jakiś „odjechany” pomysł. Co do wspólnego ustalania wnętrza zgadzam się w całej rozciągłości – fajnie jest pogadać o tym z innymi, bo w końcu oni też ponoszą konsekwencje naszych bardziej lub mniej ekstrawaganckich wyborów. Póki co jednak, jak fantazjuję sobie o mieszkaniu, to On mówi, żebym robiła sobie, co chcę, bo mam dobry gust, tylko koniecznie mają być takie wielkie pufy i to jedyny wymóg 😀
      Dziękuję za to, co napisałaś – na pewno uwaga o wspólnym doborze przyda się gościom na blogu 🙂

      Lubię to

      • Mieszkamy w mieszkaniu 🙂 Jakieś 50 m2. Wbrew pozorom, niezbyt ustawnym, dlatego trudno jest coś zmienić – wszystkie meble mają swoje optymalne miejsca. Zbliża się jednak moment, kiedy będę musiała myśleć o pewnych zmianach. Wtedy zobaczymy 🙂

        Indyjskość sypialni wyraża się głównie w kolorach. Mamy sosnowe meble bejcowane na czarno (IKEA), do tego ściany w kolorze mineralnej zieleni i fioletowo-różowe dodatki. Meble indyjskie to już by było za dużo w blokowym pokoiku 3×3,5 metra 🙂

        Ogólnie jestem zwolenniczką pewnej spójności w całym lokalu, jeśli nie kolorystycznej, to chociaż stylistycznej. To jest ważne zwłaszcza wtedy, kiedy mamy tak modne obecnie wnętrza otwarte – dzieli się funkcje, wiadomo, ale to wciąż jest jedno wnętrze. Starałam się to zachować, jednak sypialnia to nasze prywatne pomieszczenie i tam przemyciłam choćby zieleń, która w pozostałych pomieszczeniach pasowałaby jak pięść do nosa.

        Wielkie pufy ❤ Podobają mi się zwłaszcza te, które wyglądają jak robione na drutach!

        Polubione przez 1 osoba

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s