Historia pisania

P1150930-001

Dzisiaj opowiem Wam o pisaniu.

Było jeszcze przed czytaniem, zanim rozpoczęło się nieskładne składanie słów z liter, z komiksów, elementarza, książek z obrazkami, łączenie w zdania, akapity, opowieści, historie. Ręka, zaprzyjaźniona z kredką, ołówkiem, kolorowym flamastrem, pieczołowicie wyrysowywała podpisy i napisy, często z literami w odbiciu lustrzanym. Mama zbierała te kartki, te koślawe słowa, z literami wielkimi i małymi, występującymi często w towarzystwie sielskich obrazków – domu z oknami podzielonymi kratką, drzewami, słońcem z długimi promykami i ludźmi na ścieżce.

W szkole dłoń została ujarzmiona, pokazano jej pewne zasady. Mozolnie ćwiczyła szlaczki, ogonki i kreski. Powoli dłoń wiązała się z głową, tak, by móc pisać o tym, co ona tworzy. Dłoń stawała się coraz większa i coraz bardziej przywiązana do pióra. Z czasem zamieniła pióro na długopis.

Dłonie wyciągały z czerwonego portfelika

brakujące parę groszy, żeby kupić biały zeszyt kołowy z krówką na okładce. Zeszyt ten miał stać się pierwszym pamiętnikiem. Równolegle z nim na półce pojawiło się kilka innych notatników, na inne myśli.

Nie pamiętam już, jak to się stało. Czy usłyszałam o tym w szkole, czy któraś z koleżanek powiedziała mi, że pisze, ale kiedyś usiadłam i napisałam pierwsze zdanie, które brzmiało „Mój kochany pamiętniczku”. Pamiętnik był pisany dziecięcymi dłońmi, pełen niewiele znaczących zdarzeń, spotkań, opisów zabaw z koleżankami i notatek o nieśmiałych spojrzeniach na chłopców. Czasem czekałam na specjalne natchnienie, by zacząć pisać, czasami zmuszałam się do tego, mając w głowie myśl, że dawno już nie pisałam, więc należy uaktualnić wpisy.

Zeszyty i notatniki zmieniały się. Nie były zapisywane systematycznie. Drugi był brązowy, dostałam go w prezencie od cioci i miał miękką okładkę. Trzeci – zielony, w twardej okładce miał specjalne okienko, w którym ukryte było ziarenko i dwie palemki brązowej trawy. Ostatni był niebieski, a na jego okładce był narysowany mężczyzna na rowerze, zawinięty w żółty szalik.

Nie piszę pamiętnika od końca liceum.

Nie była to jakaś dramatyczna decyzja. W jakiś sposób poczułam, że nie mam już potrzeby dokumentowania każdego dnia. Wychowałam się z pamiętnikiem i w jakiś sposób, wstępując w dorosłość, pożegnałam się z nim. Czy była to potrzeba chowania wszystkiego w sobie? A może myśl, że niewiele już wydaje się warte udokumentowania? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Wiem, że w pewnym momencie było we mnie już tyle emocji i przemyśleń, że nie dałabym rady tego wszystkiego przelać na papier. 2 lata po zakończeniu liceum, zanotowałam to, co najistotniejsze wklepując w komputer.

Oprócz pamiętnika, pisałam „książki” w zeszytach, czyli różnego rodzaju opowieści, bazowane na filmach czy książkach. Było kilka takich, które pisałam razem z koleżankami, wymieniając się co parę dni zeszytem, by każda dopisała swój dalszy ciąg. Pielęgnując swojego wewnętrznego introwertyka prowadziłam blogi (to było jeszcze w podstawówce!). Pamiętam dobrze, że była to opowieść w częściach, blog prowadzony z koleżanką, blog z wierszami…

Wiersze pisałam już w podstawówce.

Bardzo dużo i często. Do dziś zawstydza mnie, jak przypomnę sobie, kiedy siadałam przy biurku, otwierałam notatnik i myślałam w głowie. „Dobra, teraz trzeba coś napisać”. Wierszy było potem mniej, ale były lepsze, tak, że byłam z nich nawet zadowolona. Podsumowaniem tej wieloletniej twórczości było przepisanie wszystkiego do Worda i zrobienie z tego wielkiego zestawienia, ku pamięci. Sytuacja się odwróciła i teraz piszę tylko wtedy, kiedy naprawdę czuję to coś.

W szkole język polski był moim ulubionym przedmiotem. Pisanie rozprawek i opowiadań cieszyło mnie jak mało kogo, żeby jednak nie było tak idealnie, to bardzo często przy moim tekście pojawiał się dopisek „styl.”. Matury z polskiego nie bałam się ani trochę, byłam podekscytowana tym, jaki będzie temat. Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy nie iść na filologię polską, jednak marzenie, żeby być architektem, pielęgnowane od dziecięcych lat, wygrało. Dobrze, że nie wyklucza się to z pisaniem 🙂

Cenię sobie wartościową treść,

która zmusza do myślenia, ale i potrafi bawić. Doceniam to, jeśli autor zabiera mnie w miejsca z marzeń, przywołuje dziecięce emocje, codzienne sytuacje. Słowa mają wielką moc. Potrafią wzruszyć do głębi, czasem mocniej niż obrazy.

Wisienką na torcie tej opowieści jest Haniako. Chciałam mieć coś swojego i przede wszystkim pisać. Traktuję bloga jak zbiór moich przemyśleń na różne tematy, ale i swego rodzaju wprawkę. Po czasie, który upłynął od założenia bloga, zauważyłam, że coraz łatwiej mi formułować myśli, ale i szukać synonimów. Jestem zdania, że każdy musi umieć pisać – lepiej, czy gorzej. Cieszę się, że mogę to ćwiczyć.

Warto pisać! Piszecie? 🙂

Historia pisania

8 uwag do wpisu “Historia pisania

  1. Zapisałam chyba z 10 pamiętników i uwielbiam do nich wracać 🙂 Co ja miałam w głowie, jakie trociny momentami, a chwilami jak mądre myśli (mądrzejsze niż teraz). Marzę też o napisaniu książki, dotychczas napisałam parę opowiadać „do szuflady” 🙂

    Polubienie

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s