Furtka na pikacz

P1170155 (1)

Wiecie, co rankiem najbardziej mnie frustruje, szczególnie wtedy, kiedy jestem już spóźniona i wybiegam z klatki? Wszystkie drzwi, które muszę pootwierać i pozamykać. Parę lat temu blok, w którym mieszkam spółdzielnia mieszkaniowa postanowiła ogrodzić. Nie jest to zresztą jedyny ogrodzony blok w mojej okolicy.

Najgorsze są i furtki na tzw. pikacz, który co jakiś czas się psuje (szczególnie w okresie zimowym) i nie da się przejść.

Jakie były argumenty za ogrodzeniem posesji?

Jakimś cudem, spółdzielnia twierdziła, że wychodzi naprzeciw oczekiwaniom mieszkańców, którzy nie czują się bezpiecznie w swojej okolicy. Dzięki temu ogródek pod blokiem, blok i cała strefa wejściowa – schody, podjazd dla wózków i śmieciarek przecina ogrodzenie. Co ciekawe, brama biegnie pod kątem do zjazdu, więc jeśli chce się wjechać wózkiem, to trzeba wyciągać nie wiadomo jak daleko ręce, żeby trafić pikaczem w specjalne miejsce. To jest właśnie ta wygoda mieszkańców.

Dlaczego uważam, że ogrodzenia nie mają sensu?

Jeśli ktoś chce się dostać na teren posesji, to i tak to zrobi. Najlepszą ochroną jest działanie, czyli reagowanie na czas i sąsiedzki monitoring. Ogrodzenie to jasny sygnał, że chcemy się przed czymś chronić, ale raczej sami nie wiemy czym. Przed innymi ludźmi? To też symbol własności – ten kawałek trawnika jest mój.

Ktokolwiek mnie odwiedza, musi liczyć się z tym, że dzwoni domofonem dwa razy – najpierw, żeby wejść do strefy przed blokiem, drugi raz, żeby wejść do bloku, bo bzyczenie trwa na tyle krótko, że żeby objęło oba wejścia, trzeba byłoby biec.

Stare, dobre

Kiedyś można było przejść między blokami, bo tak było bliżej, teraz nie ma na to szans, chyba, że jest się w posiadaniu pikacza. Łatwiej było bawić się na podwórku, kopać piłkę, rysować kredą po ziemi. W dzieciństwie wraz z paczką z podwórka mieliśmy swój ulubiony plac zabaw. Był on nieco ukryty, bo znajdował się tuż u stóp pagórka z blokiem, więc było tam cicho i nikt nie przeszkadzał nam w zabawie. Teraz ten teren jest ogrodzony i nijak nie można się tam dostać, a wszystkie sprzęty zostały zdemontowane.

Grodzone osiedla to już wyższa szkoła jazdy. Deweloper przy pracy nad ofertą przygotowuje takie rzeczy jak bramki, monitoring, panie sprzątające, otoczone siatką place zabaw…

Wyobrażam sobie miasto pełne połączeń i kontaktów, spacerujących ludzi, którzy żyją w społeczności, a nie w zamkniętych klatkach swoich bloków. Wyobrażam sobie otwarte ogródki, dostępne dla wszystkich, zamiast tych ogrodzonych żywopłotem i ogrodzeniem z furtką. Wyobrażam sobie, że dzieci przemykają się między budynkami i się bawią.

Przed blokiem rosną kwiaty i krzewy. W obu częściach – ogrodzonej i nie. I wiecie co? Ani tu, ani tu nikt ich nie wyrywa i nie niszczy.

Furtka na pikacz

5 uwag do wpisu “Furtka na pikacz

  1. Mieszkam w ogrodzonym bloku. Kiedy się tam wprowadziłam, płotu nie było – postawili go dopiero po jakimś czasie. Na furtkę musieliśmy czekać kolejne 2 lata. Na zamek do tej furtki – kolejne 2. Na mechanizm, który pozwala otwierać bramkę po wpisaniu kodu – następne 2.

    W tym momencie furtka jest przez 90% czasu otwarta, bo albo ludziom nie chce się jej domknąć, albo zamek jest zepsuty. Na podwórkowej ławeczce do późnej nocy siedzą z piwem młodzi chłopcy – bo syn sąsiadów zaprasza swoich kumpli. A pod śmietnikiem leżą rozprute worki z wysypującą się po okolicy zawartością. Bo żaden płot nie sprawi, że ludzie zaczną dbać o to, o co nie dbali, kiedy nie było płotu.

    Płoty są bez sensu.

    Polubienie

  2. M.P. pisze:

    Całe życie mieszkam w bloku, który nie jest ogrodzony ani płotem, ani innymi zabezpieczeniami, które strzegą dostępu do niego. I wiecie co? Ani razu mi to nie przeszkadzało. Cieszę się z wolności, którą miałem i z całkowitej swobody ruchu.
    Mówi się, że dzisiejsze dzieci dużo czasu spędzają przed komputerami, izolują się od reszty. Takie działania wcale nie pomagają w ich integracji. Nie wyobrażam sobie, będąc dzieckiem, przebywać tylko w obrębie mojego bloku, nie mogąc dostać się do bloku kolegi z powodu dzielącego nas płotu.
    To jest trochę straszne i przypomina mi to sceny z filmu „Chłopiec w pasiastej piżamie”, jakby oddzielanie dwóch różnych światów.
    Odnośnie bezpieczeństwa (albo jak się dzisiaj określa – niebezpieczeństwa) wokół nas. Moim zdaniem powinno się edukować, uczyć odpowiednich zachowań i starać się zmieniać nasze podejście do różnych spraw, naszą mentalność. Bezpiecznie będziemy się czuć, gdy będziemy wiedzieć, że ludzie wokół nas są normalni i można im zaufać. Same płoty nic nie dadzą, mogą być tylko lekkim utrudnieniem, które i tak da się pokonać, spowolnieniem, które jest tylko chwilowe.
    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że strzegąc naszej prywatności i starając się chronić nasze bezpieczeństwo, stajemy się coraz bardziej aspołeczni i stawiamy mury przed innymi osobami.

    Polubienie

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s