Podążać znów za swoim węchem

P1180555 (1)

Dobrze jest umieć odpocząć. Na koniec wakacji dane mi było przeżyć ekspresowe odpoczywanie, od rana do wieczora w ciszy, spokoju i bez świecących ekranów. W tę jedną niedzielę odpoczęłam bardziej, niż przez całe wakacje. 

Zrywam się tuż po wschodzie słońca i kieruję swoje kroki do kuchni, żeby przygotować sobie śniadanie. Z wielką uwagą przyglądam się liście propozycji biorąc pod uwagę to, żeby narobić jak najmniej hałasu. Zalewam wrzątkiem rumianek. Parę minut później stawiam na biurku parującą jeszcze miskę pełną kaszki kukurydzianej z bananem. Towarzyszy jej mój ulubiony plecak, trochę wojskowy w charakterze, z różową przypinką z tortem, która jest pamiątką po zeszłorocznych Gdynia Design Days. Nie mogę się zdecydować, co ubrać, czy wziąć bluzę, czy sweter. Przygotowuję sobie płócienną torbę na wszystkie cztery pojemniki z jedzeniem przygotowanym na cały dzień. Wychodzę z domu lekkim krokiem.

Dwie godziny później siedzimy już w samochodzie, rozmawiamy podekscytowane wymieniając najświeższe wiadomości z naszego życia i słuchamy Florence + the Machine. Tak długo wybierałyśmy się na działkę i dojeżdżamy. 40 minut podróży minęło w mgnieniu oka. Rozglądam się i widzę niewielkie domeczki skąpane w zieleni i pokryte pnączem. Na powitanie wychodzi nam sąsiad, wyciągamy z daczy pachnące wilgocią krzesła bujane i siadamy na pomoście, do którego z domku jest dziesięć metrów. Słońce jeszcze nie wynurzyło się zza drzew, jest trochę chłodno, stopy w sandałach moczy rosa. Przy pomoście cierpliwie czeka łódka. Jeszcze nie czas.

P1180581 (1)

Czytamy kolorowy magazyn i śmiejemy się z rad w nim zawartych. Woda wydaje się jeszcze chłodna. Powoli mija czas, zmienia się tylko położenie słońca, zjadamy drugie śniadanie na pomoście i leniwie zbieramy się do wyprawy na jezioro. Jest niezbyt duże, ale ma na środku trzy wyspy. Wsiadamy do łódki i po kilku zapewnieniach, że się nie wywrócimy, biorę ze sobą aparat.

P1180597

P1180634

Jest cudownie, świeci słońce, jest niemal bezwietrznie, wiosła zanurzają się w chłodną toń i trącają lilie wodne. Gdzieś tam nad wodą unoszą się ważki. Jestem słabym wioślarzem, brak mi wprawy i doświadczenia. Chwilę kręcimy się łódką w kółko. Wracamy na nasz pomost i podejmujemy decyzję o kąpieli. To już czas. Dochodzi wczesne popołudnie i nie będzie już cieplej niż teraz. Wskakujemy w stroje kąpielowe, wracamy do łódki, wypływamy na środek jeziora. Chwilę później jesteśmy już w wodzie, która jest niesamowicie zimna.

*

Uwielbiam sprawdzać, na jakiej głębokości zmienia się temperatura. Odginam nogę w dół i czuję chłód z dna jeziora. Pierwsza i prawdopodobnie ostatnia kąpiel w jeziorze w tym roku. Dopływamy do wyspy, mimo, że nie ma na niej nic szczególnego oprócz drzew, to ma w sobie pewien urok. Tuż przy brzegu dno jest pełne wodorostów, czuję, jak muskają moje nogi, gdy płynę. Przy samej wyspie na dnie leżą wielkie kamienie. Przez przejrzystą, czystą wodę widzę ostrygi. Szumią szuwary, tatarak i skrzyp.

P1180648 (1)

Wracamy na pomost i na obiad. Znów przypominają mi się te dziecięce beztroskie popołudnia na działce. Słońce wyszło zza drzew i odbija się w tafli jeziora, oświetla cały pomost. Zamykam oczy i ogarnia mnie senność…

Nie wiem, która jest godzina, drzemię na pomoście, moje myśli są swobodne. Nadmuchany materac stracił nieco powietrza i zapada się. Przynosimy gitarę i śpiewniki. Następuje czas podwieczorku i śpiewogranie. Przypominamy sobie dawno nieśpiewane piosenki. Fałszujemy, ale sąsiadom się podoba. Gdy będziemy się zbierać do samochodu, zagadają, że bardzo podobał im się nasz śpiew. Niedługo trzeba będzie wracać.

P1180548 (1)

Słońce chyli się ku zachodowi, robi się chłodniej. Chowamy wszystkie rupiecie do domku i zamykamy go. Czuję się niesamowicie wypoczęta. Słońce, wiatr i swobodny przepływ myśli. Jak to dobrze mieć takie miejsce, do którego można przyjechać i odpocząć.

Wrócimy tu jeszcze.

P1180656

Zachwyciłam się wakacjami na miejscu.

Ludzie specjalnie jeżdżą na wczasy i na wakacje. Ci, którzy mieszkają w górach kierują się nad morze, Ci znad morza w góry. Uwielbiam mieszkać w Gdyni. Kiedy pomyślę sobie, że mogę być turystą we własnym mieście, kiedy tylko zechcę, ogarnia mnie wdzięczność. Turyści przyjeżdżają tutaj opalać się i kąpać w morzu, a ja mam to na wyciągnięcie ręki. Kilka minut nad morze, kilka minut do lasu. Pół godziny nad jezioro. Wszędzie blisko i pięknie.

Wiecie, co? Zgubcie się we własnym mieście. Zgubcie się w pobliskim lesie. Tak, tym najbliższym, wydeptanym przez was już wiele razy. To wciąż może być niezapomniany spacer, wciąż może być cudownie.

Podążać znów za swoim węchem

2 uwagi do wpisu “Podążać znów za swoim węchem

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s