Jesteśmy pokoleniem ekranów

P1200351

Coraz głośniej naokoło o tym, żeby prowadzić życie offline, rezygnować z social mediów, że one są złe i niedobre. Temat ten został ostatnio dodatkowo nagłośniony przez młodą, dość popularną Australijkę, która zdecydowała, że znika z Instagrama – tuż przed tym usuwając większość zdjęć i edytując podpisy, np. „tutaj wcale nie czułam się ładna, kazałam zrobić sobie mnóstwo zdjęć, żeby mój brzuch wyglądał atrakcyjnie”.

Całość wydaje mi się bardzo udanym chwytem marketingowym, Essena założyła teraz stronę internetową, na łamach której chce promować świadome życie i weganizm. Prosi także o materialne wsparcie. Jakkolwiek nie mówić, to dzięki dziewczynie wiele osób zaczęło wykrzykiwać, że to wszystko, co znajdziemy w social media nie jest prawdą. Dla mnie – warto zachować zdrowy rozsądek, wszystko jest dla ludzi, nawet przedawkowanie witamin szkodzi.

Szczerze? Trzeba być ślepym, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, że to, co publikujemy w Internecie to w większości pozytywnie nacechowane i ładne informacje – niewiele osób chwali się na Facebooku, że nie zdało egzaminu (no, chyba, że potrzebuje zainteresowania), nie dodamy zdjęcia, na którym mamy szopę na głowie, śpiochy w oczach i brudne chusteczki na biurku. Czy jest to oszukiwanie, czy naturalna kolej rzeczy?

Pisałam już kiedyś o fotografii i subiektywnym pięknie. Wiadomo jednak, że tak, jak nie pokażemy innym brudnego mieszkania, tak nie będziemy chcieli pokazywać w social mediach jedzenia, którego wygląd nas odpycha (nawet, jeśli smakuje). Nie oszukujmy się, to nie jest tak, że z Internetem jest coś nie tak – po prostu źle z niego korzystamy. Czasem wydaje mi się, że jesteśmy jak małe dzieci, które dorwały się do zamrażalnika podczas nieobecności rodziców. Zjedzenie kilku litrów lodów nie wychodzi nam na zdrowie.

Człowiek jest istotą leniwą i nie lubi być kontrolowany, więc ograniczanie sobie niektórych rzeczy jest wręcz wbrew naszej naturze. Niech podniesie rękę ktoś, kto nigdy nie zjadł na jednym posiedzeniu całej tabliczki czekolady. Wydaje mi się, że jedną z najtrudniejszych i najbardziej wartościowych umiejętności, jakie człowiek może wypracować podczas całego swojego życia jest umiejętność kontrolowania i organizacji siebie. W każdej materii. Pisząc te słowa myślę o sobie i tym, jak nie zapisuję sobie wydatków, jak spycham w czasie najważniejsze do załatwienia sprawy, bo nie chcę stawić im czoła i tego, jak zjem czasem zbyt dużo makaronu ze szpinakiem i toczę się jak kulka.

To, co napiszę raczej nie wpłynie pozytywnie na mój wizerunek, ale nadrzędną wartością jest dla mnie szczerość i autentyczność. Zdaję sobie sprawę z tego, że mam mały problem z byciem tu i teraz. Często pierwszą rzeczą, którą robię, gdy wstanę jest sprawdzenie telefonu, a przed snem pozwalam sobie jeszcze na krótką podróż przez przyjemne dla oczu zakątki Instagrama. Przyznaję – to nie jest ok, co nie znaczy, że protestuję przeciwko niemu, czy mam do niego jakieś pretensje, a po obejrzeniu filmiku Esseny krzyczę, że „social media is not real life” (thank you Captain Obvious). Szczerze – to chyba moja ulubiona platforma społecznościowa.

Długo zwlekałam z kupnem smartfona i mam go dopiero od ponad roku. Patrząc wstecz zauważam, że nabyty gadżet wykształcił we mnie nowe natręctwo. Kiedyś sprawdzałam telefon po to, by sprawdzić, czy ktoś do mnie zadzwonił lub nie napisał SMSa. Teraz doszły do tego powiadomienia Facebooka, Instagrama i WhatsUpp’a. Całkiem dobrze sprawdza się wyłączenie automatycznych powiadomień – nie jesteśmy uzależnieni od tego, że coś nam wyskakuje i od razu musimy to sprawdzić. Jakiś czas temu z niecierpliwością czekałam na odpowiedź na SMSa od koleżanki, kiedy zapytałam, czemu nie odpisała, powiedziała, że teraz w sumie korzysta się tylko z Messengera.

Odczuwam pewną barierę przed pisaniem rad i zaleceń na blogu. Zdaję sobie sprawę, że mam wiele niedociągnięć i w wielu strefach, o których piszę, wciąż próbuję się odnaleźć i nie jestem w nich ekspertem. Blogowanie traktuję trochę jako notatnikowanie 🙂

Zauważam, że czasem trudno mi tak po prostu odpocząć. Wydaje mi się, że co chwilę muszę coś koniecznie sprawdzić. Błagam, powiedzcie, że nie jestem jedyna. Strasznie się tego wstydzę, ale zdaję sobie z tego sprawę. Pytałam kiedyś A., czy sądzi, że jestem uzależniona od social media i mnie wyśmiał „co to za pytania?!”.

A może jednak.

Staram się uczyć spokoju.

Na ostatnim spotkaniu w Parku Naukowo-Technologicznym w Gdyni Jacek Kłosiński opowiadał o tym, jak chwali sobie RescueTime. Używam go już od jakiegoś czasu i widzę dokładnie, ile czasu siedzę przy komputerze i ile czasu zajmuje mi każdy rodzaj aktywności. Pisząc ten wpis wyznaję ze skruchą, że od poniedziałku siedzenie na Facebooku zajęło mi 5,5 godziny, a robienie konstruktywnych rzeczy ok. 7. Nie ma dużej różnicy, prawda? Nie wiem, jak Was, ale mnie uderzają te statystyki. Pięć godzin to kupa czasu! Czasem ciężko wysiedzieć na dwugodzinnym wykładzie. Powiadomienie w górze ekranu pokazuje mi, ile czasu siedziałam danego dnia przy komputerze. Można powiedzieć – cały dzień, ale widząc konkretną liczbę, stajemy się bardziej świadomi. Matematyki nie oszukasz.

Przeczytałam dzisiaj, że w życiu nie chodzi o to, żeby się odnaleźć, ale żeby siebie stworzyć. Próbuję więc stworzyć zorganizowaną Hanię, ogarnąć dzień przy pomocy Google Calendar, zgodnie z radami Anety. Zapisywałam sobie sprawy do załatwienia w papierowym kalendarzu, ale nie wyznaczałam im konkretnego miejsca w czasie i zgadnijcie, co – wszystko się rozmywało. A jakby tak zaplanować każdą godzinę?

Nie zrozumcie mnie źle, nie jestem jakimś propagatorem stuprocentowej efektywności, bo tak się nie da. Myślę sobie, że dobrze jest pracować, kiedy jest na to czas i pozwolić sobie nie robić nic i obejrzeć serial, na przykład ostatnio zaczęłam Twin Peaks 🙂 Dobrze jest pozwolić sobie czasem na nieefektywność. Wydaje mi się, że jesteśmy ostatnio bombardowani dwoma trendami: zwalnianie, bycie offline, quality time, a z drugiej strony coaching, mentoring, samorealizacja. Najlepiej chyba jest znaleźć się gdzieś pośrodku.

Na telefonie korzystam z launchera (boli mnie, że nie znalazłam polskiego słowa na to – może motyw? Chociaż to nie to samo), który wyświetla mi powiadomienia – „Spędziłaś dziś pół godziny na Instagramie. Może powinnaś zrobić sobie przerwę?”, albo „Spędziłaś dziś godzinę na Facebooku. Co powiesz na kawę ze znajomymi?”. Oprócz tego dostaję statystyki, ile razy odblokowałam telefon i ile spędziłam na nim czasu, z wyszczególnieniem każdej aplikacji. Kilka dni temu pobiłam swój rekord, ponad 5 godzin wiszenia na telefonie – tragedia. Z niektórych rzeczy nawet nie zdajemy sobie sprawy – a odblokowałam dziś telefon już 58 razy.

Nie chcę nikogo pouczać, czy się żalić, ale myślę, że warto sobie zdać sprawę, czy bez telefonu (czy raczej puszki z aplikacjami) czujemy się już jak bez ręki? Podobno pierwszym krokiem do leczenia uzależnienia jest uświadomienie sobie, że jest się chorym. Wstydzę się trochę tych statystyk, o których Wam piszę, bo chciałabym żyć pełniej, spokojniej i bardziej twórczo. Mam nadzieję, że podziałają na mnie jak kubeł zimnej wody na głowę. Całe te przemyślenia, które tworzę już od paru dni skłaniają mnie do podsumowania – czy aby na pewno chcę pracować przy komputerze przez całe życie i czemu sama wystawiam się na świadome ogłupianie?

PS Usunęłam sobie Snapchata. Stwierdziłam, że szkoda mi czasu 🙂

25 uwag do wpisu “Jesteśmy pokoleniem ekranów

  1. Trochę się zsynchronizowałyśmy, bo przed chwilą przeczytałam Twój komentarz u mnie, właśnie na temat czasu z dala od ekranów 🙂

    Z całą pewnością nie jesteś jedyną osobą, która „żyje” w internecie. Mnóstwo ludzi to robi. Problem mają ci, którzy naprawdę nie potrafią się odłączyć.

    Pisałam to już na Jaskółczarni, że kreowanie siebie to najzupełniej normalna rzecz i ludzie to robią od zawsze – jeszcze zanim powstał internet. Zawsze pokazujemy tylko skrawek swojej rzeczywistości, pozory, fasadę, za którą kryje się dużo więcej. To nie Instagram spłyca nasze życie. Sami to robimy, wchodząc na czyjś profil i stwierdzając bezlitośnie, że ten człowiek nie ma przyjaciół, bo nigdy nie pokazuje ich na zdjęciach. Po moim Insta można by stwierdzić, że jestem człowiekiem bez pośladków, bo w życiu nie zrobiłam sobie (i nie zrobię) butt selfie 😉

    Wracam do książki 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Nie wiedziałam, że Essena założyła po całej akcji swoją stronę/biznes!

    A tak poza tym newsem, Instagram to także moja ulubiona platorma ❤ I to, co piszesz jest mi bardzo bliskie. Także o potrzebie odpoczynku i uzależnieniu. Tak się składa, że od dwóch dni chodzą za mną myśli, co by było gdyby sprawdzanie internetów nie dominowało w moim codziennym życiu?

    Właśnie instaluje RescueTime i apkę o których nie miałam pojęcia!

    Póki co odważyłam się przed samym spaniem odkładać smarthopna na drugi koniec pokoju, a rano nie sprawdzać wszystkich social media (zajmowało mi to czasem godzine, sic!). Jestem mega ciekawa efektów i zobaczenia co mi to da.

    Lubię to

  3. Zdecydowanie jesteśmy pokoleniem ekranów, ale czy rzeczywiście ma to tylko swoje wady? To właśnie ten ekran pozwolił mi na odkrycie mojej pasji do pisania, fotografii oraz mody. Pozwala mi na studiowanie na Uniwersytecie, który znajduje się w innym kraju. Na poszerzanie moich horyzontów. Nauczyłam się jak celebrować codzienność. Fotografia lifestylowa i Instagram zmienił moje podejście do estetyki. Dosłownie uczynił moje otoczenie piękniejszym. Czy nie jest to prawdziwe życie? Nie zgodzę się z tym. To jak najbardziej moja rzeczywistość. Nie dzielę jej na świat wirtualny. Te granice już dawno się według mnie zatarły. Chociażby z chwilą, gdy poznaję osoby, które znam poprzez blogi, czy Instagrama. Spotykając się z nimi w świecie rzeczywistym nie mam wrażenie, że poznaję obcą dla mnie osobą. Teraz na wakacjach praktycznie nie korzystałam z telefonu. Tylko raz włączyłam laptopa. Tak naprawdę to wszystko jest kwestią zachowania równowagi 🙂

    Lubię to

    • Super! Dziękuję Ci za ten komentarz. Może faktycznie trochę zdemonizowałam komputer 😉 Bardzo podoba mi się, że piszesz, że Instagram zmienił Twoje podejście do estetyki. To bardzo wartościowe zdanie, sądzę, że zapamiętam je na dłużej. Coś w tym jest, że gdy przeglądam Twoje, czy Joulenki zdjęcia zachwycam się, jak to wszystko pięknie wygląda, a jednocześnie wydaje mi się bardzo naturalne i takie bardzo Wasze 🙂

      Lubię to

  4. Ale super 😀 nie jesteś jedyną, która ciągle zerka na telefon… Ja też na to choruję i cieszę się, że trafiłam na ten wpis! Też chętnie się dowiem ile czasu marnuję na fejsie…
    I nie, nie jesteś dziwna czy inna. Szczerość i mówienie o swoich słabych stronach jest wg mnie ogromną siłą! Trzeba odwagi,żeby się na to zdobyć 🙂
    Pozdrawiam!! 🙂
    Dorka

    Lubię to

  5. Miałam kiedyś ten problem – w gimnazjum 🙂 Jak pierwszy raz w domu pojawił się laptop, bo przy starym komputerze nie chciało mi się siedzieć. I to była dla mnie masakra, pochłaniał mi masę czasu, którego wprawdzie nie mogłabym uznać za stracony w 100%, bo ostatecznie coś tam robiłam – a to pisałam opowiadania, a to grafika komputerowa… ale na pewno było też dużo bezmyślnego pstrykania, nie zaprzeczam.

    Teraz mam podwójny problem – pracuję tylko zdalnie,w Internecie 😉 i sama ustalam godziny pracy, więc jest to wygodne i niewygodne jednocześnie, bo nawet jak chcę odpocząć od komputera, to i tak muszę skontrolować robotę. I druga sprawa, że większość spraw na studia też ogarniam online, szczególnie, gdy do biblioteki iść się nie chce i trzeba czytać pdfy. Dlatego jak mam wolną chwilę, to tylko zaglądam na bloga i poza tym unikam komputera jak ognia. Mam go dość po obowiązkach 😀

    Lubię to

    • O, no właśnie! Nic dziwnego, że masz dosyć 🙂 Ja też w podstawówce przeżywałam fascynację komputerem i internetem, odkrywałam fan-fiki i czytałam inne blogi. Ach, to były czas 🙂
      Podziwiam Twoją systematyczność, dla mnie to wydaje się mega trudne – trzeba samemu sobie stawiać granice kiedy się pracuje, a kiedy odpoczywa. No i masz rację – jeśli praca jest na komputerze, to normalne, że będziemy chcieli odpocząć poza nim 😀

      Lubię to

  6. Ubolewam nad tą sytuacją, o której piszesz, mimo że wcale nie jestem jeszcze stara. Nawet moi rodzice (!) siedzają popołudnie przy swoich laptopach, każdy w swoim świecie. Ja nie chcę istnieć tylko w tym świecie, czuję, że tam nie pasuję – i każdego dnia czuję się coraz bardziej tak, jakby wcale mnie nie było.

    Lubię to

  7. Cześć, nazywam się Magda i jestem uzależniona od social media. To mój sposób na spędzanie wolnego czasu, na wypełnianie pustki między zajęciami, rozwijanie siebie i trochę pięknych inspiracji na dobranoc. Troszkę to przerażające ile czasu na poświęcam na „moje życie” w sieci i jak ogromny wpływ ma na to coś banalnego jak zakup odpowiedniego telefonu. Aczkolwiek dziwię się strasznie nagonce na „fałszywość” internetowego, szczególnie instagramowego życia – tak jakby wcześniej nie było to dla wszystkich oczywiste. Wrzucam co lubię, co mi się podoba, żeby się dobrze zaprezentować – bo przecież zobaczą to inni. Instagram ma też nieco inne funkcje niż nasz prywatny pamiętnik… Czy jakbym wrzuciła swoje zdjęcie na ubikacji, byłabym bardziej autentyczna? (przepraszam za taki przykład :D)

    Lubię to

    • Cześć Magda, usiądź tuż obok! 😉

      Rozumiem to, o czym piszesz, uwielbiam oglądać ładne zdjęcia, kiedyś służył do tego Tumblr, Instagram to po prostu inne narzędzie, ale akcja taka sama 🙂 Spoko – mam zbitą szybkę w telefonie, powinnam oddać ją do naprawy, ale odciągam to w czasie…

      Coś w tym jest, też mnie to trochę dziwi ten hejt, przecież każdy z nas wie, że to nie jest prawdziwe życie, a jednak czasem dajemy się na to nabrać 🙂 Ściskam!

      Lubię to

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s