Swetry i zachywty

P1210427.jpg

Czasem jest tak, że zaczynam w głowie układać sobie wpis, całe związki wyrazowe, frazeologiczne, wnioski, ostatnie zdania. Czasem zapisuję w notatniku, o czym chciałabym napisać, czasem po prostu siadam i stukam w klawisze. Od jakiegoś czasu nie skreślam już tematów z listy, piszę bardziej uczuciowo, tak po prostu. W końcu to miejsce to patchwork i kalejdoskop różności.

Zdarzyło mi się wczoraj wejść na chwilę do sklepu w celu zabicia czasu i natychmiast pochłonął mnie wir miękkich materiałów, swetrów, wygodnych. Prawie zapomniałam o moich zasadach rozsądnego planowania garderoby i o tym, że mam w szafie już kilka mięsistych ogrzewaczy. Gdybym miała wybrać jeden rodzaj góry od ubioru, który mogłabym nosić do końca życia, to zdecydowanie byłby to sweter. Mam w szafie kilka, które szczególnie lubię. Jeden jest szary i asymetryczny, dorwany w lumpeksie za kilka złotych, inny znaleziony u babci, taki typowy brzydki świąteczny sweter.

Kiedyś sweter kojarzył mi się z gryzącą wełną, ubieraniem przez mamę do przedszkola i wyglądaniem paskudnie. Wtedy wolałam bluzy i polary. Teraz jest zupełnie odwrotnie. Bo wiecie, sweter pasuje i do spódnicy, i na sukienkę, i do krótkich spodenek i do długich spodni. Jest idealny do narzucenia na plecy latem, gdy pod wieczór robi się chłodno i do przesiadywania zimą z herbatą i książką. Jest najbliższym ciepłym przyjacielem, gdy gorszy dzień, a jedyne, o czym marzę, to zrobić z siebie miękkie burrito.

I nie wiem, jak to jest, że swetry z sieciówki mogą mnie bardziej zachwycić niż koncert, na który czekałam od zawsze. To nie tak, że mi się nie podobało, bo było pięknie i cudownie, ale pozostał niedosyt. Przyznaję to przed sobą z wielkim wstydem i sama się sobie dziwię. Bo jak koncert Florence, który był moim wielkim marzeniem, mogłam przeżyć bez większego echa?

Pamiętam koncerty w gimnazjum w gdyńskim klubie Ucho. Tuż przed wyjściem siedziałam jak na szpilkach, pastowałam glany i wybierałam koszulkę. Koncert przeżywałam w prawdziwej ekstazie, skacząc i obijając się o ludzi. A nie było tak w ostatnią sobotę.

Zastanawiam się, czy nie wpadłam w pułapkę wiecznego niezadowolenia i oczekiwania od wszystkiego więcej. Zjadam tort, ale czuję, że nie ma wisienki na górze. No, chyba że mówię o swetrze. One są idealne w każdym calu. Tak jak wschody i zachody słońca.

Hania

2 uwagi do wpisu “Swetry i zachywty

  1. Bardzo mozliwe, ze zwyczajnie zmieniły Ci sie priorytety. Zauważyłam to w ostatnim czasie u siebie i czuje sie z tym dobrze 🙂 warto zastanowić sie co tak naprawdę daje nam radość i szczęście, a nie jedynie chwilowe zadowolenie i na tych kilku rzeczach sie skupić 🙂

    Polubienie

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s