Nie boję się, że przytyję w Święta

P1230837_3

Tuż przed każdymi świętami przez nasze rozmowy i media społecznościowe przetaczają się żarty i porady, jak nie przytyć w tym czasie. Zastanawiamy się, jak to zrobić, żeby się nie przejeść, a mnie tak bardzo to nie obchodzi.

Parę dni temu, gdy w żartach mówiłam o swoim wyglądzie, że „jestem pączuszkiem” i gdy śmiałam się, gdy pokazano mi czyjeś zdjęcie ze słowami „no, jest strasznie gruba, ale nie aż tak jak Ty”, doszedł do mnie pewien bardzo ważny fakt, który pozwalam sobie połączyć nierozerwalnie z faktem (nieuchronnego) dorastania. Nawet nie zauważyłam, gdy nadszedł ten czas, że wreszcie czuję się dobrze we własnej skórze i takie sugestie przelatują mi obok uszu. Coś dobrego się stało. Kiedyś takie słowa byłyby wielkim ciosem.

Pisałam już o tym jakiś czas temu na instagramie, bo wyskoczyło mi wspomnienie na dziś na fb. To był post, w którym napisałam takie słowa:

"Hej, każda dziewczyno po kolei,
 powiedz sobie dzisiaj przed snem prosto w oczy, że jesteś piękna. 
A jak już powiesz, to naprawdę w to uwierz, bo jesteś."

Pominę tutaj kwestię kliku „śmiesznych” komentarzy, myślę, że te słowa nie mają wyjątku. Nikt nie jest idealny, jesteśmy bardziej krągli lub bardziej kościści, mamy pryszcze, wypadają nam włosy, mamy łupież, schodzi nam skóra z czoła, mamy spierzchnięte usta, piegi i blizny. A teraz uwaga, oszałamiające odkrycie! Grubi ludzie też mają lustra i najprawdopodobniej zdają sobie z tego sprawę. I nie, nie są gorszym gatunkiem człowieka.

Można zapytać, pokazując zdjęcie kogoś bardzo brzydkiego, co jest w nim ładnego. Można odpowiedzieć pytaniem na pytanie, czy piękno jest tylko zewnętrzne. A nawet jeśli, to musi być co najmniej jedna ładna rzecz w każdym człowieku. Włosy? Piękny kolor oczu? A może uśmiech, albo zgrabne nogi?

Jak mogło się stać tak, że uzależniamy nasze dobre samopoczucie od zewnętrznej otoczki? Jak mogło się stać tak, że czujemy się gorsi, wybrakowani, niepewni własnych możliwości? Jak sukces w życiu, zadowolenie i ogólne szczęście możemy sprowadzać do tak prostackiej rzeczy, jak nasz wygląd?

Nie zrozumcie mnie źle, że nie warto o siebie dbać i tak dalej. Jestem pewna, że wiecie, o co mi chodzi. Bo ja desperackie próby podniesienia poczucia własnej wartości wiązałam, paradoksalnie, z ciągłą nienawiścią do siebie. Czułam niepewność, czułam, że nie wystarczam, pozwalałam innym mówić za mnie i być wyznacznikiem mojej wartości. Dodatkowe kilogramy (których wcale nie było aż tak dużo!) były dla mnie wielkim ograniczeniem, które de facto nałożyłam sama na siebie, pozwalając, by przejęły nade mną psychiczną kontrolę. To, że czułam się brzydka i niepotrzebna było dość długim stanem.

Bywa, że miłości do siebie można się nauczyć od innych, kiedy my tego nie potrafimy. Czas jednak leczy rany. Trochę mi to zajęło, żeby podnieść się z umysłowego dołka i wiele zawdzięczam moim bliskim.

Ciało nie jest już wyznacznikiem mojej wartości. Mogę założyć co chcę, jeśli mam na to ochotę i jeść to, na co mam chęć, a opinia innych może zagościć w moim nosie. Everestem moich życiowych dążeń nie jest idealna figura, brak cellulitu czy sześciopak na brzuchu. Nie jest nim żaden konkretny rozmiar i wymiar. Nie aspiruję do ciała bez wad, lecz do harmonii i spokoju duszy.

Wierzę, że prawdziwe piękno w człowieku ma swój początek wewnątrz, to w środku jest cała nasza miłość i dobro. Zewnętrze to tylko powierzchowność.

Jestem czymś więcej niż kapryśną skórą, rozstępami, bliznami, nadmiarem ciała, i Ty także! Czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy traktowali nasze ciało z miłością, jako nasze schronienie na czas naszego życia, o które powinniśmy dbać i troszczyć się o nie? Nie dostaniemy już nowego, będzie już takie do końca, ze wszystkimi niedoskonałościami i atutami.

Pisałam już kiedyś, że jedyna osoba, z którą możemy się porównywać, to my sami. I niech tak już zostanie.

No dobra, ale co z tym jedzeniem w czasie świąt? Uwielbiam jeść, sprawia mi to wielką przyjemność i nie odmawiam sobie dodatkowego kawałka sernika, chociaż staram się jeść z głową. Te dwa dni słodkości i zwiększonej kaloryczności nic nam nie zrobią, gorzej, gdybyśmy jedli tak ciągle. No bo święta są od tego, żeby się najeść dobrych rzeczy i świętować. Śmieszy mnie życie „byle do cheata”, przykro mi. Muszę Wam też wyznać, że gdy widzę na instagramie zdjęcie z podpisem, że coś nie jest do końca fit (uwaga: galaretka, kiwi, jogurt grecki z bananem, chia i granola), ale przecież można kiedyś zrobić sobie #cheatmeal, to chce mi się płakać…

Jak nie przytyć w święta? Pokochać swoje ciało i pokochać siebie. Po prostu.

PS Na zdjęciu najlepszy mazurek na świecie – z dżemem mirabelkowym, kajmakiem i orzechami włoskimi. Jeden z tych przepisów, które chcę na zawsze zapamiętać 🙂

37 uwag do wpisu “Nie boję się, że przytyję w Święta

  1. Zgadzam się z Tobą w 100%. Zbyt bardzo skupiamy się na odbiciu w lustrze, zbyt mało czasu poświęcamy na zadbanie o wnętrze. Pokochanie siebie jest ciężkie, ale warte wysiłku :>

    PS.:Też kocham sernik i czytając to go zajadam. 🙂 A jak przytyję? Trudno. Babcia się postarała, ucieszyła, że smakuje, więc nie ma miejsca na poczucie winy!

    (A nazwanie czegoś smacznego oszustwem jest dla mnie głupotą. Nic nas w rozsądnej ilości nie zabije. >.<)

    Polubione przez 1 osoba

    • Sernik to sama dobroć, najlepsze ciasto na świecie 🙂 Masz rację, to nie jest takie łatwe – pokochanie siebie to bardzo długi i skomplikowany proces, wymaga tylko też jednak odwagi, by się zmienić na lepsze.

      Głupotą i porażką, zupełnie nie rozumiem, jak można w ogóle nazywać jedzenie oszukiwaniem -_-

      Polubione przez 1 osoba

  2. Dawno nie przeglądałam blogów, ale kiedy tylko zobaczyłam tytuł Twojego posta, wiedziałam, ze zrobię dla niego wyjątek! Cudownie napisane, zgadzam sie z Tobą na miliard procent. I tak sobie rozmyślam – czy kiedyś, no moze z 20 lat temu ktoś w ogóle myślał o kaloraiach zasiadając do stołu? Ktoś przeliczał kawałki mazurka na przysiady? Czy kobiety przy stole licytowały sie która to więcej przebiegnie w poświąteczny wtorek? Pewnie nie, bo po co, nikt sobie tym głowy nie zawracał. Oni po prostu byli i jedli razem, nikt nie zapamiętywał liczby pochłoniętych kalorii, a mądre słowa i wygłupy wujków. Szkoda, ze trochę sie pogubiliśmy w tym, ale fajnie, ze są tacy ludzie jak ty, którzy to wyśmiewają i z wdziękiem sięgają po kolejny kawałek sernika.
    Buziaki od bezwstydnej sernikoholiczki!

    Polubione przez 1 osoba

    • Miło, że wpadłaś! Jestem pewna, że kiedyś było zupełnie, zupełnie inaczej, ludzie bardziej cieszyli się swoją obecnością i naprawdę byli razem, a nie tylko „odbębniali” wspólny świąteczny czas w nadziei jak najszybszego wyjścia na piwerko ze znajomkami z dzielni czy nieustannego messengerowania pod stołem. Buziaki! 🙂

      Polubienie

  3. Tyle prawdy i prostoty w tym, co piszesz! Czytałam z zapartym tchem od deski do deski 🙂 Właśnie takich głosów potrzeba w internecie zamiast promowania tego, co „fit” i „guiltfree”. Trzymaj tak dalej, ściskam! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Haniuś, Ty wiesz, jak bardzo się z Tobą zgadzam, nie mogłabyś napisać tego lepiej i trafniej.
    Trzy kawałki ukochanego sernika babci? Koniecznie.
    Wysiłek fizyczny? Owszem, ale tylko w formie, którą lubię, tylko wtedy, kiedy autentycznie mam na niego ochotę.
    Szerzymy dobrą, zdrową miłość do swojego ciała. To najlepszy sposób, w jaki możemy o siebie zadbać – efekt gwarantowany bardziej, niż po zakupie karnetu na siłownię.

    Polubione przez 1 osoba

    • Karnet nic nie gwarantuje, oprócz ubytku w portfelu i chociaż lubię się poruszać, wiem, że nigdy nie będę liczyć kalorii i robić odżywek białkowych po treningu 😀 A najlepsze jest to, że nie nigdy nie będziemy w pełni zadowoleni z siebie, wpadamy w błędne koło bycia ciągle nieidealnym i w rezultacie tego nieszczęśliwym. Najlepiej pokochać siebie i wtedy można naprawdę zacząć o siebie dbać, nie dlatego, że chce się siebie pokochać, tylko dlatego, że już się siebie kocha 🙂 (zawiłe, wiem!) Buziaki!

      Polubienie

  5. Ile mądrości w Twojej głowie 🙂 Nigdy nie żyło mi się lepiej niż wtedy, gdy po prostu pokochałam siebie. Czasami trzeba swoje przejść, zeby w końcu to zrozumieć i znaleźć swoje wewnętrzne szczęście. Pięknych świąt, Haniu :* !

    Polubione przez 1 osoba

  6. Jeden z moich wykładowców kiedyś powiedział, że jeśli masz ochotę zjeść całą czekoladą i zrobisz to z miłością to absolutnie… WSPANIALE! Mamy jedno życie, przecież nie przeżyjemy go na diecie. Warto czuć się dobrze i o siebie dbać. Warto zadbać o ładną cerę i piękne, lśniące włosy i regulować to zdrowym jadłospisem (nie dietą!). Ale to o czym trzeba pamiętać to że niezależnie od ilości tłuszczu w boczkach, i wielkości brzuszka jesteśmy po prostu ludźmi i to po czym można nas ocenić to nasze czyny i stosunek do innych. Niech jakość naszych relacji determinuje nasze samopoczucie, niech spotkania z przyjaciółmi sprawiają że mamy świetny nastrój a nie fakt, że na wadzę pojawiło się 20 deko mniej. Może święta i nasz stosunek do jedzenia właśnie w te dni będzie dobrym czasem i przestrzenią do zmiany nastawienia do swojego ciała. Tego właśnie życzyłabym Tobie Haniu, żebyśmy o tym nigdy nie zapomniały oraz sobie, bo wiem że mi samej się to zdarza 🙂 I smacznego 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • A jeszcze jeśli zjesz ją bez wyrzutów sumienia, to już w ogóle najlepiej! 🙂 Właśnie tak – to nasze relacje z innymi i nasze podejście do nich mówią o naszej wartości, jako człowieku. I niech tak już będzie na zawsze. Dziękuję kochana!

      Polubienie

  7. masz niesamowitą i mądrą rację! i własnie tym tekstem rozgrzeszyłaś mnie z podsumowania jakie zdałam przed chwilą mojej mamie o ilości kawałków ciast zjedzonych w te święta 😀
    6 tygodni słodyczowo pościłam, i dla siebie, i z powodów wiary. Nie jest to związane z uporczywym dążeniem do ideału, bo i tak wyszło na to, że z wagi nie ruszyłam, po prostu zajadałam czymś innym 😉 wiem o tyle, że jestem zdrowsza o te 6 tygodni i bardziej rozluźniona kiedy „a jeszcze jeden kawałeczek” wpadnie na mój talerz 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Podsumowania niepotrzebne, prawda 🙂 Gratuluję postanowienia, mi się nie udało, za to byłam z siebie dumna za każdym razem, gdy odmawiałam alkoholu, a zdarzyło się to kilka razy. Dobrze, że czasem może nam czegoś pobrakować, żeby potem móc się tym pocieszyć, czy to słodyczami, czy czymś innym 🙂 Pozdrawiam ciepło! 🙂

      Polubienie

  8. Jak świetnie to wszystko ujęłaś! Choć nie mogę się w stu procentach pod tym podpisać… I nie dlatego, że się z Tobą nie zgadzam – masz absolutną rację, ale u mnie praca nad tym, by pokochać siebie bezwarunkowo i nie przejmować się tą całą nagonką na wygląd, ciągle jeszcze trwa. I nie idzie mi zbyt łatwo, gdy wokół gloryfikowane są takie, a nie inne wartości i kanony piękna. Staram się i uporczywie z tym walczę, jednak do wymarzonej beztroski na tym polu jeszcze baaardzo mi daleko 😦

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję za miłe słowa 🙂 Wiesz, ważne jest to, że się zmieniasz, widzisz cel i do niego dążysz, ktoś kiedyś powiedział, że najważniejsza jest droga, a nie sam szczyt 🙂 Może wcale nie jest ze mną tak stabilnie, jak mi się wydaje? 😉 Trzymam za Ciebie mocno kciuki!

      Polubienie

  9. Biję brawo – bardzo, bardzo, bardzo mądry post! Już chyba wszyscy wymiotujemy tym trendem idealności, tym udawaniem perfekcji, tego uzależniania sukcesów i niepowodzeń od własnego wyglądu. Osoba otyła, albo nawet z lekką nadwagą może być równie piękna jak osoba szczupła, ba może być nawet atrakcyjniejsza dla płci przeciwnej. Jedynie czego nie rozumiem to przekonania, że skoro jest się grubym, to po co ładnie wyglądać… a no po to by się dobrze z sobą czuć. A jeśli komuś przeszkadzają dodatkowe kilogramy no to zamiast narzekać trzeba wziąć się za siebie i tyle. Nie wiem czy dziś znaleźlibyśmy kobietę bez kompleksów, czasem sama przyglądam się swojemu ciału i myślę sobie, że nie jest w 100% takie jakie chciałabym je widzieć, ale bywają dni gdy uśmiecham się do siebie i myślę sobie „kurcze, przecież jest naprawdę dobrze!” :))

    Polubione przez 1 osoba

    • Chyba nie ma obecnie ludzi, którzy nie mają żadnych kompleksów, w dobie internetu i powszechnego przekazu informacji 🙂 Niektórzy niestety nie potrafią pojąć, że piękno nie ma określonego rozmiaru i wymiaru, no ale co zrobić, takie już ograniczenie umysłowe 😉 Jest dobrze, jak jest dobrze 🙂

      Polubienie

  10. Jako weganka muszę przyznać, że czego jak czego, ale mazurka kajmakowego to mi brakuje 😉
    bardzo dobrze powiedziane! ja niestety całe życie się przejmowałam swoim wyglądem, aż w końcu mnie olśniło, że nikogo on nie obchodzi 😛 tak jak mnie nie obchodzi, czy moje koleżanki mają za duże podbródki czy uda.

    Polubione przez 1 osoba

  11. Zdrowe odżywianie jest jak religia: cheatmeale to grzechy, ich hashtagowanie to spowiedź, a trening stanowi pokutę. Tylko po co dopisywać ideologię do zaspokajania jednej z podstawowych potrzeb? Jedzenie jest koniecznością i przyjemnością. Kaloryfer na brzuchu nie zapewnia zbawienia 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  12. Ja już przestałam rozliczać się z jedzenia przed sobą. Wprawdzie teraz dopiero powinnam, bo ze względu na chorobę czysto teoretycznie muszę pilnować tego, co jem, ale odpuściłam sobie. Jem na tyle zdrowo, że wyniki mam dobre, a kawałek maminego ciasta w weekend tego nie zmieni 🙂 A ograniczenia w święta to już w ogóle paranoja, chyba, że ktoś przygotowuje się do zawodów fitness czy coś w tym stylu 😀 zawsze gdy spotykamy się przy stole rodzinnym z dziadkami myślę sobie, że przecież nie wiem, jak długo będą z nami i chcę z tych spotkań pamiętać rozmowy i wspaniałe, domowe jedzenie, a nie spoglądanie wilczym wzrokiem na ciasto, którego „nie mogę jeść”.

    Polubione przez 1 osoba

  13. Wybacz mi moją bezpośredniość i krótki komentarz, ale uwielbiam Cię. Podpisuję się pod tym postem rękami i nogami jako osoba, która z obsesyjnego liczenia kalorii (i spożywania ich w za małej ilości w ciągu dnia, bo około 300-400) wyszła do akceptacji siebie i dystansu.

    Polubione przez 1 osoba

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s