Alergia na dyplom

hankiporanki3.jpg

zdjęcie pochodzi z mojego instagrama, na nim więcej zwyczajności 🙂

Nie wiem, jaka czarodziejska moc zaklęta jest w dyplomie – czy jest to praca licencjacka, inżynierska, czy magisterska. Zauważam u siebie ten rodzaj alergii, o którym informowali mnie znajomi. Mózg myśli o wszystkim, tylko nie o tej najważniejszej tak naprawdę w całym toku studiów sprawie. Skupia(ła)m się na innych przedmiotach, nie wiedząc, czy przytłacza mnie temat, czy nie czuję weny.

Mówi się, że nie ma czegoś takiego, jak wena, jest tylko systematyczna praca no i chcąc nie chcąc, muszę się z tym zgodzić. Czekanie na natchnienie nie ma większego sensu, po prostu trzeba działać. Myślałam, że jeśli moja inżynierka nie jest typowa (zamiast pisania większość pracy stanowi projekt, część pisemna to tylko opis), to nie będzie tak, jak w internetowych memach o zamiataniu pustyni.

Pytanie znajomych, jak idzie pisanie, zwykle uzyskiwało odpowiedź w formie śmiechu, lub zupełny jej brak, co mówi samo za siebie. Google też nie pomaga, jeśli chodzi o rady dla studentów architektury, znalazłam tylko stronę, która proponuje napisanie pracy w zamian za opłatę pieniężną, haha 🙂

Nie wiem też, czy śmiać się, czy płakać, ale zaraz jest połowa semestru, a dziś dopiero po raz pierwszy skonsultowałam się z moim promotorem. (#studentdeluxe) Lepiej późno, niż zobaczyć go dopiero na obronie. Na szczęście jest to osoba, która z każdego pomysłu stara się wyciągnąć coś pozytywnego, nie mówi nie, ale zachęca do stawiania sobie pytań. Wciąż nie byłam zadowolona z moich pomysłów i nie chciałam się ośmieszyć (tak, bardzo logiczny tok rozumowania).

Inżynierka u mnie (architektura) wygląda tak, że na VI semestrze wymyślamy całą koncepcję na budynek, skupiamy się bardziej na jego wizualnej części, a na VII na wnętrzu, i nie do końca mam tutaj na myśli tą bardzo przyjemną, wydawałoby się, stronę, ale całe „unerwienie” – instalacje – ogrzewanie, kanalizacja, wentylacja… Żadnego romantyzmu, zwyczajne rzemiosło. Wielką szkodą jest, że na cały rok studentów zostały zaplanowane te same tematy (zresztą, takie same jak w zeszłym roku), a że każda działka ma pewne wytyczne do projektowania, takie chociażby jak wysokość czy na przykład kąt nachylenia dachu, to liczba niepowtarzalnych projektów jest znikoma. W końcu ciężko wymyślić koło od nowa.

Nie wiem, co jest najgorsze w tym zmobilizowaniu siebie. Powinny ku temu służyć cotygodniowe konsultacje, ale w praktyce wcale nie mobilizują tak, jakby miało się wydawać. Coś na samym początku chyba nie zaiskrzyło ze mną i z całym pomysłem, w zeszłym tygodniu przeżyłam mały kryzys – wydawało mi się, że wymyśliłam coś rewelacyjnego, a prowadzącym się to nie spodobało, potrzebowałam odrobiny czasu do zdystansowania się i wymyślenia kolejnej propozycji.

Nie chciałabym, żeby ten projekt był na wskroś nudny, chcę zrobić coś ciekawego, a jednocześnie praktycznego i logicznego. Wspominałam już, że chyba architekt to taki ni artysta, ni inżynier? Kurczę, przecież tak nie mogłam się doczekać tego całego wymyślania! Wiadomo, że będą niepowodzenia i słabe pomysły, ale ostatecznie wszystko będzie dobrze. Potrzebowałam tych konsultacji, żeby się zmotywować.

A jak Wasze prace? Pisało się lekko i z polotem? Albo projektowało? 🙂

25 uwag do wpisu “Alergia na dyplom

  1. Powiem Ci, że mam tak samo jak Ty 😉 To znaczy, semestr kończy się na początku lipca, do 18.09 mamy oddać prace magisterskie, a ja jestem daleko w polu (haha, nie mam nawet zaprojektowanego stanowiska pomiarowego…) 😦

    Lubię to

    • Wspieram przez internet! Musimy się wzajemnie zmotywować. A może zaplanować sobie codziennie chociaż trochę czasu na tę sprawę? Albo weekendy? Żeby jakoś zabrać się do pracy 🙂 Do września niby dużo czasu, ale wiadomo, jak on ucieka, zwłaszcza, gdy przychodzą coraz cieplejsze i piękniejsze dni :O

      Lubię to

      • Tak, takie planowanie byłoby dobre. Tylko ostatnio u mnie dni nieprzewidywalne pod względem samopoczucia i na przykład ten tydzien niemal codziennie nie czuje sie najlepiej, a jak nie zrobię drzemki, to juz całkiem 😦 ah, weekendy co tydzien mam zaplanowane na prace, ale co tydzien jeździmy do Torunia i nic z tego nie wychodzi 😦

        Lubię to

  2. Moja wciąż jeszcze przede mną. Ale ogromny pociąg do zamiatania pustyni mam za każdym razem, gdy pomyślę o chwyceniu za KPA albo podręcznik do admina. Czas leci coraz szybciej, do sesji 2 miesiące, a ja wciąż nie mogę się przeprosić z panem Zimmermanem i stosunkiem administracyjnym…

    Lubię to

    • Jestem pewna, że gdy sesja zacznie się zbliżać już na poważnie, to się zaprzyjaźnicie 🙂 Niby super uczyć się na bieżąco, ale w praktyce różnie to wychodzi, wiadomo, jest mnóstwo ciekawszych spraw. Ja jeszcze nie myślę o sesji, haha 🙂

      Lubię to

  3. O matko… chyba tyle mam do dodania 😀 W sumie to liceum nie jest aż takie złe, przynajmniej nie karzą mi rysować żadnych instalacji, wentylacji itd. Swoją drogą zawsze mnie to fascynowało, jak z rysunku może coś powstać „na żywca”- taki budynek dajmy na to, jak to wszystko pooznaczać – dla kogoś takiego jak ja czyli brak zdolności plastycznych i technicznych to naprawdę czarna magia! Jak kiedyś chciałabyś napisać jakiś post o tym jak się projektuje to masz już pierwszego zainteresowanego – zgłaszam się 😀

    Lubię to

    • Każdy kierunek ma swoje jasne i ciemne strony, jakby nie patrzeć, sama się na to pisałam 😀 No ale porównując z liceum, to naprawdę wszystko jest zupełnie inne.
      To ciekawy pomysł, chociaż nie wiem, czy czuję się wystarczająco doświadczona, żeby napisać taki tekst. Mogłabym jedynie napisać jak wygląda projektowanie na uczelni, bo nie chcę się wymądrzać, jak to jest w tym „dorosłym życiu”, chociaż co nieco o tym wiem 🙂 Pomyślę o tym, dziękuję Karolino! 🙂

      Lubię to

  4. U mnie najlepiej sprawdza się zasada, im mniej czasu do końca tym sprawniej mi to idzie. Licencjat napisałam w dwa tygodnie, i… muszę przyznać, że zrobiłam to z przyjemnością. Może dlatego, że pisałam o tym, na czym faktycznie się znam i co lubię. Nie było to też ogromnie merytorycznie obciążająca mnie praca… A tutaj przyszedł 4 rok, wybór seminarium i uderzam w ścianę. Dość powiedzieć, że pocięto mi wszystkie piórka, w które obrosłam i pozbyto mnie całej ambicji, usuwając promotorów, na których najbardziej mi zależało. z braku laku, wzięłam, co pierwsze nasunęło się pod rękę. Temat miałam jeden, za chwilę drugi i już zdążył obrosnąć w wątpliwości. A teraz znów kolejny chodzi po głowie… Cóż, chyba zacznę na poważnie martwić się tym w przyszlym roku. Powodzenia ;*

    Lubię to

    • Pewnie u mnie będzie tak samo, obawiam się, że zostanie mi oddanie we wrześniu, ale widzę dobrą tego stronę – spokojne przemyślenie wszystkiego i zrobienie na spokojnie. No niestety, czasem temat totalnie nam nie pasuje, ale po prostu nie mamy wyboru. Mam nadzieję, że uda Ci się wyjść z tego bez szwanku. Dziękuję i wzajemnie! 🙂

      Lubię to

  5. Hmmm… Moja praca licencjacka najpierw zaczęła się super, później przyszy badania i walka z moją promotorką, która chciała zmieniać moją część teoretyczną. Praca miała być na 10,000 słów, najpierw jęczałam, że aż tyle, a potem że za mało. I tak skończyłam miesiąc przed czasem bo chciałam pojechac do Barcelony. Nigdy jej nie odebrałam z uniwersytetu. Pamiętam za to godziny czytania artykułów na komputerze w bibliotece do późna. Były wielkie bóle.

    Lubię to

    • Według mnie najgorsi są tacy promotorzy (chociaż nie miałam jeszcze takiej sytuacji), którzy chcą coś na siłę zmieniać. Wydaję mi się, że ich rolą jest głównie pomoc, a nie bezpośrednie ingerowanie w to, co robimy. Wyjazd to dobra motywacja, niż dziwnego, że tak przyspieszyła Twoje działania 🙂 Dzięki za podzielenie się historią!

      Lubię to

  6. Z Twojego wpisu wynika, że masz w sobie dobrą pasję, świetnie analizujesz i wybrałaś to co chcesz w życiu robić, a to jest najważniejsze. O moich doświadczeniach trudno pisać, bo to zupełnie inna dziedzina, chociaż filozofia i psychologia bardzo przydają się, a nawet są niezbędne, w każdej dziedzinie życia. Swoje prace pisałam z radosną pasją, tematy były moje, dla mnie ważne, nikt mi niczego nie narzucał. Obmyślanie rozpoczęłam już na 3 semestrze (licencjatu wtedy jeszcze nie było). Trochę było żal, że to już… tyle lat i już po. Będzie dobrze, bo wybrałaś to co kochasz. Szczęśliwości i uważności życzę! Będziemy mieć wspaniałą Panią Architekt!

    Lubię to

    • Ojej, jaki miły komentarz, dziękuję bardzo, Alicjo! Jeśli chodzi o psychologię, to były pewne zazębienia z architekturą – miałam seminarium obieralne psychologia architektury, też socjologia przestrzeni, i powiem szczerze, najbardziej interesuje mnie ten czynnik ludzki. Niedawno miałam pomysł doktoratu (na razie jeszcze trochę czasu do tego) właśnie łączącego architekturę i jej bezpośrednie oddziaływanie na ludzi, bo to właśnie oni są w tym całym procesie najważniejsi, a czasem się o tym zapomina. Kiedyś interesowała mnie psychologia, może dałabym radę zrobić z tego jakiś dyplom międzyuczelniany 😉 No ale na razie muszę się skupić na tym, co teraz. Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  7. Z perspektywy czasu myślę, że najważniejsze jest trzymanie się planu, wyznaczanie małych celów po drodze. Najciekawsze jest wymyślanie tematu, opracowywanie materiału, dochodzenie do wniosków. W moim przypadku najnudniejsze było zebranie do kupy tego wszystkiego. Każda dłuższa praca naukowa męczy psychicznie i wisi nad głową, ale ukończenie studiów to jedna z większych życiowych ulg, przyjemności i powodów do dumy. 😉

    Lubię to

  8. Mnie było o tyle łatwo, że w pracy też czasem muszę pisać o czymś, co niespecjalnie mnie fascynuje – np. teksty na ulotki reklamujące rynny albo bannery i newsletter dla firmy z luksusową porcelaną. Do pracy dyplomowej podeszłam tak samo, czyli zadaniowo – jest termin, trzeba napisać, no to siadam i piszę. Ciężko było się zmusić, zwłaszcza że musiałam analizować tekst „Ona tańczy dla mnie”, ale co zrobić 😉

    Wiem też dobrze, jak trudno jest przywołać na zawołanie jakieś fajne, ciekawe, nietuzinkowe pomysły. Wtedy warto pamiętać o tym, że praca dyplomowa nie musi być doskonała – wystarczy, że będzie wystarczająco dobra 🙂

    Lubię to

    • No to byłaś już gotowa do pisania 🙂 Stety-niestety, większość tego, co robimy nas mało fascynuje, a te perełki zdarzają się raz na jakiś czas. To dopiero wyzwanie napisać tekst na ulotkę o rynnach!

      Bardzo mi się podoba ostatnie zdanie, spokojnie można to zastosować we wszystkich dziedzinach życia. Dziękuję za tę myśl! 🙂

      Lubię to

  9. Przeczytałem i powiem jedno, znajdź Jacka, na Youtube wpisz sukces.pl i posłuchaj co koleś ma do powiedzenia, bo naprawdę jest czego posłuchać. Co do pisania i alergii, dyplom to pestka w porównaniu z tym co będziesz potem musiała robić jako architekt. Po prostu to zrób, nawet jeśli nie lubisz tego robić, po prostu to zrób, bez emocji, bez nadymania się czy zbytniego szlochania. Skoncentruj się i to zrób. Kilka dobrych lat temu robiłem architekturę portu rzecznego. Jeden egzemplarz projektu budowlanego całego założenia to 17 segregatorów. 5 kopii musieliśmy zrobić. I teraz weź tpo porównaj z dyplomem na 100 stron tekstu. Prowadziłem dyplomy inzynierskie na architekturze, i jeśłi masz dobry kręgosłup pracy, to jakbyś miała tabelke, wystarczy uzupełnić. Pozdrawiam

    Lubię to

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s