Plan minimum: nie zgnuśnieć

adas.jpg

Im goręcej, tym bardziej odechciewa mi się jakiegokolwiek działania. Przyznaję, że upały znoszę w cierpieniu. Ratują mnie lody, woda, owoce i cień. Ewentualnie wiatr od morza. Ale zaraz, za chwilkę już koniec sesji i początek nieco ponad trzymiesięcznych wakacji. To jest koło 90 dni. Nieco ponad 129 600 minut. Jaki plan na ten czas? Nie zgnuśnieć.

„gnuśnieć: nic nie robić; poddawać się apatii i zniechęceniu”

Nie planuję szalonej wyprawy wokół Europy czy skoku z bungee. W wakacje mam do zrobienia praktykę przeddyplomową i planuję trochę popracować, ale oprócz tego…

  • Z radością będę blogować. Strasznie mi się to spodobało, wprawdzie nie czuję konieczności pisania, gdy nie mam na to ochoty, czy publikowania w określone dni, to chciałabym sobie coś poplanować.
  • Muszę rozruszać moją prawą półkulę. Czas odświeżyć papier i cienkopisy, mam ochotę rysować. Zobaczę, co z tego wyjdzie. Powinnam chyba sama zrobić sobie jakieś wyzwanie, bo jak tak dalej pójdzie, zapomnę zupełnie, jak się rysuje. Pod tę kategorię podchodzi także odmalowanie pokoju, to już najwyższy czas.
  • Przed nami Gdynia Design Days, zapisałam się na parę warsztatów, mam nadzieję, że na jakieś uda mi się dostać 😉 A jak nie, to oprócz nich jest wiele ciekawych wykładów czy pokazów. Na blogu pojawi się na pewno relacja. W Trójmieście nie ma jak się nudzić.
  • Szykują się różne spotkania internetowych znajomości!
  • Czas nadrobić książki, filmy i odkurzyć albumy, które stoją na półkach. Będę z radością szukać nowych podcastów do słuchania – ostatnie odkrycie to Colin Wright, a tutaj jego nagranie o przedmieściach. Warto posłuchać.
  • Będę się cieszyć małymi podróżami – na place zabaw z rodzeństwem, do lasu, nad morze. Może uda się wyskoczyć nad jezioro do daczy na grilla i pływanie łódką po jeziorze, albo na zwiedzanie Kaszub. Wspominałam już o tym, jak bardzo kocham pikniki? Mam tyle przepisów do wypróbowania…
  • Będzie dużo zdjęć, liczę na parę fajnych wypadów fotoamatorskich 🙂

Przede wszystkim jednak chcę odpocząć i tego Wam też życzę. Muszę nabrać dużo siły na zmaganie z ostatnim semestrem studiów inżynierskich (trochę nie mogę w to uwierzyć, że jak wszystko dobrze pójdzie – a musi – za pół roku będę mogła powiedzieć „trust me, I am an engineer”)! Niezależnie od tego, gdzie spędzacie lato – w domu, czy tysiąc kilometrów od niego – wakacjować można się wszędzie.

A Wy, macie jakieś specjalne letnie plany? Może coś od Was podpatrzę? 🙂

hania

Plan minimum: nie zgnuśnieć

Ładne rzeczy! #28

W zakładkach nazbierała się porządna dawka dobra. Czas się nim z Wami podzielić.

Muszę, po prostu muszę to zrobić – lody z banana. Wykonanie jest banalne!

Niezniszczalny plecak. W dodatku szary, od jakiegoś czasu to mój ulubiony kolor.

Polski alfabet – pięknie wydana książka o niebanalnym wnętrzu.

Trendy w projektowaniu logo na rok 2016 – długi, ale bardzo ciekawy artykuł z wieloma przykładami. Warto spojrzeć!

Pastelowe Helsinki – pierwsza i druga część projektu fotograficznego.

Praktyczne zajęcia z projektowania w skali 1:1 – odtwarzanie planów znanych budynków. Kredą, na podwórzu uniwersytetu.

 

Praktyczne siedziska – kiedy są potrzebne, można je zdjąć z ściany, a jak zawadzają, zrobić z nich ciekawą ozdobę 🙂

Escherpark – estetyczne szwajcarskie osiedle z drewnianymi fasadami – takie podobają mi się najbardziej.

Czekolada z solą morską z różnych części świata w pięknych, akwarelowych opakowaniach.

Mini-domki na roślinach.

Kawowy budzik – idealny dla każdego, kto nie wyobraża sobie poranka bez tego napoju.

Piękne zdjęcia z naturą w tle.

Do poczytania: o gromadzeniu rzeczy (ang.), o minimalizmie inaczej, o trzynastolatkach teraz (ang.).

Niezwykła instalacja artystki Hitomi Sato.

I to już tyle, co Wam się najbardziej podobało? 🙂

hania

Ładne rzeczy! #28

Nie przywiązuję wagi do liczb

Zdjęcia oznaczone gwiazdką

Niech takie będzie całe życie.

Uwielbiam listy, mogłabym napisać ich krocie. W zeszłym roku, tuż przed urodzinami opublikowałam dwie – listę rzeczy, które w sobie lubię i listę 20 faktów o mnie. Sama nie wiem, czy czytanie takich rzeczy jest w jakikolwiek sposób ciekawe i ciężko mi wybrać informacje, którymi chciałabym się podzielić.

Myślałam o liście rzeczy, za które jestem wdzięczna, ale ta jest tak rewelacyjna, że nie mam nic do dodania.

Myślałam o 23 rzeczach, których o mnie nie wiecie. Mogłabym Wam napisać, że nigdy w życiu nie jadłam tofu, mam natrętny zwyczaj skubania lewej brwi, gdy zaczynam nad czymś intensywnie myśleć albo o tym, że posiadam sporą kolekcję materiałowych toreb i nosiłam je, zanim było to modne.

Mogłabym podzielić się z Wami tym, że uwielbiam smak keczupu i sera, że robiąc zdjęcia wpadłam kiedyś do morza i zepsułam aparat, że mój drugi palec u stopy jest dłuższy niż pierwszy i że nie znam nut, mimo, że umiem grać na gitarze. Tak naprawdę cały ten blog jest o mnie i o tym, co sobie myślę, więc nie jestem pewna, czy taka lista ma sens.

Bo 22 rok mojego życia to:

Ostateczne pogodzenie się z tym, że nie mam wpływu na wiele rzeczy i nie mogę zmienić świata, i przede wszystkim fakt, że nie muszę ze wszystkimi się zgadzać i nie wszystko musi mi się podobać.

Dużo zewnętrzno-wewnętrznych zmian. Przejście na dietę, żeby z niej zrezygnować i zacząć jeść intuicyjnie. Dobre samopoczucie, pewność, że czuję się dobrze w moim ciele. Czoło bez grzywki, wzrost pewności siebie. Dobre uczucie zmęczenia po siłowni. Przekonanie się, że mimo, że mam ładne nogi, to dobrze mieć też dłuższe spódnice niż te do kolan. Spokój.

Przekonanie się do nowości – nowe zadania, wyzwania, nowi ludzie, format RAW. Inżynierskie Targi Pracy, Open House Gdynia – dwie edycje. Dużo spotkań. Przełknięcie beczki dziegciu w postaci mechaniki budowli i zaliczenie jej, w końcu.

Poszukiwanie prostoty. Inspirujące książki, artykuły zmuszające do myślenia. Porządki w szafie, w życiu, pozbywanie się nic nieznaczących przedmiotów, o których wydawało mi się, że są dobrymi pamiątkami. Odpuszczanie. Myśl, że mogę nosić prawie codziennie ten sam sweter i mi się nie znudzi i plastikowe, białe buty, które są paskudne. Utwierdzenie w przekonaniu, że nie muszę się malować na co dzień.

Jaki będzie 23 rok? Jeszcze lepszy.

Nie przywiązuję wagi do liczb tak, jak kiedyś. Cieszę się sobą, zmianami. Jestem wdzięczna.

dobry_dzie___23

hania

Nie przywiązuję wagi do liczb

Cienie i lustra

P1240103

Zupełnie przypadkiem znalazłam się dzisiaj na spotkaniu literackim Festiwalu Miasto Słowa w Muzeum Miasta Gdyni i całkiem przypadkiem dowiedziałam się paru rzeczy o sobie.

Nie ma tak, że tworzy się tylko pod wpływem weny. Ona powinna zastać nas przy pracy. Jeśli jest się pisarzem, to siada się do pisania tak samo, jak do każdej innej aktywności, o każdym tworzeniu można tak powiedzieć. Koniec z wymówkami o braku natchnienia.

Zdecydowanie zbyt mało kobiet przebija się do kręgów literatury wysokiej, a hasło „literatura kobieca” narzuca recenzentowi z góry pewną postawę. Jak to się dzieje, że niektóre książki w bibliotekach trafiają na półkę opatrzoną właśnie takim hasłem?

Przekonałam się, jak fascynująca jest praca tłumacza, nad którą nigdy wcześniej się nie zastanawiałam. Sięgając po obcojęzyczną książkę zawsze miałam z tyłu głowy myśl, że ktoś musiał ją przełożyć na polski, ale nie zwracałam na to większej uwagi. Jak mogłam umniejszać tłumaczowi, który nie zamienia sucho słów z jednego języka na słowa w drugim języku, ale musi też za nimi iść cały bagaż kulturowy i kontekstowy danego społeczeństwa, który pozwoli zrozumieć przekaz autora? Ile studiów i poszukiwania wymaga taka praca, która pozwoli wydobyć myśl autora i zachować czytelne odwołania? A liryka? Czy tłumacz to cień? Może lustro?

Przypomniałam sobie, jak lubiłam w liceum czytać lektury i omawiać teksty. Miałam świetną polonistkę, pełną pasji i zaangażowania w uświadamianie ścisłych umysłów (klasa mat-fiz-chem). Przez jakiś czas rozważałam filologię polską czy polonistykę. Wyszło jak wyszło, ale zawsze kochałam pisać i czuję potrzebę pisania. Dużo czytałam przez ten rok, o wiele więcej niż w ubiegłych latach, ale nie była to literatura piękna. Czas zrobić krok w tył :).

Cienie i lustra

Miesiąc poniedziałków

czerwiec.jpg

Dni nie różnią się między sobą praktycznie niczym, znikło rozróżnienie – dni robocze i weekend, bo każdy dzień jest dniem roboczym i kończy się bolącymi plecami.

Szczegóły pozwalają mi rozróżnić dni. Znika roślinka postawiona na parapecie na klatce schodowej albo pada deszcz.

Wyjście na dwór budzi zmysły i wyostrza postrzeganie. Nie mam ochoty słuchać muzyki. Słucham deszczu, rozmów. „Na tor 502 przy peronie pierwszym w kierunku Gdańska wjedzie pociąg”, powtarzane kilkakrotnie. Narzekanie na terminy, miałkie „co słychać?”.

Klik start, hibernacja. Zagubienie w folderach. Od zadania do zadania.

Zaniechałam prowadzenia codziennika, w którym zapisywałam, co wydarzyło się danego dnia. Gdybym miała go dzisiaj uzupełnić, pewnie wpisałabym „projekty”.

Myślałam, że dam sobie radę bez Habitiki, ale ona bardziej mobilizuje mnie do pracy niż wpisywanie zadań do kalendarza.

Kawa, herbata, herbata, kawa, woda.

Rozrywka w postaci Snapchata i daily bloga Gonciarza.

Myślę o zdjęciach, chciałabym robić więcej zdjęć. Kręcić krótkie filmy z nietuzinkową muzyką. Myślę o lesie, plaży, morzu, spacerach, piknikach i lenistwie. Myślę o oswojeniu roweru i fotografii analogowej.

Robię, robię, robię.

 

Miesiąc poniedziałków