Moje tu i teraz

4.jpg

6 lat temu kupiłam sobie czarny zegarek. Przestałam go nosić na kilka lat, a ostatnio się z nim nie rozstaję. Chociaż się rozszczelnił i jego wnętrze pokrywa skroplona woda, nie chcę się go tak szybko pozbyć. Jego największą wadą i zaletą jednocześnie jest głośne tykanie. Tak głośne, że przeszkadza w zasypianiu i trzeba się do tego przyzwyczaić. Jaka w tym zaleta? Tykanie mocno przypomina o tym, żeby być tu i teraz. Tyk, tyk. Czas ucieka.

Gdy o tym myślę, sprzątam w kuchni. Myślę sobie: czy to możliwe, żeby czuć to, że jest się tu i teraz w tak newralgicznych momentach? Brzmi absurdalnie. Zaraz zaczynam bardziej czuć ciężar łyżki i gładkość miski, momentalnie wyostrzają się zmysły.

Myślę o wrażliwości, o pokazywaniu naszych słabych stron. W internecie łatwo ukryć to, co nieciekawe, zwyczajne i to, co nam się nie udało. W końcu niewiele osób chętnie mówi o swoich porażkach, a zazwyczaj tylko wtedy, kiedy mają już do nich pewien dystans. Chcę być do bólu autentyczna, a jednak nie pokażę Wam bałaganu w szafie. Staram się wszystko upraszczać, a jednak zwykle nie siedzę przy ascetycznym biurku.

Dobrze wiem, że to wszystko zaczyna się w głowie. Przede wszystkim. Przy tym, że czas ucieka, coraz istotniejsze wydają się dla mnie cztery małe kroki, powtarzane codziennie, przypominające, że liczy się tu i teraz:

Bycie wdzięcznym

Od tego wszystko się zaczyna i bez tego nie jestem w stanie funkcjonować w spokoju. Można być wciąż niezadowolonym i mieć za mało. Można przyjąć za ekonomiczny fakt, że ludzkie potrzeby są nieograniczone. Można też „złapać się” w danym momencie i pomyśleć: „Hej, jest dobrze. Wprawdzie nie wszystko układa się po mojej myśli, ale mam to, to, to i to.”.

Zwykła wdzięczność. Za to, co mam, za to, czego nie mam, teraz. Czasem wybiegam myślami wprzód i myślę sobie, że byłoby cudownie mieć to, albo to i tamto, albo być taką a taką. Teraźniejszość sprowadza mnie na ziemię. Masz tyle w danym momencie życia, czy to widzisz?

Niemarnowanie czasu

Marnowaniem czasu nie jest bezczynne leżenie i nabieranie energii, marnowaniem czasu jest oglądanie głupich filmików na YouTube albo bezsensowne plotkowanie. Odpoczywanie nigdy nie jest i nie będzie marnowaniem czasu. Prawdziwy odpoczynek to naprawdę sztuka, której jeszcze nie było dane mi opanować, wciąż się jej uczę.

W tym także zawiera pozbycie się wszelkich życiowych toksyn, bycie w zgodzie ze sobą. W trosce o własną kondycję umysłową. Od-lubianie, od-śledzenie, wyłączanie, wyciszanie. Po co się denerwować.

Akceptacja

Przede wszystkim siebie, bo od tego wszystko się zaczyna. Ciężko trzeźwo patrzeć na innych i inne sprawy, gdy wciąż kierujemy nasz wzrok na nas samych. Zaprzyjaźnienie się z samym sobą, spędzanie wartościowego czasu z samym sobą, pobudzanie do myślenia przez inne niż zwykle filmy, książki, opinie. Akceptacja siebie, ale nie tylko siebie, to też zdrowe podejście do jedzenia. Zdrowe – czyli ze spokojem. Bez szarpania się, odmawiania sobie, ale i bez przesady. Ale i akceptacja stanu rzeczy, w końcu nie wszystko można zmienić.

„Plant your own gardens and decorate your own soul, instead of waiting for someone to bring you flowers.”

Co do akceptacji, to pierwszy wpis na jej temat napisała Natalia w związku z jej i Kaliny pomysłem – Alfabetem zdrowia psychicznego.

Brak nadmiaru

Trzeźwość umysłu pozwala skupienie się na kilku rzeczach. Kilkakrotnie w ciągu dnia zadawane pytanie sobie samej „Co jest teraz najważniejsze?” pozwala łatwo oddzielić szum od wyraźnych bodźców. Hierarchia wartości codziennych zadań sprawia mniej problemów, chociaż znam dobrze stan, kiedy woli się nadrobić zaległości na blogach zamiast posprzątania. Brak nadmiaru to też porządek – w głowie i wokół siebie. 5 minut układania rzeczy codziennie, odkładania przedmiotów na własne miejsca. Nie mam już problemu z uwalnianiem przedmiotów, ale i ludzi.

Hity ostatniego czasu to niebieski notatnik, w którym jest wszystko, zegarek, od którego wszystko się zaczęło i dwa asparagusy.

A tymczasem dziś jest niedziela – dzień porządnego odpoczynku i ładowania baterii. Odpoczywajcie zatem! 🙂

23


Przy okazji chciałabym Wam bardzo podziękować z wypełnienie ankiety – Waszych wpisów było aż 17! Nie ukrywam, że dało mi to dużego kopa i podsunęło parę pomysłów. Nie będę pisać jakich, żeby nie zapeszyć, ale wiecie – główka pracuje. Dziękuję, że jesteście.

hania

27 uwag do wpisu “Moje tu i teraz

    • Cieszę się, że tak myślisz, bo nigdy nie czuję się dość pewnie pisząc takie posty w tonie rady dla kogokolwiek. Łatwiej pisać o swoich doświadczeniach niż mówić komuś, co nam wydaje się jedyne i słuszne.

      Lubię to

      • Chyba już pisałam o tym, że staram się ustalać godzinę, po której już nie pracuję/nie uczę się/nie sprzątam i tylko odpoczywam. Metoda się sprawdza, ale jak tylko zaczyna mi się czas, kiedy nie mam zbyt regularnego planu tygodnia to ciężko mi się jej trzymać.
        Ale powiem Ci, że miałam wielki egzamin w poniedziałek i walczyłam ze sobą, żeby się uczyć nie więcej niż godzinę, dwie dziennie i nie zatonąć w książkach na miesiąc i pierwszy raz tak mało się stresowałam przed egzaminem. 😀 Odpoczynek swoje zrobił 😛
        Kurczę, ja mam po wysiłku więcej energii, ale jak wracam do domu to najczęściej tak strasznie nie mam na niego siły. I jakoś nie mogę się wyłamać z tego koła.
        A co robisz, przeważnie? Siłownia, spacer?

        Lubię to

        • Masz rację, ale to się słabo sprawdza, kiedy mamy naprawdę dużo na głowie. Dobrze odpoczywa mi się – paradoksalnie – sprzątając. Ja chyba bym się zbyt mocno stresowała, i 2 godziny byłyby dla mnie zbyt małą ilością czasu, potem bym panikowała, że przecież mogłam się uczyć 😀 Rozumiem, że wszystko elegancko zdane?
          Mam tak samo, też mnie to dziwi. Z jednej strony ma się więcej energii, ale czasem ciężko ją wykrzesać. #sameproblemy
          Co robię… Czasem siłownia, czasem spacer – las/morze, książka, sprzątanie właśnie… Nic ambitnego.

          Polubione przez 1 osoba

          • Fakt. Ale w sumie można sobie ustalić, że np choćby się waliło i paliło, potrzebujesz 7 godzin snu, więc kładziesz się o dziesiątej, a o dziewiątej kończysz wszelkie zajęcia. Szanse, że będziesz produktywna od rana do tej dziesiątej i tak są niewielkie, a już takie założenie mi pomogło.
            W szoku byłam, po prawdzie. 😀 Czwartek, piątek, sobotę pouczyłam się dłużej, ale pilnowałam, żeby nie siedzieć cały dzień. A w niedzielę zrobiłam wolne (pierwszy raz w życiu chyba). I zdałam. A to wielki egzamin był, z trzech semestrów. 🙂

            Polubione przez 1 osoba

  1. Żyć tu i teraz – to kwintesencja tego, czego pragniemy od życia. Czuć grunt pod nogami i działać, robić to, co ma dla nas największe znaczenie. Mam wrażenie, że każdego dnia uczę się żyć tą ścieżką, ale… to dobra ścieżka 😉

    Lubię to

  2. Mądre tak bardzo! Ostatnio właśnie od-lubiłam trochę stron i od-śledziłam parę osób. Właśnie po to, aby przestało mnie to denerwować. Staram się też nauczyć akceptować swoje ograniczenia (chociażby moje kolana) i to, czego nie mogę zmienić. Proste to nie jest, ale nikt nie mówił, że będzie łatwo.

    Lubię to

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s