Tak zwyczajnie, lubię robić zdjęcia

Pisałam już kiedyś o tym, że gdyby nie tata, to z pewnością nie robiłabym zdjęć. Wciąż nieswojo czuję się, gdy tylko pomyślę o określeniu „nie byłabym fotografem”. Tak, cały czas chodzi za mną myśl, że jesteśmy tym, co robimy, ale jakoś ciężko mi odnaleźć się w tej amatorszczyźnie, wiedząc, jak wielu rzeczy jeszcze nie umiem. Z drugiej strony wiele osób nie wstydzi się stworzyć na fejsie profilu „imię nazwisko photography”. Stwierdzę więc bardziej bezpiecznie – tak zwyczajnie, lubię robić zdjęcia. Od dawna.

Na dobry początek – trójpodział

Pamięć niestety krótka, więc nie pamiętam dokładnych nazw modeli aparatów, z których korzystałam. Pierwszy, który trzymałam w ręku to była taka, jak to tata mówił „małpka” Olympus. Największą jego wadą, a jednocześnie zaletą było to, że trzeba było kupować do niego filmy, co było ekstra, jeśli chodzi o efekty, bo nic nie wygląda tak dobrze, jak wydrukowane zdjęcie, ale za to szło na to całe moje marne kieszonkowe.

Po jakimś czasie dostałam od taty do wypróbowania bardzo stary aparat analogowy, też na kliszę. Udało mi się go utopić już podczas pierwszego wypróbowania, gdy wybraliśmy się robić zdjęcia nad morze. Była zima i chodziłam po zamarzniętych zaspach. Jedna z nich ułamała się i wpadłam do wody, zalewając słoną wodą aparat.

Pamiętam, że zanim zabrałam się do fotografowania, to obawiałam się, że tutaj nie ma miejsca na pomyłki. Klisza szybko się kończy, nie da się usunąć ani przewinąć. Teraz, z perspektywy czasu wspominam to z nostalgią. Od jakiegoś czasu kiełkuje mi w głowie kupno aparatu analogowego, nawet najprostszego, i wywoływanie zdjęć. Gdy oglądam miękkość i kolory na tych kilku odbitkach, które sobie pozostawiłam, czuję, że to zupełnie inne emocje niż te utrwalane na karcie pamięci. Tata powiedział, że na dobry początek najważniejsza jest kompozycja, w tym – najprostszy na początek trójpodział i prawidłowe ustawienie ostrości.

Teoria? Po co to komu!

Nie było we mnie zbyt wiele cierpliwości do czytania instrukcji obsługi aparatów, ani czytania teorii. Miałam dwa podejścia do warsztatów – przy okazji jednych zaopatrzyłam się w różne akcesoria do wywoływania zdjęć w ciemni, i zanim cokolwiek tam zadziałałam, zdążyłam na dobre zrazić się do specyficznego prowadzącego. Na drugich warsztatach miałam szansę poczarować z długim czasem naświetlania. O wiele bardziej przemawia do mnie spokojne, powolne szukanie, próbowanie. Pod tym względem fotografia cyfrowa jest o wiele łaskawsza.

Zachęcona do dalszego rozwoju, kupiłam sobie kolejną małpkę, chyba też Olympusa. Była tak niewielka, że mieściła się w 3/4 dłoni. Posiadała jednak jedną bardzo ważną cechę – posiadała zoom, co było świetnym rozwiązaniem na harcerskie wyjazdy i nie tylko. Tego aparatu używałam przez okres gimnazjum i liceum, do czasu, gdy na jednym z obozów harcerskich, podczas wielkiej ulewy tak zawilgotniał, że wszystkie zdjęcia były zamglone. Niedaleko później umarł śmiercią technologiczną.

I na tym tak naprawdę kończy się historia moich aparatów, chociaż mój był tak naprawdę tylko ten zaparowany, kupiony za długo odkładane pieniądze. Zepsucie tego aparatu zbiegło się z tym, że moja młodsza siostra dostała od swojego chrzestnego najlepszy aparat, jaki kiedykolwiek było dane mi używać (i podbieram go wciąż), czyli tego, którym obecnie robię zdjęcia. Lubię Lumiksa za jasny obiektyw, możliwość robienia RAWów, poręczność, mały rozmiar, stylowy futerał, możliwość manualnego ustawiania ostrości i sporo trybów manualnych.

Ma jeden jednak bardzo znaczący defekt – nie jest mój, i kiedyś przyjdzie dzień, w którym będziemy musieli się rozstać. Rozglądam się nieśmiało za innymi aparatami, ale gdy się zastanowię, to i komputer przydałby się nowy. Podbierałam też trochę drugiego Lumiksa, taty, ale teraz już za nim nie przepadam, bo robi straszne ziarno na zdjęciach i nadaje się tylko do fotografowania w dobrym oświetleniu. Na razie więc nic nie kupuję, bo tłumaczę sobie, że to, że brakuje, to nie znaczy, że brakuje, jakkolwiek pokrętnie to brzmi. Niezwykłe, jak rozwija się fotografia mobilna, prawda? Wprawdzie robiąc fotki telefonem nie zawsze uzyskamy jakość jak żyleta, ale to zawsze coś.

Efekty i eksperymenty

Początki robienia zdjęć to przede wszystkim zdjęcia natury i rodziny, spacery po mieście z aparatem. Potem bardzo dużo eksperymentów. Prowadzenie fotobloga i „sesje” zdjęciowe z koleżankami. Z szacunku do nich nie zobaczycie żadnego efektu tych wypadów. Lubiłam robić zdjęcia natury, z bliska, kombinować z oświetleniem. Z zapaleniem przeglądałam Deviantarta, szczególnie zakładkę „Conceptual”. Próbowałam robić zdjęcia inspirowane muzyką, której słuchałam. Zdjęcia obrabiałam w Picasie, lubiłam ciepłe odcienie, teraz już zdecydowanie mniej. Widzicie to zdjęcie trufelków? Food styliści płaczą!

Zdjęcie z deszczowego lasu powstało podczas bardzo niefortunnego spaceru. Byłam tak przejęta robieniem zdjęć, że… wpadłam w bagno po pas i zapadałam się coraz bardziej. Do dziś jestem przekonana, że to cud, że się stamtąd wydostałam. Uważajcie, jak chodzicie z aparatem!

Naoglądałam się sporo słodkich kolorków i zdjęć. Wciąż obrabiałam zdjęcia w Picasie, ale weszłam na „wyższy level” korzystając z narzędzia ustawiania odcienia. To była łatwa obróbka! Musicie wiedzieć jedną rzecz – jakoś nigdy nie potrafiłam dobrze ugryźć tematu czarno-białych zdjęć. To, które pokazuję w tej sklejce, jest jednym z niewielu, które naprawdę mi się podoba.

Parę moich ulubionych zdjęć z 2014. Następuje zwrot w bardziej chłodne odcienie. Wciąż moje ulubione tematy to widoki i natura. Nie za bardzo czuję się dobrze w portretach, i w tej już bardziej młodzieńczej części życia nie zrobiłam za wiele takich zdjęć. Chociaż ta kilka, które zrobiłam, były całkiem niezłe.

W 2015 dalej moim ulubionym tematem jest przyroda. Zachwycam się zielenią i niebieskością. Eksperymentuję z nagrywaniem filmików o nędznej wartości artystycznej. Najlepszy filmik, który z tego wszystkiego powstał, można zobaczyć tutaj. Odkryłam Polarr, edytowanie online i poznałam inne sztuczki, jak edycja za pomocą VSCO Cam na telefonie. Co poradzić, że tak bardzo lubię te filtry? Jeden klik i zdjęcie nabiera wyrazu.

A jak wygląda to teraz… Najłatwiej zerknąć na to, co się dzieje na instagramie, chociaż nie wrzucam tam tylko zdjęć z aparatu. Czy raczej – rzadko kiedy wrzucam te „lepsze” zdjęcia z aparatu, zgodnie z zamysłem, że powinny lądować na flickrze. W końcu założyłam go po to, żeby mieć w jednym miejscu wszystkie te moje ulubione zdjęcia.

Co dalej, co dalej?

Taki długi wpis, a właściwie jakie są moje foto-plany na 2017 rok?

  1. pracować dalej nad stylem. Wciąż szukam ulubionego rodzaju obróbki. Wiem już, że nie lubię dużych kontrastów, nie przepadam za zbyt mocnym przekłamywaniem kolorów, ale podobają mi się efekty udające zdjęcia z analogowego aparatu,
  2. dalej działać z ustawieniami manualnymi tak, żeby dojść do większej wprawy i nie ograniczać się do trybu A,
  3. częściej aktualizować flickra, bo to fajne narzędzie, (wstyd)
  4. zrobić więcej zdjęć portretowych,
  5. świadomiej komponować zdjęcia, by były mniej przypadkowe,
  6. rozejrzeć się za nowym własnym aparatem, a nuż coś mnie zachwyci i będę na niego odkładać pieniądze, tak na wszelki wypadek.

Być może rok 2017 przyniesie rozwiązanie mojego problemu pierwszego świata, czyli: co powinno lądować na instagramie, wypucowane kadry tworzące idealną siatkę, czy zdjęcia od Sasa do lasa? 😉


A na deser:

Dziękuję za Twój czas! A Ty, lubisz robić zdjęcia? Kogo najbardziej lubisz podglądać, by zbierać pomysły na nowej ujęcia? Czy też byłaś pionierką robienia zdjęć z ręki, zanim świat jeszcze nie znał jeszcze terminu „selfie”?hania

15 uwag do wpisu “Tak zwyczajnie, lubię robić zdjęcia

    • Gdyby nie Ty, ten wpis raczej by nie powstał, więc dziękuję za inspirację! Chociaż postanowiłam oszczędzić Czytelnikom widoków naprawdę złych zdjęć. Z tym Krakowem to jest tak, że będę od czwartku do niedzieli rano, ale jadę do kumpeli i to całą paczką, więc jeśli chodzi o spotkania to może być ciężko to zorganizować tak, żebym nie wyszła na złą kumpelę… Ale jakby coś się zmieniło, napiszę na FB! ❤

      Polubione przez 1 osoba

  1. A tak sobie właśnie wczoraj myślałam, że coś Hania dawno mnie nie inspirowała (czyt. nie pisała) a tu proszę – wieczorem wpis 😉 znów zasada „mówisz – masz” 🙂 Swoją drogą fajny wpis – ładnie widać postęp w zdjęciach. Odpowiadając na Twoje pytanie czy robię zdjęcia? Hmmm, muszę się zastanowić 😛

    Polubione przez 1 osoba

  2. Hania, Hania, kiedy się widzimy w Krakowie? ❤

    Aż mnie się zebrało na foto-wspominki! Ach, te wyprawy sesje z koleżankami…
    Mam problem ostatnio, bo ciągle zadręczam się myślą, że przydałby mi się nowy aparat. A najlepiej to Canon. Ale to okropne rozwiązanie, bo musiałabym wymieniać obiektywy, więc raczej nie wchodzi w grę. Nie wiem co sobie wkręciłam, ale ciągle się złoszczę na tego swojego Nikona i zarzucam mu wszystkie zdjęciowe niedociągnięcia, a to na pewno kwestia fotografa, a nie sprzętu…
    I, jejku, też bym wróciła do analoga! To też ciągle mam gdzieś z tyłu głowy, odkąd mój Zenit padł, ale boję się kupować w ciemno, na Allegro chociażby, by nie dostać aparatu, który odda mi kliszę totalnie zepsutą…
    Bardzo by mi się przydało w końcu znaleźć swój styl, bo po moim instagramie doskonale widać, jak spory chaos panuje w moich zdjęciach…za to Twoje kompozycje, kadry i kolorystykę uwielbiam całym serduchem ❤

    Polubione przez 1 osoba

    • No właśnie to jest skomplikowana rzecz, bo jadę do kumpeli na Sylwestra, całą paczką i nie wiem za bardzo, czy będzie jak się zobaczyć, ale w razie czego, dam wcześniej znać. Może w ogóle wtedy w trójkę, jeszcze z Magdą, skoro obie jesteście krakuski!
      Może też zrobisz taki wpis o Twojej zdjęciowej historii? Bardzo chętnie bym poczytała i pooglądała Twoje czary. Czy to odwieczna rozkmina, co jest lepsze, Canon czy Nikon? 🙂 Ja totalnie nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, ale jeśli masz faktycznie sporo tego sprzętu, to wymiana może być naprawdę nieopłacalna… Tym bardziej, że wszystko, co wrzucasz do internetu, wygląda naprawdę ekstra, ta jakość, ostrość i bokeh – <3!
      Nie wiem, czy Ciebie też śmieszy, tak jak mnie, to odnoszenie do Instagrama, ale to jest tak dobry punkt odniesienia! Z jednej strony moje ulubione social media, a z drugiej najprostszy sposób zrobienia fotogalerii. Jak żyć?
      Ale mi miło – dziękuję! To znak, aby dalej nad sobą pracować.

      Flickra polecam, bo to fajne portfolio i można mieć te ulubione zdjęcia w jednym miejscu. Ostatnio też podoba mi się tookapic i te projekty 365 dni zdjęć… Ale do tego chyba jeszcze brakuje mi odwagi 😀 To co, widzimy się na flickrze? 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Matko, tego właśnie potrzebowałam, Hanieł.
    Mój pierwszy aparat to była yashica na kliszę – pamiętam, że dziadek był nim zachwycony (jest pasjonatem fotografii i w tej historii odegrał role taką, jak w Twojej tata). Do dziś podziwiam świetną jakość, którą uzyskiwałam za jej pomocą, może ta klisza to wcale nie jest głupia rzecz? Aparat leży przecież w pokoju na wyciągnięcie ręki).
    Później była jakaś małpka, ale wtedy jeszcze za bardzo się tym nie interesowałam. Wtedy na gwiazdkę dostałam od rodziców olympusa i się zaczęło 🙂 Zdjęcia robione wszystkiemu i niczemu. Spacery i tysiące zdjęć zachodow słońca, roślin, wszystkich przedmiotów w domu… Na dysku starego komputera jest ich jakieś 30 000. Po drodze dostałam też od dziadka contaxa, ale nigdy nie mogłam się za niego zabrać… Na studiach zapomniałam, ale podczas ostatnich wakacji postanowiłam kilka odkopać, bo zabrakło mi „starej mnie”. Założyłam flickra i przypomniałam sobie, jakie to świetne. Teraz mam więcej czasu, muszę do tego wrócić. I tak, nie zapomniałam zabrać aparatu do domu na święta 🙂
    Jakiś czas temu powiedziałam też B, że za pierwszą wypłatę kupię sobie lustrzankę. Już nie mogę się doczekać, kiedy pójdę do pracy 😀

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję, Nati 🙂 Cieszę się, że moje pisanie wydało Ci się przydatne. Liczę, że wyjazd do domu na święta będzie obfitował w spokojny czas i uda Ci się coś postrzelać! No ja tak samo, marzy mi się ta lustrzanka, ale na razie to zbyt odległy cel… Spokojnych Świąt! :*

      Polubione przez 1 osoba

  4. Cudownie jest zobaczyć, jak się rozwijasz. Wszystkie te zdjęcia mnie zachwyciły, mają w sobie coś magicznego. Trzymam kciuki za dalszy rozwój i nie mogę się doczekać efektów! ❤

    Polubienie

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s