Ładne rzeczy! #32 i mój styczeń

styczen

W styczniu było dużo nauki do egzaminu dyplomowego i zostałam inżynierem architektem, poważna rzecz. Pojawiły się prawdziwe mrozy i zamarzło morze, a na drzewach przy klifie pojawiły się długie sople. Było sporo zakupów i wydatków, co jest wielkim smutkiem dla takiego skąpiradła jak ja. Za hit uznaję wielbłądzi płaszcz z dodatkiem kaszmiru odkupiony od jednej z uczestniczek projektu 365 dni w spódnicy. Dziękuję Panie Facebook, teraz jestem o jeden malutki krok do bycia jak moja mistrzyni stylu. Było wyjście na imprezę w stylu lat 80. i dylematy, czy sukienka nie jest za krótka. Wreszcie wywołanie zdjęć i przemeblowanie w „mojej” części pokoju, a także parę nowych wyzwań.

Lecimy z tematem – styczniowe ładne rzeczy!

🌿 Zupełnie zwyczajny dom w Toronto, który spodobał mi się dzięki swojej prostocie i surowości. Mimo tego jest dość przytulny, dzięki użyciu jasnych barw i drewna. Oprócz tego, zaciekawiły mnie łazienkowe, jasnoniebieskie płytki w kropki, oliwkowa kanapa i siedzisko w zabudowie z szafek przy oknie. No i to wyjście na ogród…

🌿 Pozostając w temacie wnętrz (coś czuję, że możecie się spodziewać większej liczby inspiracji na ich temat), wpis z bloga Wnętrzności o brooklyńskim apartamencie. Jest tu tyle dobroci – moja ulubiona ciemna zieleń, marmur w kuchni, drewniana podłoga i metalowe przeszklone drzwi do łazienki.

🌿 Wpis o lastryko. Tak, to ten materiał, którym wyłożona jest posadzka na PRL-owskich klatkach schodowych. Sama mam taką w bloku i zaskoczyłam się, jak ciekawie może wyglądać w różnych kombinacjach. Ostatnie zdjęcie – hit!

🌿 Strona internetowa o kolorach, pogrupowanych według kilku kategorii. Może okazać się przydatna, gdy nie wiemy, jaki dokładnie odcień mamy na myśli. Dzięki niej dowiedziałam się, że jedna z moich ulubionych zieleni to tak naprawdę odcień szarego!

🌿 Absolutny hit mojego okresu świątecznego, czyli czekoladowy likier z miętą od dziewczyn z Burczymiwbrzuchu. Wykonałam go na prezenty, lekko modyfikując przepis i dodając zamiast ekstraktu z mięty aromatu waniliowego. Ogólnie to chciałam dodać krople żołądkowe, ale mama mnie powstrzymała 😉 Ostatecznie okazało się na Instagramie, że można, także nic by się nie stało. Polecam wszystkim, którzy nie lubią mocnych alkoholi, tylko słodkie 😉

🌿 Rozkosz dla oczu, czyli piękny bullet journal:

🌿”Every two days we create as much information as we did from the beginning of civilization through 2003 – Eric Schmidt. Ciekawy projekt z pogranicza analizy i grafiki australijskiego artysty.

🌿 Niezwykle prosta i delikatna polska biżuteria SOTE tworzona przez małżeństwo mieszkające w Warszawie. Można samemu wybrać sobie kamień, jak i materiał, z którego ma być wykonany pierścionek. No i te zdjęcia! Marzy mi się gem ring w różowym złocie.

🌿 Pastelowa grafika Zuzanny Gadomskiej przedstawiająca front wodny w Kopenhadze. Wieszałabym na ścianie!

🌿 Ciekawe jak to jest być dzieckiem i bawić się zarówno na dworze jak i w domu naraz, czyli niezwykły, podziurawiony, trójkątny dom.

🌿 Pomysły krakowskich architektów na walkę ze smogiem w ich własnym mieszkaniu.

🌿 Wybrane prace Marie Flanigan, architekt wnętrz z Teksasu. Luksusowe, eleganckie i przytulne wnętrza.

🌿 Filmy o gotowaniu – bez dźwięku.

🌿 Czekolada, która podbija nie tylko zmysły smakowe, ale też i estetyczne dzięki ciekawej fakturze i opakowaniu, które kojarzy się ze stylem art-deco.

🌿 Mój kalendarz (a nawet trzy) w otoczeniu swoich papierowych znajomych w podsumowaniu roku 2016 u Mony.

🌿 Projekt Pawła Kadysza, założyciela portalu Tookapic. Niesamowite, ile może zmienić bycie konsekwentnym w swoim postanowieniu. Też chcę wziąć udział w wyzwaniu 365 dni, ale najpierw skończę 100 dni szczęścia 🙂

A co u Was dobrego w styczniu? Co najbardziej Was zainspirowało, zaciekawiło i zauroczyło? Macie jakieś szczególne plany na luty?

hania

Ładne rzeczy! #32 i mój styczeń

Autoportret – notatka #2

p1260989_ed

Jest idealna pora dnia, czyli wieczór. To właśnie wtedy czuję się najlepiej. Zawijam się w ciepłą bluzę, zalewam dwa kubki herbaty, żeby nie musieć kursować do kuchni, podłączam do prądu lampki okalające okno i chcę pisać. Minął rok od napisania blogowego autoportretu, bardzo spodobała mi się ta forma i chciałabym ją powtórzyć. Niedawno podsumowywałam zeszły rok, ale czy podsumowałam w nim to, jaka jestem?

Mam parę blizn i zmarszczek więcej, niż rok temu, mimo, że dbam o moją twarz częściej, niż wcześniej. Cały czas jednak daleko mi od kosmetykomaniactwa i długich, złożonych pielęgnacji. Tak się cieszę, że nie mam już grzywki i dziękuję za to każdego dnia, kiedy nie muszę się zastanawiać, czy grzywka jest jeszcze w porządku. Znów zapuszczam włosy, można je spokojnie zapleść w warkocz, a nawet dwa dobierane.

Odnajduję sporo sensu w pracy. Działanie nadaje mojemu życiu sens i sprawia, że chcę wstawać. Pracuję i jestem szczęśliwa. Przez to studia nabierają zupełnie innej perspektywy. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że zajmuję się tym, o czym kiedyś myślałam, jako dziecko. Wtedy mówiłam sobie, że na pewno nigdy mi się to nie uda i że nie mam szans. Dobrze, że moja klątwa nie była zbyt skuteczna.

Jako osoba, która często ma słomiany zapał, jestem zdziwiona, że bloguję już prawie dwa lata. Jak to możliwe? Dzięki temu wydarzyło się mnóstwo dobrych rzeczy. Zaskakuje mnie też każdego dnia, jak wiele połączeń w moim życiu zdarzyło się przez Internet. Czy to nowe znajomości, czy prywatna wiadomość. Lubię tę społeczność. Czeka cicho w ekranie komputera i telefonu, a gdy tylko mam ochotę, mogę wejść z nią w interakcję.

Podoba mi się dużo rzeczy, często zupełnie różnych. Sama się sobie dziwię, bo rzadko widzę coś, co mi się nie podoba. Może po prostu oglądam ładne rzeczy. Podoba mi się wzornictwo PRL-u, lubię kolory i różnorodność. Zaskakują mnie nieoczywiste połączenia kolorystyczne, a jednocześnie sama najbardziej lubię ubierać się na szaro i granatowo. Wydaje mi się, że nie mam swojego stylu, ale powoli i konsekwentnie dobieram i wybieram rzeczy z szafy, które są strzałami w dziesiątkę. Często noszę spódnice. Czuję się w nich pewniej i ładniej. Większość tych, które mam, są mini, chociaż teraz chętniej zakładam te dłuższe niż przed kolano. Wciąż szukam idealnej spódnicy.

Gdy wypiłam w kawiarni Tłok świeżo mieloną kawę parzoną w chemeksie, już nic nie będzie takie samo. Nie spodziewałam się, że polubię sypaną kawę, która kiedyś kojarzyła mi się tylko z wakacjami z dziadkami na działce, babcią w dużych słonecznych okularach i musztardówką z fusami. Fusy zawsze stawały się ciastem czekoladowym albo innymi zabawowymi daniami. Zielona herbata jest zupełnie w porządku, nawet ta bez żadnych dodatków. Jest bardzo uniwersalnym prezentem, z którego zawsze się ucieszę.

p1260995_ed

Jestem pozytywnie zaskoczona, bo mój antytalent do roślin nie jest aż tak pewny, jak mi się wydawało. Wskrzesiłam anturium w pracy. Udało mi się nie ususzyć roślin i zrobić sobie „zieloną półeczkę” nad biurkiem. Przez jakiś czas w życiu odkładałam niektóre sprawy, nawet tak błahe, na „inne lepsze jutro”. Pewnego dnia postanowiłam, że to jutro może być dziś. Nie ma na co czekać. Po kilku latach od niewygodnego siedzenia przy biurku zmobilizowałam się i wraz z pomocą taty rozkręciłam dwie złączone ze sobą szafki podblatowe i z jednej zrobiłam sobie toaletkę z lakierowanym drewnianym blatem. Przeżyłam przelotny romans z minimalizmem tak, żeby dojść do tego, by trochę „wziąć z tego” dla siebie, ale nie iść w nic ślepo.

Jednocześnie uczę się cierpliwości do wszystkiego. Bawią mnie celne riposty młodszego rodzeństwa i czas spędzony na rozmowach z sześć lat młodszą siostrą.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio wywołałam zdjęcia, chyba wtedy, kiedy jeszcze robiłam je aparatem analogowym. Na Święta dostałam ramkę i pierwszy raz od długiego czasu trzymałam w rękach moje zdjęcia, które były takie namacalne, prawdziwe. Rozważam drukowanie co roku kilku zdjęć i robienie z nich albumu. Czuję, że robienie zdjęć to jedna z tych rzeczy, które sprawiają mi najwięcej przyjemności.

Kolejne odkrycie roku – kolorowanki nie są jednak takie naiwne.

Jestem bardziej zorganizowana niż kiedyś, ale wciąż chyba za dużo czasu poświęcam na planowanie, a zbyt mało na działanie. Lubię wpisywać wszystko do planera i skreślać wykonane zadania. Cieszy mnie zakreślanie na kolorowo i przyklejanie naklejek. Jednocześnie wciąż zbyt mało piszę i rysuję.

Mimo, że mam 23 lata, śpię z pomarańczową maskotką Pusheena, którą dostałam w prezencie od ekipy, z którą organizowałam projekt na uczelni, Inżynierskie Targi Pracy.

Lubię pić ze słoików i czekam, aż wyrośnie mi awokado z pestki.

Kiedyś kremy wydawały mi się rzeczą dla starych ludzi. Teraz nie wyobrażam sobie bez nich funkcjonowania, szczególnie zimą, przy wysuszonej buzi i popękanych od zimna rękach.

Coraz bardziej przemawia do mnie to, jak wartościowy jest czas spędzony poza komputerem. Przekonałam się za Austinem Kleonem, że komputer nie jest dobry do tworzenia pomysłów, nadaje się tylko do edytowania ich. Najlepiej odpoczywam z dala od ekranu i dziękują mi za to oczy. Czas wrócić do korzeni, do analogowych przyjemności. Ciekawe, czy zmieniła mi się wada wzroku. Wciąż się nie maluję, chyba że od czasu do czasu podkreślę brwi albo użyję ciemniejszej kredki do ust.

Robienie sobie zdjęć wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Marzę o tym, żeby już zapuścić korzenie w moim własnym miejscu. Mieć mój bałagan i porządek, jasne ściany i drewno. Książki, gruby dywan i wygodny fotel. Na razie musi mi wystarczyć mały kącik.

Patrzę z nadzieją w przyszłość, w nowe wyzwania, pomysły i rzeczy.

Taka jestem dzisiaj, 26 stycznia 2017 roku.

p1270002_ed

hania

Autoportret – notatka #2

Potrzeba nam poezji

Dla_takiego_zdj_cia_warto_by_o_odmrozi__sobie_r_ce.___.jpg

Poczułam dzisiaj, jak łatwo wpaść w utarty schemat, nawet w czymś, co sprawia tyle przyjemności i radości. Całkiem ciekawie się składa, bo dziś mija dokładnie 6 miesięcy od czasu, gdy zaczęłam pracę jako architekt wnętrz.

Nowy temat, nowy projekt, ciekawa lokalizacja, odnowiony budynek, a w środku ma być niewielkie mieszkanie z antresolą. Raz dwa i gotowa inwentaryzacja, wszystko pomierzone, przerzucone do AutoCADa i wykreślone. Potem kilka opcji zaaranżowania ogólnego układu – tu wyburzyć ścianę, tu można byłoby przesunąć, a tutaj można bezpiecznie przebić się przez strop. I chociaż od samego początku wiedziałam, jaki jest pomysł klientki na to wnętrze, jakoś nie do końca porwała mnie ta wizja. Zaczęłam robić model 3D całego mieszkania, postawiłam ściany, wydłubałam okna i drzwi i zaczęłam nakładać wzorzystą tapetę na jedną ścianę. No i właśnie wtedy uderzyło mnie, w jaki popadłam schemat.

Czy naprawdę projektowanie ogranicza się do wstawienia mebelków i pokolorowania paru ścian? Gdzie się podział ten artystyczny duch, myśl przewodnia, zaskakujące i praktyczne rozwiązania, które nie przekraczają budżetu kilkakrotnie? Gdzie się podziały podstawowe środki artystycznego wyrazu, takie jak kontrast, faktura, światło i cień, tonacje i kompozycja? Gdzie polot?

Potrzebujemy wciąż nowych bodźców, bo bez tego nie możemy się rozwijać. Nowych piosenek, książek, filmów, znajomych i doświadczeń. Nie możemy jednak zachłysnąć się nowościami tak, by zapomnieć o podstawach. Na rysunku wszystko było takie oczywiste, każdy cień miał swoje światło. Gdy pracuje się kreatywnie, popadanie w schematy i stosowanie ciągle tych samych rozwiązań i pomysłów to strzał w kolano. Potrzeba w tym poezji.

O czym zapomniałam?

Jakiś czas temu zawiesiłam sobie w biurze na ścianie naprzeciwko mnie jeden z moich ulubionych cytatów, pochodzący z filmu „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”.

We don’t read and write poetry because it’s cute. We read and write poetry because we are members of the human race. And the human race is filled with passion.

And medicine, law, business, engineering, these are noble pursuits and necessary to sustain life. But poetry, beauty, romance, love, these are what we stay alive for.

Przyklejałam go z myślą, że powinnam mniej skupiać się na tych konkretnych rzeczach. Są one ważne, ale o ile bardziej pociągające są te mniej realistyczne? Kiedyś pisałam sporo poezji, teraz już praktycznie nie. Pozostało we mnie jednak przeczucie, że poezja to nie tylko to, co pisane. Można ją znaleźć w każdej dziedzinie życia. Czy nie jest ono wtedy ciekawsze?

Ciekawe, że tymi samymi słowami zakończyłam tekst pisany rok temu, autoportret. Nie chcę zapomnieć tego cytatu ze ściany, przygnieść się codziennością i obowiązkami, a na to wszystko naświetlić i prze-świetlić się ekranami. Oddechu.

*

Życzę Wam, aby gościła u Was poezja na co dzień. W tym najbardziej błahych rzeczach, w tych mgnieniach oczu, parze unoszącej się nad kubkiem, miękkim kocu, kolorowym flamastrze. Tak bardzo nam tego teraz potrzeba.

hania

 

Potrzeba nam poezji

Migawki z Krakowa #2

W tym roku Sylwestra i parę dni przed nim spędziliśmy w Krakowie u mojej przyjaciółki, co było dobrą alternatywą dla typowej domówki. Podczas wyjazdu nie zrobiłam za wiele zdjęć, ale te kilka, które mi się podobają, chciałam Wam pokazać.

Kraków w okresie noworocznym jest zatłoczony, gwarny, głośny i niestety duszny. Słońce przebija się przez gęstą mgłę, a powietrze stoi. Trafiliśmy na piękną pogodę, dzięki której mogliśmy odwiedzić miejsca, w których wcześniej nie byłam – panoramę Pustyni Błędowskiej, w której malują się różne odcienie zieleni i różu i Zamek na Pieskowej Skale. Wprawdzie zwiedzanie było tego dnia zamknięte, ale sama budowla robi wielkie wrażenie. Dobrze zobaczyć na żywo to, co studiowało się do egzaminu z historii architektury polskiej.

Skały nie były dla mnie aż tak pasjonujące jak świeżo odrestaurowany obiekt, ale ciekawie popatrzeć na jakiś inny krajobraz niż ten nadmorski. Podczas poprzedniego pobytu w Krakowie nie udało mi się wejść do pięknego, barokowego kościoła świętych Piotra i Pawła (remont), także tym razem nie odmówiłam sobie tej przyjemności. Białe wnętrze jest majestatyczne i rozświetlone światłem od latarni na kopule. Pokusiłam się też o zwiedzenie krypty, w której leży między innymi ks. Piotr Skarga.

Będąc w Krakowie wstyd nie zahaczyć o Wawel i obejrzeć renesansowych krużganków. Ze wzgórza rozciąga się widok na miasto. Podobnie, wstyd nie przejść się na Kazimierz, który czaruje swoim klimatem.

Jedzeniowo cieszyło mnie:

  • organiczna herbata w wielkim kubku i naleśniki z kurczakiem i awokado w doborowym towarzystwie w FITAGAIN CAFÉ,
  • grzane wino w kluboplotkarni Cafe Manekin,
  • poranna kawa i cynamonowo-jabłkowa gorąca czekolada w Karmello <3,
  • potężny talerz makaronu z owocami morza (jedna porcja w sam raz na dwie osoby) i rozgrzewająca zupa pomidorowa w Warsztacie na Kazimierzu.

Do zobaczenia, Krakowie!

p1260831_edp1260853_edp1260810_edp1260818_edp1260808_edp1260798_edp1260807_edp1260797_edp1260793_edp1260778_edp1260773_ed3p1260773_ed2p1260767_ed2p1260771_edp1260846_edp1260774_ed

15800372_1421374777881234_4128421254188784568_o
„Chodź, opowiem Ci o przebudowach Wawelu”…

hania

Migawki z Krakowa #2

Próba podsumowania roku – 2016

Z lekkim poślizgiem biorę się za podsumowanie minionego roku. Szczerze, nie mam pojęcia jak poradziłabym sobie z tym, gdyby nie Instagram. Szybki rzut oka do folderu i od razu ożywają wspomnienia minionych dni. Gdy myślałam o Sylwestrze, że czas podsumowań i tak dalej, jakoś nie dochodziło do mnie, jak wiele wydarzyło się w 2016 roku. Czas zebrać to w całość. Nie mam jakiś specjalnych, konkretnych postanowień, będę planować z miesiąca na miesiąc, ale wiem, że chcę jeszcze lepiej wykorzystać ten czas.

zima2016
Zima 2015/2016

Hasłem, które wzięłam na tapetę w roku 2016 było „Skup się na tym, co najważniejsze” i bardzo często je sobie przywoływałam. Rok zaczęłam z takim własnoręcznie namalowanym napisem na kalendarzu, potem już świetnie wbił mi się w pamięć. Chciałam nauczyć się ustalania priorytetów i marnować mniej czasu, myślę, że całkiem nieźle mi poszło.

Marzenie, które udało mi się spełnić w mijającym roku to zorganizowanie już po raz drugi dużego wydarzenia na Politechnice Gdańskiej. Miałam przyjemność pracować z siedmioosobowym zespołem, delegować zadania i planować harmonogram prac. Jeszcze parę lat temu popukałabym się w czoło, gdyby ktoś zapytał, czy nie podjęłabym się przygotowywania targów pracy, a tymczasem… Bycie w organizacji studenckiej stawia przed nami dużo wyzwań, a im więcej poświęcimy jej czasu, tym więcej wyniesiemy z tego nauki dla siebie. Marcowe Inżynierskie Targi Pracy na Politechnice Gdańskiej, które organizujemy jako BEST, uznaję za spory sukces osobisty i grupowy, możliwość przełamania wielu moich barier i świetną szkołę życia w zespole, który wciąż wspominam z sentymentem. No i niecodzienne jest, aby rektor uścisnął komuś dłoń 🙂

Słowa, którymi podsumowałabym ten rok (dość mało kreatywnie), to praca i przyjemności, w mieszanej proporcji, zgodnie z myślą, że czasem trzeba się oderwać od komputera i iść na spacer, albo do kawiarni.

Wewnętrznie udało mi się osiągnąć śmiałość w byciu asertywną. Ale to jest przydatna umiejętność życiowa! Dalej jest jednak dla mnie spore pole do popisu w tym temacie. Ponadto, czuję ciągle wdzięczność, w czym od jakiegoś czasu wspiera mnie Wyzwanie: 100 dni szczęścia (w trakcie). No i spokój. Mam go w sobie coraz więcej.

wiosna2016
wiosna 2016

Wydarzenie, które było największą przyjemnością to rozpoczęcie pracy w zawodzie. W lipcu chodziłam jak w skowronkach przez dobre dwa tygodnie, spotykając się z klientami, robiąc inwentaryzację pomieszczeń, wybierając materiały i kreśląc w AutoCADzie. To było zdecydowanie najbardziej wywrotowym momentem tego roku, bo wszystko nabrało zupełnie innej perspektywy. Więcej: Najpiękniejszy z wszystkich snów.

Jestem z siebie dumna, ponieważ udało mi się pogodzić pracę zawodową ze studiami i oddać pracę inżynierską w czasie. Czekam jeszcze na obronę – pod koniec stycznia – ale to już powinna być tylko formalność (co nie zmienia faktu, że ponad 130 pytań czeka na zapamiętanie). A więc się da i nie jest tak tragicznie!

W tym roku najbardziej jestem wdzięczna za przygodę z drugą edycją Open House Gdynia, w którą mogłam się zaangażować robiąc zdjęcia, projektując plakaty i mapę z wszystkimi lokalizacjami (pisałam o tym tutaj), pracę w pracowni architektury wnętrz, Inżynierskie Targi Pracy o których pisałam już wcześniej, rozliczenie się z zaległościami na studiach i oddanie inżynierki. Ponadto, za ludzi i ich czas, długie i krótsze rozmowy, spacery, kawy, herbaty, ciasta, maile, wiadomości i całą życzliwość, jaka mnie spotkała. Zapamiętuję mocno te wszystkie drobiazgi.

wiosna2_2016
późna wiosna 2016

Wyzwanie, trudność z którym musiałam sobie poradzić, to wyjście na czysto na uczelni. Przez rok byłam na urlopie dziekańskim i miałam do zaliczenia dwa przedmioty, jeden bardzo dla mnie kłopotliwy. Chodziłam na korepetycje, uczyłam się systematycznie, a gdy przyszło co do czego, prowadząca policzyła mi za mało punktów i gdybym nie poszła zobaczyć pracy, znowu bym nie zdała. Drugi przedmiot był  dobrą przyczyną do odwiedzin u przyjaciółki w Krakowie i niezłym argumentem do samodzielnego zwiedzania. Teraz, te studenckie sprawy wydają mi się dość błahe, ale wtedy czułam bardzo silną presję związaną z tym, że nie chcę znowu uwalić roku i wydłużać sobie studiowania, mając ciągle niezakończone sprawy z tyłu głowy. Na szczęście już po wszystkim i czas na kolejne studenckie wyzwania (i nie tylko).

Moją największą porażką było to, co dobrze mi szło mniej-więcej do lipca, czyli do czasu, gdy zaczęłam pracować. Doszłam do szczytu mojej formy fizycznej po 22 latach bycia couch potato i prawie wszystko zaprzepaściłam. Nie mam na to żadnych usprawiedliwień, po prostu zwyciężyło moje lenistwo i nieumiejętne planowanie tygodnia. No i przyznaję, ciężko mi wstać o 6, żeby lecieć ćwiczyć, a potem do pracy.

lato2016
lato 2016

Rzeczy, na których chciałabym się skupić w tym roku, to skuteczne planowanie i podsumowywanie każdego tygodnia i kwartału. Uciekają mi dni, pomysły i zadania, którym chcę sprostać. Wciąż brakuje mi czasu nie umiem się dobrze zorganizować na spotykanie się z najbliższymi, utrzymywanie dobrych relacji i rozwijanie moich zainteresowań.

Słowa-klucze na 2017 rok to: planowanie i organizacja. Czas porządnie wziąć się za siebie, udoskonalić system kalendarzowania i zapisywania. Czuję, że dobrym planowaniem naprawię wiele moich zeszłorocznych niedoskonałości. Ponadto, mam parę takich rzeczy z listy wstydu, jak to, że przeczytam kilka książek z biblioteki – od kiedy mam Kindle’a już nie pamiętam, kiedy ostatnio odwiedziłam ten przybytek. Może rozejrzę się za jakimś wyzwaniem książkowym? Oprócz tego chcę więcej rysować i szkicować, czy odwiedzić kilka miejsc w Trójmieście, w których jeszcze nigdy nie byłam.

jesien2016
jesień 2016

Kulturalni ulubieńcy roku,

Czyli filmy, seriale książki i muzyka, które najbardziej zapadły mi w pamięć i chciałabym z czystym sercem Wam je polecić.
  • Film „Wielkie piękno” (2013) – podróż przez Rzym, który jest polem do retrospekcji głównego bohatera. Piękna muzyka i wyrafinowane kadry, ale to zdecydowanie nie jest film dla fanów akcji.
  • Film „Lobster” (2015) – utopijny świat z niemal surrealistyczną wizją przyszłości. Surowe zdjęcia tworzą klimat wyobcowania.
  • Film „Sekrety morza” (2014) – pięknie „narysowana” bajka dla dzieci, którą oglądałam z prawdziwą przyjemnością. Może to muzyka, może to słodkie foczki, a może baśniowa historia.
  • Serial „Stranger Things” – nie miałam zbyt wielu oczekiwań, ale wszyscy się zachwycali, więc postanowiłam zobaczyć, no i… Połknęłam ten serial w dosłownie parę dni. Niesamowita muzyka i kamera świetnie uzupełniają się z dość sztampową historią.
  • Serial „Narcos” – nie wiedziałam nic na temat baronów narkotykowych w Kolumbii i ten serial pokazał mi nową perspektywę. Wciągająca historia, trochę w stylu mojego ulubionego 1 sezonu „True Detective”.
  • Serial „Młody Papież” – cóż poradzić, że uwielbiam Paolo Sorrentino. Serial jest według mnie zbiorem przemyśleń, impresji i nie można traktować go dosłownie.
  • Serial „Westworld” – poza niektórymi naiwnościami, dobry do ostatnich minut, z rewelacyjnym Anthonym Hopkinsem i ciekawym pomysłem na świat.
  • Książka Austina Kleona „Steal like an artist”. Kopalnia przemyśleń i celnych spostrzeżeń.
  • Książka MJ Demarco „Fastlane milionera”, wywracająca do góry wszystko to, co mówili nam rodzice.
  • Książka Filipa Springera „13 pięter”, przedstawiła mi sprawy, o których wcześniej nie miałam pojęcia.
  • Album „Not to disappear” Daughter. Melancholijny, poetycki, wzruszający za każdym razem. > piosenka „Doing the right thing”
  • Płyta Taco Hemingway „Marmur”, która urzekła mnie swoją narracją. > cały album
  • Płyta Mikromusic „Matka i żony”, którą wielokrotnie zapętlałam. > piosenka „Zakopolo”
  • Płyta Glass Animals, których odkryłam dopiero teraz – „ZABA”. Nie przypominam sobie, żebym słuchała wcześniej czegoś takiego. Wystarczy obejrzeć parę teledysków, aby przekonać się o ich wybujałej wyobraźni. Chłopaki wydali niedawno nową płytę. > piosenka „Toes”.
  • Płyta „Wipe out” zespołu The Neighbourhood składająca się w jedno. Polubiłam takie klimaty wraz z powrotem do Arctic Monkeys. > piosenka „The Beach”
  • Płyta Stromae z 2013 roku, „racine carrée”, wykonana rewelacyjnie na żywo w Montrealu. Chyba nigdy wcześniej nie czułam takiej energii oglądając jakiś występ na komputerze. > cały koncert (warto nie tylko słuchać, ale i oglądać!)
  • Album Nicka Cave & The Bad Seeds, „Skeleton tree” – wyraz żałoby po śmierci syna artysty. Bardzo poruszający, mroczny album. > piosenka „Magneto”.

Garść statystyk

Widać, że nie przykładałam się zbytnio do blogowania i widać to w statystykach. Jednakże, zaglądaliście tutaj częściej niż rok temu – odwiedziło mnie prawie 6 tysięcy gości. Napisałam 67 wpisów (2 razy mniej niż w 2015) i rozmawialiśmy w komentarzach 994 razy.

Wasze ulubione wpisy to:

Przyznam, że też je całkiem lubiłam. Dużą popularnością cieszyły się też wpisy o moich studenckich rozkminach.

Dziękuję, że tu zaglądacie. Miło być tą mikroczęścią Waszego Internetu. Chcę dalej rozwijać bloga, bardziej usystematyzować pisanie. Mam też parę pomysłów, ale o wszystkim dowiecie się w odpowiednim czasie. ❤

zima20167
zima 2016

To by było na tyle

Oprócz tego w moim życiu były lepsze zdjęcia, miniwycieczki i sporo snu. Odkrycie Feedly, by nadążać za wszystkimi nowościami na blogach, które regularnie czytam, czy też kolejne kroki ku uproszczeniu sobie życia. Wreszcie zapamiętałam hasło do logowania w internetowym serwisie bankowym i nie mam już grzywki. Byłam nawet po raz pierwszy na oczyszczaniu twarzy i maseczce algowej i zrobiłam pyszny likier czekoladowo-kawowy. Chcę zrobić jeszcze więcej nowych rzeczy i odświeżyć te stare. Nie mogę się doczekać leśnych spacerów, słońca, pikników i spotkań. Cała naprzód i wszystkiego dobrego dla Was!

Lubisz podsumowania? Podsumowanie roku 2015.


Uff. Oczywiście wyszedł post-gigant, jeśli czytasz te słowa, to dziękuję za poświęcony mi czas. Teraz pora na Ciebie. Jaki był Twój 2016? Co sprawiło Ci najwięcej przyjemności, nad czym chcesz się skupić w 2017? Jaka muzyka najczęściej gościła w Twoich słuchawkach? Napisz mi o tym!

hania

Próba podsumowania roku – 2016