Jestem zbiorem rzeczy

essentials_hania

Jak można zdefiniować siebie? Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu. Co by było, gdybyśmy stracili technologie, których używamy na co dzień? Czy wciąż zachowalibyśmy naszą tożsamość?

Zastanawiałam się nad tym, układając rzeczy do zdjęcia do blogowego projektu Marty. To wbrew pozorom nie jest takie łatwe i wymaga sporego zastanowienia się. Każda rzecz znalazła się na zdjęciu z jakiegoś powodu i ma dla mnie konkretne znaczenie, które mniej lub więcej określa mnie samą.

Plecak przypomina mi, jak kocham chodzić po lesie, gdy ciąży mi aparat, woda i parasol. Przywołuje wspomnienia pikników, małych wycieczek. Znalazłam go na strychu u wujka i od razu pokochałam za wojskowy charakter. Przypinka z tortem to gadżet z lipcowego festiwalu Gdynia Design Days. Kocham design, ciekawią mnie najnowsze trendy w projektowaniu, grafika, kroje fontów, kolory, kompozycje.

Jestem rodzinna. Najlepiej czuję się w domu i chcę pielęgnować domowe ciepło. Futrzany ogonek to fragment wydry, mojej maskotki z dzieciństwa, z którą wciąż śpię. Staram się dokonywać coraz racjonalniejszych zakupów. Uwielbiam mój melanżowy asymetryczny sweter i noszę go przez cały rok. Mam oko do drobiazgów, umiem wypatrzyć perełki w second-handach. Nadal jestem w drodze do coraz lepiej zorganizowanej szafy, w której większość ubrań jest moja ulubiona. Nieźle się czuję w moim ciele, po różnych perypetiach. Ubieram to, na co mam ochotę.

Jestem wdzięczna. Dostałam maskotkę Pusheena w prezencie i za każdym razem, gdy na nią spojrzę, odczuwam wdzięczność. Lubię tego pociesznego kota, jest moją ulubioną naklejką na Facebooku. Uwielbiam rośliny i staram się coraz lepiej je pielęgnować. Charakterystyczny słoik, czyli moja szklanka do herbaty. Niedaleko leży busola – pozostałość po harcerskich czasach, które na zawsze mnie zmieniły i miały największy wpływ na mnie, gdy dorastałam. Symbol tego, że staram się zawsze iść w dobrym kierunku.

Drewniany krzyż, wyrzeźbiony przeze mnie w gałęzi pewnego lata do obozowej kapliczki. Kindle z naklejką „stolarnia zmysłów”. Ulubiony kompan pociągowych wypraw na uczelnię i wielu zadziwień. Aparat analogowy. Zawsze zachwycałam się tą fotografią, kiedyś miałam z nią do czynienia, teraz będę się tego uczyć od nowa. Tłusty krem, bo zawsze mam zmarznięte dłonie. Leki na tarczycę.

Zaparzacz, bo jestem herbacianym pijusem. Zegarek, żeby być tu i teraz, o czym przypomina mi ciągle tykanie. Klucze domu. Klucze do pracy. Breloczek ryba i breloczek z Augustowa. Organizer, w którym planuję cały tydzień i zapisuję blogowe pomysły. Okulary. Szkła, które noszę od dwudziestu lat. Moja wielka miłość, „Wesele”.

Skalówka. Podręcznik projektowania, czyli słynny Neufert. Książka mojego dzieciństwa i dorosłości, pozycja obowiązkowa każdego architekta. Kolejny kalendarz, bo jestem zorganizowana. Ołówek, ukochane czarne cienkopisy i nieodłączne pióro za kilka złotych. Kafelek z pierwszej poważnej realizacji w modernistycznej kamienicy, symbol mojej miłości do Gdyni, jej historii i architektury. Kolejny ulubiony kubek.

Statut BEST-u, organizacji studenckiej, która wywróciła moją uczelnianą rzeczywistość do góry nogami i pokazała, jak ważne jest robienie czegoś więcej podczas studiów. Słuchawki, bo kocham muzykę, odkrywanie nowych zespołów, utworów, płyt. Gitara, na której odkrywaniu spędziłam sporo wieczorów, ucząc się jej od zera.

Chciałabym, aby tak było, że bez rzeczy, z których korzystam na co dzień, nie tracę mojej tożsamości. O ile część cech zupełnie nie znajduje odzwierciedlenia w przedmiotach, to inne są od nich zależne. Osoba wrażliwa, inteligentna lub odważna, nie potrzebuje atrybutu, by podkreślić ten przymiot.

Często postrzegam siebie jako zbiór działań. Jest to dość prosta analogia. Jeśli ktoś maluje, jest malarzem. Jeśli ktoś rysuje, jest rysownikiem. Jeśli śpiewa, śpiewakiem. Ale zaraz, czy to jest takie proste? Zgrzyta mi to z moją własną życiową zagwozdką – jeśli bloguję, powinnam nazywać się blogerką. A bardzo trudno mi to przychodzi. Jeśli projektuję i pracuję jako architekt wnętrz, powinnam powiedzieć, że jestem architektem.

Chyba boję się szufladkowania i łatek. Konkretne określenie narzuca od razu cały bagaż skojarzeń, uprzedzeń i wymagań. A może to rzeczy są pewnym lustrem nas samych?

14

Co byście wybrali, jako te „Wasze” przedmioty?hania

Jestem zbiorem rzeczy

19 uwag do wpisu “Jestem zbiorem rzeczy

  1. Haniu, w Twoich słowach jak zawsze mogłam odnaleźć część swoich przemyśleń. Tak, bardzo często myślę nad tym, na ile definiują nad rzeczy, a na ile my sami kateogryzujemy przez nie otaczający nas świat. Wydaje mi się, że trudno rozsztrzygnąć jednoznacznie tę kwestię, ponieważ moim zdaniem są przedmioty, które rzeczywiście zrastają się z nami i w pewien sposób stanowią o naszej tożsamości, będąc jej przedłużeniem. Rozważne dobieranie przedmiotów będzie zarazem ilustracją naszej ostrożności i uważności, a podarunki będą wzbogacone cudownym pierwiastkiem wdzięczności.
    Ważne jest także samo pojęcie zbioru – nie chyba ma człowieka, zasługujacego na jedno tylko określenie, dlatego potrzebujemy całej sieci. Stąd wielorakość przedmiotów, obrazujaca naszą wszechstronność, scalająca nas i zarazem chroniąca przed ciemną ciasnotą szufladek ❤

    Tym moim moim rzeczowym kolażem będą z pewnością – notatnik, pełen urzeczeń, ponieważ uwielbiam pochwytywać urzeczenia, plecak pełen owoców, ozdobiony zabawnymi przypinkami i futrzastymi kitkami przypomina mi o moich samotniczych spacerach, kubek z ważką, wypełniony kawą z mlekiem wypełnia każdy poranek aromatem przebudzenia i gotowości do zadań… Długopisy w najrozmaitszych kolorach, ponieważ uwielbiam opisywać tęcze wrażeń i ołówki, pozwalajace na pomyłki swoją miękkością…

    "Herbaciany pijus" – uroczość! ❤

    Polubienie

    1. Bardzo mi to schlebia, że moje wpisy stają się dla Ciebie dobrym początkiem do dalszych przemyśleń – jeśli tak jest, to spełniają się moje blogowe cele. To cudownie mieć te swoje ulubione przedmioty, które ubarwiają nam codzienność, tak zwyczajne w swojej niezwyczajności. Proste przyjemności, takie jak właśnie ten kubek, czy długopis… Ach, abyśmy wciąż potrafili czerpać radość z tych drobnostek – życzę tego Tobie jak i nam wszystkim ❤

      Polubienie

  2. Super klimatyczne te Twoje przedmioty! W ogóle gratuluję fajnego klimatu na blogu, zdjęcia również mnie urzekły ❤ Ja miałabym chyba mały problem ze wskazaniem tego typu przedmiotów, ale myślę, że wśród nich znalazłby się mój Bullet Journall i ulubiony kubek do kawy;)

    Polubienie

    1. Ewo, to bardzo miły komplement na czasy, w których zastanawiam się, czy mam jakikolwiek styl. Nie chcę się ograniczać i wsadzać w jakiekolwiek ramki, a jednocześnie spoko byłoby mieć jakieś „znaki rozpoznawcze” 😀 W końcu nazwa „Day with coffee” zobowiązuje 🙂

      Polubienie

  3. Piękny post! Myślę, że coraz ciężej byłoby mi wybrać zbiór rzeczy, które mnie definiują. Staram się ograniczać swoją materialną przestrzeń i nie otaczać się niepotrzebnymi bibelotami. A jednak…

    zawszę znajdę miejsce dla aparatu, biletu lotniczego, zdjęcia malutkiego chłopca w portfelu, białego kwiatu na biurku i misia z napisem ‚Take me home’.

    Polubienie

    1. Podobnie jak i ja 🙂 Staram się coraz bardziej upraszczać, ale nie wyprę się tego, że niektóre przedmioty po prostu uwielbiam. Ach, ten zestaw tak bardzo Cię opisuje. A to jakiś konkretny bilet lotniczy, czy po prostu najbliższy lot lub ten ostatni? 🙂

      Polubienie

  4. Wiesz natchnęłaś mnie na taki sam post u mnie, aby opisać siebie za pomocą przedmiotów, pierwszy raz, bo jestem człowiekiem, który żyje nie przywiązując się do przedmiotów, taki przyjęłam postanowienie jako minimalista. Kiedyś miałam problem żeby wyrzucić stare skarpetki, bo do wszystkiego się przywiązywałam, ale czułam że mi to ciąży i mnie niszczy. Bez takiego przywiązania do rzeczy martwych lepiej mi się żyje. Ale pomysł tak bardzo mi się spodobał i od razu układają mi się w głowie rzeczy, które mogłyby mnie opisać.

    Polubienie

    1. Cieszę się i z zaciekawieniem przeczytam, jak siebie scharakteryzowałaś 🙂 Ja też od ponad roku coraz bardziej zbliżam się ku upraszczaniu sobie życia, ale minęła mi już faza na nazywanie tego „minimalizmem”, bo tak naprawdę każdy mówiąc „minimalizm”, ma na myśli co innego. Niech więc dla mnie to będzie po prostu upraszczanie sobie życia. I widzę wyraźnie, że tych kilka rzeczy, z którymi naprawdę jestem związana, to te wyjątkowe przedmioty. A to chyba dobrze, w końcu upraszczanie to także otaczanie się tym, co najbardziej kochamy, co sprawia nam przyjemność 🙂

      Polubienie

    1. No jak to, Neufert zły? 😀 Nie wiedziałam, że też jesteś po architekturze 🙂 Piąteczka! A jeśli zdecydujesz się napisać podobny post, to będzie mi bardzo miło go przeczytać 🙂

      Polubienie

  5. Hmm… Ciekawe, że nie mam absolutniei żadnego przywiązania do przedmiotów. Trzymam tylko te, które są dla mnie funkcjonalne, z których korzystam. Tym samym, nie kupuję niczego tylko z tego powodu, że mi się to podoba (bo wiem, że nie będę tego używał). Co miesiąc przetrząsam zakamarki, aby wyrzucić zbędne bambetle, które jakoś, skądś się pojawiły, stąd syn nazywa mnie odkurzaczem. Oprócz mojej kolekcji LEGO i dosłownie paru pamiątek-prezentów, wszelkie inne moje rzeczy muszą posiadać zdecydowaną wartość użytkową. Nie mógłbym się zgodzić z twierdzeniem, że jestem zbiorem rzeczy – te rzeczy się zmieniają, w zależności od sytuacji i okoliczności, ale tym kieruje praktyczność, nie wewnętrzna potrzeba…

    Polubienie

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s