Zniknąć sobie od czasu do czasu

mgla

Od czasu do czasu lubię sobie znikać, wyłączać się, ot tak. Lubię czuć, że tak naprawdę nic nie muszę. No bo czy w końcu naprawdę muszę w tej chwili odpowiedzieć na sms-a? Albo natychmiast odpisać na wiadomość na messengerze, na komentarze i inne sygnały? Później, później. Nie wszystko musi być od razu. Łapię się na tym, że czasem wymagam od innych ciągłej dostępności i momentalnej odpowiedzi, a potem przypominam sobie, że przecież nie wszyscy są wszędzie online. I dobrze.

Pierwsi kurierzy przenoszący informacje pojawili się już w starożytnym Egipcie, w roku 2400 p.n.e. Ważne wiadomości mogły być przekazane dopiero po kilku tygodniach, bo wszystko ograniczało się do prędkości wielbłąda.

Nie muszę też chodzić na nieobowiązkowe zajęcia, które niewiele uczą. Mogę wybierać, kiedy pójdę na wagary i zamiast tego zostanę dłużej w pracy. Nie muszę być nieomylna i bezbłędna, mogę pytać i zadawać mądrzejsze lub głupsze pytania. Mogę pozwalać sobie na wysypianie się i przełączanie budzików albo na pizzę na pół. Nie muszę chcieć ani słuchać czyiś opinii na temat mnie, mojego związku czy moich wyborów. Nie muszę mieć pasjonującego życia ani robić tego, co inni uważają za najlepsze dla mnie.

Ostatnio złapałam się na zakłopotaniu, gdy zostałam zapytana o to, co u mnie słychać. Odpowiada mi ten stan „po staremu”. Stare to dla mnie oswojone i poznane. Zgadzam się na to, aby każdy dzień wyglądał podobnie i czasem zlewał w jedną całość, poprzetykaną promieniami słońca, gdy akurat zdecyduje się wyjrzeć zza chmur, albo czymś, co sprawi, że mocniej zabije mi serce. A więc mogę mieć powtarzalne życie i jest mi z tym całkiem w porządku.

Mogę zajmować się moimi małymi sprawkami. Szczegółami takimi jak obrabianie zdjęć, picie gorącej herbaty i planowanie w kalendarzu.

Zauważam coraz wyraźniej, jakich zachowań i przyzwyczajeń w sobie nie lubię. Mogłabym wypisać ich całą listę, ale zacznę od trzech punktów. Czuję, że małe akcje mają wpływ na długi okres czasu. Przyszło mi to do głowy dzisiaj, gdy przechodziłam przez pasy przed uczelnią, targając ciężkiego laptopa. Pomyślałam, że gdybym nosiła go ze sobą codziennie, to miałabym strasznie krzywy kręgosłup. Ale przecież jest tyle innych rzeczy, które robię (lub nie robię) codziennie. Za późno wstaję. Nie rozciągam się. Nie myję zębów przez trzy minuty.

Suma małych rzeczy. Jest nad czym pracować. I więcej znikać, dla siebie samej.hania

21 uwag do wpisu “Zniknąć sobie od czasu do czasu

  1. Pięknie piszesz, Haniu.
    Hm, u mnie jest zupełnie odwrotnie. Męczy mnie powtarzalność moich dni. Chociaż wiesz, myślę, że nie chodzi tu o powtarzalność, a raczej o same aktywności. Mam poczucie, że marnuję kolejne dni, bo to co robię, nie sprawi, że się rozwinę, że stanę się lepszym człowiekiem. Oby do wakacji.
    A z tym byciem online… kurcze, jak nie odpiszę od razu to zapomnę. Błędne koło :c

    Lubię

  2. Hm, ja się dopiero przekonuję, że mogę nie chodzić na niektóre zajęcia i nic mi się nie stanie. Jakoś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że obowiązkowy student to student z wysoką frekwencją.

    Lubię

  3. Bardzo przyjemnie napisany tekst. Czasami myślimy o wielu rzeczach albo do zrobienia, albo do poprawy, gdy (tutaj masz rację) wystarczy się skupić na dwóch lub trzech – wówczas na innych frontach doznamy automatycznych sukcesów. Coś w rodzaju efektu domina. Wystarczy wyeliminawać z początku jeden dręczący nawyk, aby (nagle!) zauważyć odpadanie innych.

    Lubię

  4. Lubie to i mam podobnie. Mam swoje nawyki i je lubię, nie oceniam innych i nie chcę by inni to robili. Żyje i daje żyć innym. Ot tak po prostu. Nie chce być fit, zajęta babką, bizneswoman, poukładaną, całkiem inną niż jestem. Wolę być sobą roztargnioną, zapominającą, nieuporządkowaną i niezrównoważoną czasem. Gdy bedę chciała coś poprawić, stanie się to w swoim czasie, z pewnością nie wtedy kiedy „trzeba” 🙂
    Też lubię znikać i robić wszystko w swoim tempie.

    Lubię

  5. też uwielbiam pieńki – stoliki:)

    Takie znikanie dla samej siebie praktykuję właściwie od lat (obejmuje ono tylko obecność B.)
    Kiedyś nie mogłam usiedzieć w domu i bez przerwy gdzieś ‚latałam’ z paczką znajomych. Teraz nasze małe rytuały, wspólne posiłki, nieustanne wygłupy, książki, seriale, filmy czy spacery z psem to dla mnie prawdziwe szczęście, które przyjemnie tylko coraz urozmaicić wypadami ze znajomymi.

    Liked by 1 osoba

  6. Dziękuję! Dziękuję za umocnienie w przekonaniu, że nie ma nic złego w życiu swoim małym życiem. Koniec z wiecznym zastanawianiem się „a co, jeśli nie jest dość dobre, dość wielkie”? „A co, jeśli robię wszystko na opak”? To nie tak, że nie warto nic zmieniać. Nie warto natomiast zmieniać niczego, czego motywacją jest niechęć (a nawet nienawiść?) do tego, co własne i stare. Dziękuję!

    Lubię

      • Są wartościowe, bo mówią o wartości w sposób, który niczego niczemu nie odbiera. Za dużo jest pewności i buty w wydawaniu opinii (również u mnie) dlatego tak cenię ludzi, którzy mówią „czuję” zamiast „wiem”. I to jest czymś tak o(d)żywczym, że nie mogę milczeć. ❤

        Liked by 1 osoba

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s