Pożegnać się z „kiedyś”

Friyay__.jpg

Wstyd mi to przyznać, ale raz na jakiś czas staję się prawdziwą królewną marudą. Kumulacja tej kreacji najczęściej przypada na miesiąc poniedziałków, który tym razem zaczął się z wyprzedzeniem. Przypominam sobie o tamtym wpisie i mam wrażenie, jakby to było ledwo co.

Ledwo co zaczynałam I semestr studiów magisterskich, a tu coraz mocniej czuję na własnej skórze, jak wszystko kumuluje się na koniec – jak zawsze. Ledwo co poznawałam nowe-stare przedmioty i starałam się dopasować wszystko w grafik w pracy – czy raczej pracę do grafiku zajęć, a tutaj już mam wybierać promotora pracy magisterskiej. Nie wspominam już o tym, że wciąż nie odebrałam mojego dyplomu inżynierskiego.

Przyznam, że lubię studiować i lubię moje studia. Gdy odejmę wszystkie nieciekawe zajęcia, na których zazwyczaj zasypiam, to jest naprawdę w porządku. Łapię się jednak na odliczaniu dni do końca semestru, bo ile i studiowanie, i pracowanie jest super, to jednak na dłuższą metę to połączenie jest wycieńczające. Cały semestr przemknął mi przed oczyma i wiem, że nie daję z siebie 100%. Daję w sam raz, tak, żeby wystarczyło. Przykro mi, ale nie mam siły.

Znajduję w sobie mnóstwo sprzeczności. Czytam książki o produktywności i o start-upach, o kreatywności i projektowaniu, a nie mogę się zmusić do najprostszych zadań. Odsuwam w czasie pisanie, kreślenie i wszystko to, co wymaga łapania byka za rogi. Przenikam przez kolejne dni, stale wpatrzona w ekrany, za wyjątkiem chwil, w których jadę na zajęcia, albo coś na nich konkretnego robię. Zadziwiam się, jak bardzo nasycona jest zieleń na drzewach. Na szczęście zakwitły już bzy, brakowało mi ich zapachu. Wyławiam je wzrokiem i nosem z całej tej zieloności. Cieszę się nimi, póki nie zostaną pozrywane przez przechodniów w parczku, przez który codziennie przechodzę.

Łapię się na tym, że „wypadałoby coś napisać na bloga”, a obawiam się, że nic konkretnego nie wklepię do komputera. Dziwię się sobie, że puszczają we mnie kolejne ograniczenia i wybieram rzeczy, które wcześniej wydawały mi się dla mnie nieodpowiednie. Łapię się na dążeniu do mitycznego „kiedyś”, układania sobie w głowie różnych scenariuszy, co będzie w bliższej lub dalszej przyszłości.

Kiedyś będę malować się na co dzień. Kiedyś będę poświęcać tę dodatkową minutę, żeby musnąć policzki brązerem. Kiedyś kupię sobie porządne cienie do oczu, które nie znikają po pół godzinie od nałożenia ich. Kiedyś będę mieć idealną, bawełnianą spódnicę na lato, w której będę czuć się jak bogini. Kiedyś odważę się kupić sobie kombinezon z odsłoniętymi plecami. Kiedyś znów będę ćwiczyć i mieć lepszą kondycję. Ale i… Kiedyś będę się wysypiać i wcześniej chodzić spać. Budzić wyspana o 6:30, a nie tak jak teraz, jak ledwo schodzę z łóżka.

No więc niech nie będzie już kiedyś. Niech będzie teraz. Nieźle mi idzie wyciąganie tego wszystkiego z tej otchłani nieokreślonej przyszłości i wciskania w codzienność. I oby było tak jeszcze lepiej. Gdy ktoś mówi mi o jakimś wydarzeniu, które będzie za kilka miesięcy, to śmieję się, że nie mam pojęcia co będzie w następnym tygodniu, a co dopiero za miesiąc, dwa, czy pół roku. I dodaję, że do tego czasu mogę umrzeć. Może być i tak, prawda?

To taki maj, w którym nawet przyjemnie słucha mi się nowej piosenki Miley Cyrus. Może dlatego, że jest w niej jakaś tęsknota za wiatrem, wodą, piaskiem i długimi włóczęgami. Oby do 20-tego czerwca. Nie mam już ochoty na kawę z mlekiem. Czarna jak niebo w bezksiężycowe noce jest w sam raz.

Trzymajcie się. Nie odkładajmy już na kiedyś.

hania

17 uwag do wpisu “Pożegnać się z „kiedyś”

  1. Nowej piosenki Miley nie lubię, ale ten tekst uwielbiam. Boże, Hania.. nie mogę wyjść z zaskoczenia że przyłapałaś mnie na czymś z czego sama nawet nie zdawałam sobie sprawy. Cholerne „kiedyś”, które istnieje tylko na papierze i w moich marzeniach o mitycznym jutrze kiedy bede juz mieć „więcej” czasu.
    Damn!
    PS. Idź kup ten cień do powiek 😉

    Lubię to

    • Nie planowałam nikogo na niczym przyłapywać, ale jeśli wyniosłaś coś dla siebie, to bardzo, bardzo się cieszę!
      Kupiłam! Zaszalałam i jestem mega z tego powodu zadowolona 🙈 Zoeva Cocoa Blend – coś czuję, że to nie będzie ostatnia paletka z tej serii, bo jest naprawdę cudowna 🎀

      Polubione przez 1 osoba

  2. Też tak miewam. 😀 Życzę, żeby „kiedyś się wyśpię” zmieniło się na „budzę się wyspana”. Bo zakup kombinezonu można odłożyć w czasie ewentualnie, ale dbania o siebie lepiej nie odkładać 😛

    Lubię to

  3. Życie z dnia na dzień na swoje plusy, minusy i powtarzam to każdemu, po co mam się martwić czymś, co nadejdzie dopiero za miesiąc, dwa, trzy? i kiedy tak sobie żyję w swojej bańce, jest mi dobrze. trochę gorzej, gdy zaczynam myśleć, że faktycznie nie mam żadnego planu na „Po”: po studiach, po wakacjach… ale chyba w końcu wszystko się ułoży tak jak ma być, prawda?:)

    Lubię to

    • Musi i na pewno się ułoży! Czytam teraz fajną książkę „Getting things done” i autor mocno zaznacza, że przejmowanie się rzeczami – i myślenie o nich – kiedy nad nimi nie pracujemy jest straszną stratą czasu i energii. Mała rzecz, ale uświadomiła mi, jak wiele moich rozmyślań krąży wokół tego, co powinnam zrobić teraz, co później, i ogólnie ciągle praca, praca… Według autora jest to także główny powód, dla którego nie jesteśmy „tu i teraz”. Jestem dopiero na początku, ale już wiem, że polecam 👌

      Lubię to

  4. Mój maj był podobnie rozwarstwiony, praca magisterska, drugi kierunek, do tego wszystkiego praktyki. Doskonale znam te wszystkie „kiedysie”, nie mam tylko jeszcze siły, żeby powiedzieć im „teraz”. Obecnie nie mam siły na nic, a w dodatku zmokłam okropnie, a 3 minuty po przekroczeniu progu przestało padać. 😦 Może i powinnam zrobić coś odwrotnego, ale pomarudziłam sobie z Tobą.

    Lubię to

    • Dobrze jest od czasu do czasu sobie pomarudzić – chociaż mi chyba zdarza się to nazbyt często i moi bliscy mogą to potwierdzić xD Faktycznie masz mocno pracowity maj, ale widać jakieś rozchmurzenie na horyzoncie? Kiedy oddajesz pracę? I ile będą trwać praktyki? 🙂

      Lubię to

  5. Jak ja się cieszę że to napisałaś! Że też nie masz czasem zapału, że myślisz o czymś „ka kiedyś” a nie „na teraz” – jak choćby te cienie czy spódnica…. bo ja Cię widzę jako taką dobrze zorganizowaną i szczęśliwą w studiach i pracy i to jest jakies takie…. pocieszające(?) ze czasem Ty tez się zmuszasz zeby coś wyklikać na studia.

    Lubię to

    • Dziękuję, to bardzo miłe – chciałabym być o wiele lepiej zorganizowana, tak naprawdę dużo czasu spędzam na marnowaniu go – oglądaniu głupot w Internecie, bezmyślnym przewijaniu mediów społecznościowych. Jestem szczęśliwa – staram się być – ale zdecydowanie wciąż brakuje mi stanowczości w tym, że kiedy odpoczywam, to odpoczywam, a kiedy pracuję, to pracuję na maksa. Ale dążę do poprawy!

      Lubię to

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s