Instrukcja obsługi siebie

Jakiś czas temu natrafiłam na grafikę, która opisywała różne rodzaje języków miłości w stosunku do siebie. Kategoria dotyku obejmowała na przykład miękki kocyk, dni spa, czy aktywność fizyczną – rzeczy, które sprawiają, że nasze ciało czuje się dobrze. Druga kategoria obejmowała organizowanie rzeczy dla siebie takich jak terapia, porządki, spotkania. Następna łączyła się z otrzymywaniem prezentów, drobiazgów i nie tylko, ale też inwestowanie w siebie. Czwarty język miłości to wartościowy czas, czyli spędzanie czasu samemu, rozwijając własne hobby i robiąc rzeczy, które się lubi – na przykład zabieranie siebie na randki. Ostatni język miłości, który także odnosi się do samego siebie, to słowa – pisanie pamiętników, motywowanie się. Wprawdzie byłam już wcześniej zaznajomiona z tą teorią, ale nie wpadłam na to, aby zastosować ją do siebie, a przecież troska o siebie samą jest jedną z najważniejszych zadań, jakie stoi przed nami każdego dnia. Warte do przemyślenia.

Potrzebowałam trochę czasu, żeby się nauczyć, że muszę dać sobie pomóc – na prostym przykładzie fizjoterapii. Odsuwałam na bok myśl, że powinnam się udać do specjalisty i codziennie budziłam się z bólem biodra. Możliwe, że po przekroczeniu 25 roku życia powoli zaczęłam się sypać 😉 Coraz częściej śmieję się, że jestem emerytem – najchętniej spędzam czas wolny oglądając serial, pijąc herbatę i ogrzewając się wełnianym swetrem.

Ważne są dla mnie rzeczy, które sprawiają, że czuję się lepiej sama ze sobą i łapię dystans do świata. Staram się wybierać to, co jest dla mnie wartościowe lub sprawia mi przyjemność. Dążę do otaczania się tylko tym, co jest dla mnie ważne – nie tylko w kontekście przedmiotów, ale i relacji. Staram się zadawać sobie pytanie, czy dana rzecz jest mi potrzebna, a jeśli tak, to do czego. Wciąż uczę się tego, żeby nie wymagać od siebie zbyt wiele, Mam duży problem z zarządzaniem stresem – mimo, że obiektywnie w moim życiu nie dzieje się nic alarmującego, ja niepotrzebnie przeżywam sytuacje i zachowania innych ludzi.

Jest parę takich rzeczy, które porządkują mi codzienność. Budowanie dobrych nawyków, powoli, spokojnie, nie od razu całej listy punktów do spełnienia, ciągłe korzystanie z kalendarza i wpisywanie tego, co zaprząta mi głowę na listy w Trello.

Można łatwo narzucić sobie zbyt wiele celów na raz – wysypianie się i zadbanie o higienę snu, mniej czasu przy smartfonie i komputerze, więcej czytania książek, ćwiczenie, spacery, do tego zdrowe odżywianie, najlepiej jeszcze zwracanie uwagę na to, żeby produkować mniej śmieci, do tego produktywna praca, częste spotykanie się z bliskimi i jeszcze dbanie o swój wygląd. Przypominam sobie, że trzeba zaczynać pomału, i powoli zmieniać chociaż niewielkie z pozoru rzeczy, bo nie da się od razu być najbardziej zorganizowaną wersją siebie. Dlatego małe rzeczy, które się u mnie sprawdzają, to między innymi:

  • „od-obserwowanie” relacji na Instagramie ludzi, których nie znam osobiście lub tych, które mnie nie interesują (wystarczy kliknąć na kółeczko i wyłączyć powiadomienia o relacji), regularne przeglądy subskrypcji na YouTube i zablokowane tablica z postami na FB – od jakiegoś czasu mam wrażenie, że znajomi coraz mniej postują, a większość tablicy to reklamy – dlatego przerzuciłam się na różne grupy – o pielęgnacji, o zero waste, o roślinach, grupę projektu 365 dni w spódnicy, o wnętrzach…
  • monitorowanie czasu spędzonego na smartfonie przez aplikację zliczającą czas poświęcony na konkretne aplikacje – wychodzą z tego ciekawe dane, np. godzina na Instagramie dziennie – na pewno można ten czas spożytkować w lepszy sposób,
  • czytanie książek – zauważyłam, że coraz trudniej mi się skupić na czytaniu, dlatego w miarę możliwości staram się czytać chociaż pół godziny dziennie – tym sposobem od początku roku przeczytałam już parę książek, a że lista książek, którą mam do przeczytania, wciąż jest długa, skutecznie hamuje mnie to przed promocjami w księgarniach 😉
  • małe wieczorne przyjemności – świeczki, malowanie paznokci, nakładanie serum, a do tego jedna z herbat z szafki z zapasami – ostatnio najbardziej smakuje mi czarna i zielona,
  • pamięć, żeby nie być wobec siebie zbyt surową, dać sobie miejsce i czas na błędy i uczenie się,
  • jeśli coś można zrobić w mniej niż 2 minuty, staram się to robić od razu – zaległy przelew, sprzątnięcie biurka, podlanie kwiatów.

Idąc tym tropem i rozważaniami o tym, co warto robić, żebym czuła się dobrze, zorientowałam się, że są takie trzy główne kategorie, które są dla mnie ważne. Pierwsza to zdrowie, obejmująca regularne przyjmowanie leków i odpowiednich suplementów, planowanie posiłków i regularne zakupy, które pozwolą uniknąć sytuacji, że jestem głodna, a nie ma nic zdrowego do jedzenia, gotowanie, picie wody, pielęgnacja skóry (maski na włosy, kremy na delikatną skórę rąk), uczęszczanie na wodny aerobik (jedna z rzeczy, z których jestem szczególnie zadowolona!), fizjoterapia, spacery i higiena snu – czytanie książki przed snem, ograniczenie czasu przy ekranie, spanie co najmniej 7,5 godziny. Drugą kategorią zadań, która pozwala mi czuć się lepiej na co dzień są tzw. „podstawy ogaru”, czyli bazowy makijaż, który sprawia, że rano jestem bardziej gotowa do działania, zadbane paznokcie (przyznam, że bardzo lubię je malować, od razu czuję się bardziej ogarnięta), prasowanie ubrań i planowanie, co założę, sprzątanie na bieżąco, pielęgnacja roślin i pielęgnacja twarzy rano i przed snem.

Ostatnią kategorią jest rozwój i hobby i tutaj mam wciąż sporo do zrobienia, bo na przykład bardzo odpuściłam robienie zdjęć (a przecież sprawia mi to tyle radości!), ale też kawy i spotkania z bliskimi, filmy, seriale i książki, ale także blogowanie (bardzo sporadyczne, ale jednak!) i kilka obszarów moich tegorocznych zainteresowań – tzw. project panning, czyli idea zużywania kosmetyków kolorowych tych, które posiadamy, zamiast kupowania kolejnych, garderoba kapsułowa i poszukiwanie własnego stylu jak i ograniczenie kupowania ubrań (ostatnio skusiłam się na parę nowych ubrań, wprawdzie nie z sieciówki, ale polskiej marki, więc tzw. mniejsze zło, ale wszystkie muszę zwrócić, więc to chyba znak od losu) oraz ograniczenie produkcji śmieci.

Nauczyć się instrukcji obsługi siebie i odzyskać władzę nad swoim ciałem. To najważniejszy plan na najbliższy czas. I dużo spokoju, danie sobie miejsca na oddech. A Wy? Wiecie już, jaka jest Wasza instrukcja obsługi?

Porozmawiajmy! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s