Architektura wnętrz to dobieranie poduszek?

3

Przez dwa miesiące pracy w architekturze wnętrz zdążyłam się dowiedzieć kilku istotnych, zmieniających moje myślenie spraw. „Architektura wnętrz to tylko jakieś dobieranie poduszek”, możesz pomyśleć, ale to nieprawda. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo sama kiedyś podobnie uważałam.

Udało mi się przeżyć największy szok, gdy omawiałam ze stolarzem projekt. Stolarz, o wiele starszy ode mnie i z bagażem doświadczeń, świetny fachowiec, pytał się mnie, czy wolę, żeby coś było zrobione tak, czy w inny sposób. Dopytywał, który materiał bardziej mi się podoba. Było mi bardzo miło, że nie jestem traktowana jak żółtodziób, ale pierwszej rozmowy trochę się obawiałam. Dobrze, że zawsze można szczerze powiedzieć „a co Pan by polecił?”, uśmiechając się od ucha do ucha.

Zrozumienie potrzeb klienta jest kluczową sprawą, tak samo jak i ergonomia. Co z tego, że do maleńkiej kuchni da się wcisnąć szafkę o szerokości 60 cm i włożyć do niej zmywarkę, skoro nie da się jej otworzyć? Albo co z tego, że można zamontować szafkę, skoro jest zbyt wysoko, żeby dało się ją otworzyć?

Żyjemy w czasach prawdziwego luksusu i różnorodności, wielkiego bogactwa różnych materiałów. Ostatnio głaskałam próbnik z welurowymi tapetami. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy zetknęłam się z płytkami do łazienki, które mają 60 na 60 cm. To nie jest rozmiar, który kojarzę z domów, w których bywałam. Cóż, może bywałam w złych domach 😉 Wracając – na rynku dostępne jest takie bogactwo kolorów, materiałów, dekoracji… Można z tego wyczarować naprawdę wszystko i osiągnąć różne efekty.

Optymalizacja to klucz do sukcesu. Często plany są cudowne, a w praktyce trzeba ciąć koszty. Wtedy dochodzi do podejmowania decyzji wraz z klientem, co jest najważniejsze, a z czego można zrezygnować. Gdyby nie architekt, to można byłoby łatwo zatracić przewodnią ideę. Bywa, że wystarczy przemycić parę elementów i już nastrój wnętrza jest zupełnie inny.

To zawód wymagający wrażliwości. W jednej z realizacji, wewnątrz modernistycznej kamienicy trzeba położyć podłogę łatwozmywalną. Wybrałyśmy winylowe panele. Poprzedni właściciele przykleili na drewniany, oryginalny parkiet z lat 40. kilka warstw wykładziny tak, że drewno zostało całkowicie zniszczone. W jednym z pomieszczeń odkryto oryginalną mozaikę. Wykonawcy chcieli ją zalać betonową wylewką, żeby położyć panele. Dzięki szybkiej interwencji plan został zmieniony i ta część, która nie jest zniszczona, będzie widoczna. Robotnicy pukali się w głowę.

1

Pomysły najlepiej się generuje w co najmniej dwie osoby. Przekonałam się, o ile kreatywniejsza i efektywniejsza jest praca w duecie. O wiele łatwiej działać poprzez wspólne dyskusje, szukanie rozwiązań czy nowości, niż samemu. Często możemy się tak zapatrzeć na jakąś ścieżkę, że nie widzimy lepszych alternatyw.

Ale co z tymi poduszkami? No więc sprawa nie jest taka prosta. Architekt wnętrz musi na przykład zaprojektować, jak będą przebiegać instalacje, czy jak będzie włączane światło. Wiele mebli robi się na wymiar – je także trzeba wymyślić, dopasować i narysować. To wbrew pozorom nie jest takie proste, no, chyba, że mówimy o półce przykręcanej do ściany. A dobieranie poduszek to home staging, albo po prostu dekorowanie wnętrz.

Dowiedziałam się też jednego… Podoba mi się tak strasznie dużo różnych rzeczy. Beton. Ale i drewno. Szarości. I kolory. Ciemne, jasne przedmioty. Kwiaty, geometria, ale i szare ściany. Kolorowe rury.

Nie chcę zadzierać nosa, ale przekonałam się, że ludzi też trzeba naprowadzać. Często sami nie wiedzą, co im się podoba, albo tylko coś im się wydaje. Na przykład zdaje im się, że idealny pokój dla czteroletniej córki to taki zrobiony na różowo i z prowansalskimi meblami. A więc, niekoniecznie. Nie warto uszczęśliwiać na siłę. W ręku projektanta leży też pokazanie klientom, co jest piękne, a co niekoniecznie. Pokazanie, że połączenie łupka na ścianie, drewna na szafkach, marmuru na kominku i jeszcze innego kamienia to zły pomysł. Edukacja estetyczna.

2

Oprócz tego dowiedziałam się, że nie jest tak źle, jeśli chodzi o dbanie o rośliny – zasuszona odżyła i wypuściła nowe pąki, a druga – nowa monstera – pięknie rośnie. Umiem też robić już kawę z frenchpressa, a moje tablice na Pintereście kwitną. Nauczyłam się nowego programu, podejścia do klienta, spojrzałam zupełnie inaczej na mój projekt dyplomowy. Zaczerpnęłam paru pomysłów, by go ulepszyć. Tak jest teraz, po paru miesiącach. Mam nadzieję, że będzie mi dane napisać więcej na ten temat za jakiś czas 🙂

A Wy jakie macie zdanie na temat architektury wnętrz? Zatrudnilibyście architekta do wykończenia Waszego mieszkania, czy domu?

hania

Wiem więcej o sobie

Processed with VSCO with a4 preset

Oddalając się od pisania traci się lekkość i łatwość składania zdań. Czuję to właśnie teraz. I czuję brak porządnych zdjęć.

Czuję, że wystarczająco sporo pisałam już o tym na blogu, ale wciąż mi mało. Wydawało mi się, że to niesprawiedliwe, że muszę się tak szybko określać, z czym będę wiązać przyszłość.

Ostatnio mój siedmioletni brat wyglądał na zasmuconego. Gdy spytałam, o co chodzi, powiedział: „No bo ja nie wiem, co robić. Chciałbym budować napędy kosmiczne i chcę też robić makiety i być architektem. Albo piłkarzem i trenerem. Nie wiem, co wybrać.” Uśmiechnęłam się i poklepałam go po ramieniu, mówiąc, że ma jeszcze dużo czasu, a jednocześnie będąc załamaną, że sama też nie jestem pewna. A przecież pisałam, że można nie być pewnym.

Czy naprawdę tak jest, że trzeba się wcześnie decydować? Przecież można zmienić zdanie. Po kilkunastu latach pracy w jednej branży wybrać inną.

Półtora roku temu pisząc słodko-kwaśny tekst o studiowaniu architektury pominęłam plusy. Czy to znaczy, że ich nie ma? Mamy tendencję do widzenia negatywów i narzekania. Dlaczego zatem warto studiować architekturę?

Po pierwsze, można poznać mnóstwo ludzi, którzy myślą podobnie jak Ty. Macie pewien wspólny fundament, który Was łączy i w niektórych sprawach rozumiecie się bez słów. Nie wiadomo, kto pójdzie w jaką drogę po studiach, a znajomości zostają na zawsze. Może ktoś zostanie znanym fotografem, albo grafikiem? A może będzie robił coś zupełnie nowego? Jestem bardzo ciekawa.

Po drugie, architektura to dobra podstawa dla innych gałęzi. Łatwo odbić w coś pokrewnego. Jakieś pół roku temu, byłam przekonana, że będę się zajmować grafiką, brandingiem. Bardzo mnie to interesowało. Teraz pracuję jako asystentka architektki wnętrz i czuję, że to jest to. Bardzo cieszą mnie moje samodzielne zadania i z dumą mogę powiedzieć, że świetnie coś wymyśliłam. Co będzie dalej? Zobaczymy.

Po trzecie, poczujesz, jak ważni są ludzie. Przynajmniej ja tak poczułam. Myśląc o tworzeniu, projektowaniu czegokolwiek podstawą zawsze jest dla mnie człowiek. Chcę tworzyć dla ludzi, być blisko nich, ich potrzeb i marzeń. Projektując im piękno, można uczyć ich estetyki i zmieniać ich życie na piękniejsze. Najbardziej zainspirowały mnie tematy związane z psychologią architektury, socjologią przestrzeni, wszelkie wykłady o przekształceniach miast. Podstawą wszystkiego jest ludzie, chociaż często tego brakuje. Widać to chociażby w tym, kto jest uprzywilejowany w poruszaniu się po mieście.

Czułam, że architektura to jest coś „po środku” i nie za bardzo wiedziałam, jaka skala najbardziej mnie pociąga. Czy ta urbanistyczna, czy właśnie przedmioty, wnętrza. Niedawno byłam w połowie moich studiów. Teraz już nie jestem taka pewna, czy chcę iść na II stopień na to samo. Wszystko jest płynne. Życie nie jest liniowe, zawsze można wszystko zmienić. Czasem potrzeba do tego tylko więcej odwagi.

Przez długi czas, myśląc o mojej przyszłości zadowalałam się odpowiedzią, że chcę coś tworzyć. Niedawno przyszło olśnienie, że to nie jest żadna odpowiedź. Tworzyć dla ludzi. To już trochę lepiej.

Processed with VSCO with a4 preset

Ostatnio było we mnie trochę zgorzknienia. Byłam na Gdynia Design Days, ale nic mnie nie zwaliło z nóg. Wystawy mi się podobały, ale chyba miałam zbyt wysokie oczekiwania. Poczułam, że branża designu jest mocno rozdmuchana i nie wiem, czy chcę się z nią identyfikować.

Wiem więcej o sobie. Nie widzę siebie w dużym biurze z mnóstwem pracowników. Nie chcę pracy w stresie, nie zależy mi na realizowaniu wielkich inwestycji. Chciałabym czegoś małego. Spokoju na co dzień, możliwości spełniania marzeń. Odpoczynku. Dostrzegania codzienności.

To tyle na dzisiaj. Trzymajcie się.hania

Migawki z Krakowa

P1200442

Uff, nareszcie mogę usiąść i zacząć spisywać wrażenia z mojego samotnego wyjazdu. Minęło sporo czasu od ostatniego wpisu, wiem. Kiedy jednak jest dużo spraw na głowie i chce się być tak prawdziwie, prawdziwie offline to dobrze odpuścić. Czy u Was też już pada śnieg? Wczoraj, wracając z uczelni widziałam go po raz pierwszy. W świetle latarni wyglądał jak sypiący się z nieba brokat, cudo! Chociaż nie lubię zimna, zawsze cieszy mnie pierwszy śnieg. Mając 22 lata na karku, wciąż wyskakuję z łóżka jak oparzona, gdy widzę oszroniony dach. Dobrze jest mieć w sobie jeszcze trochę dziecka. Czytaj dalej „Migawki z Krakowa”

Jak charakter wpływa na wnętrze?

pobrany plik

Od jakiegoś czasu chcę napisać wpis o tym, jak nasz charakter wpływa na to, jak wygląda nasza przestrzeń do życia – mieszkanie. Głowię się i głowię nad tym tematem, a wciąż brakuje mi danych, nawet Internet nie jest w tej materii szczególnie łaskawy. A może wcale nie da się tego stwierdzić? Czasem zaczynam się nad czymś zastanawiać, próbuję łączyć kropki, szukać połączeń, ale nie idzie łatwo. Za to to świetna intelektualna rozrywka 🙂 Podzielę się z Wami dzisiaj tym, co udało mi się ustalić. Czytaj dalej „Jak charakter wpływa na wnętrze?”