Autoportret – notatka #2

p1260989_ed

Jest idealna pora dnia, czyli wieczór. To właśnie wtedy czuję się najlepiej. Zawijam się w ciepłą bluzę, zalewam dwa kubki herbaty, żeby nie musieć kursować do kuchni, podłączam do prądu lampki okalające okno i chcę pisać. Minął rok od napisania blogowego autoportretu, bardzo spodobała mi się ta forma i chciałabym ją powtórzyć. Niedawno podsumowywałam zeszły rok, ale czy podsumowałam w nim to, jaka jestem?

Mam parę blizn i zmarszczek więcej, niż rok temu, mimo, że dbam o moją twarz częściej, niż wcześniej. Cały czas jednak daleko mi od kosmetykomaniactwa i długich, złożonych pielęgnacji. Tak się cieszę, że nie mam już grzywki i dziękuję za to każdego dnia, kiedy nie muszę się zastanawiać, czy grzywka jest jeszcze w porządku. Znów zapuszczam włosy, można je spokojnie zapleść w warkocz, a nawet dwa dobierane.

Odnajduję sporo sensu w pracy. Działanie nadaje mojemu życiu sens i sprawia, że chcę wstawać. Pracuję i jestem szczęśliwa. Przez to studia nabierają zupełnie innej perspektywy. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że zajmuję się tym, o czym kiedyś myślałam, jako dziecko. Wtedy mówiłam sobie, że na pewno nigdy mi się to nie uda i że nie mam szans. Dobrze, że moja klątwa nie była zbyt skuteczna.

Jako osoba, która często ma słomiany zapał, jestem zdziwiona, że bloguję już prawie dwa lata. Jak to możliwe? Dzięki temu wydarzyło się mnóstwo dobrych rzeczy. Zaskakuje mnie też każdego dnia, jak wiele połączeń w moim życiu zdarzyło się przez Internet. Czy to nowe znajomości, czy prywatna wiadomość. Lubię tę społeczność. Czeka cicho w ekranie komputera i telefonu, a gdy tylko mam ochotę, mogę wejść z nią w interakcję.

Podoba mi się dużo rzeczy, często zupełnie różnych. Sama się sobie dziwię, bo rzadko widzę coś, co mi się nie podoba. Może po prostu oglądam ładne rzeczy. Podoba mi się wzornictwo PRL-u, lubię kolory i różnorodność. Zaskakują mnie nieoczywiste połączenia kolorystyczne, a jednocześnie sama najbardziej lubię ubierać się na szaro i granatowo. Wydaje mi się, że nie mam swojego stylu, ale powoli i konsekwentnie dobieram i wybieram rzeczy z szafy, które są strzałami w dziesiątkę. Często noszę spódnice. Czuję się w nich pewniej i ładniej. Większość tych, które mam, są mini, chociaż teraz chętniej zakładam te dłuższe niż przed kolano. Wciąż szukam idealnej spódnicy.

Gdy wypiłam w kawiarni Tłok świeżo mieloną kawę parzoną w chemeksie, już nic nie będzie takie samo. Nie spodziewałam się, że polubię sypaną kawę, która kiedyś kojarzyła mi się tylko z wakacjami z dziadkami na działce, babcią w dużych słonecznych okularach i musztardówką z fusami. Fusy zawsze stawały się ciastem czekoladowym albo innymi zabawowymi daniami. Zielona herbata jest zupełnie w porządku, nawet ta bez żadnych dodatków. Jest bardzo uniwersalnym prezentem, z którego zawsze się ucieszę.

p1260995_ed

Jestem pozytywnie zaskoczona, bo mój antytalent do roślin nie jest aż tak pewny, jak mi się wydawało. Wskrzesiłam anturium w pracy. Udało mi się nie ususzyć roślin i zrobić sobie „zieloną półeczkę” nad biurkiem. Przez jakiś czas w życiu odkładałam niektóre sprawy, nawet tak błahe, na „inne lepsze jutro”. Pewnego dnia postanowiłam, że to jutro może być dziś. Nie ma na co czekać. Po kilku latach od niewygodnego siedzenia przy biurku zmobilizowałam się i wraz z pomocą taty rozkręciłam dwie złączone ze sobą szafki podblatowe i z jednej zrobiłam sobie toaletkę z lakierowanym drewnianym blatem. Przeżyłam przelotny romans z minimalizmem tak, żeby dojść do tego, by trochę „wziąć z tego” dla siebie, ale nie iść w nic ślepo.

Jednocześnie uczę się cierpliwości do wszystkiego. Bawią mnie celne riposty młodszego rodzeństwa i czas spędzony na rozmowach z sześć lat młodszą siostrą.

Nie pamiętam, kiedy ostatnio wywołałam zdjęcia, chyba wtedy, kiedy jeszcze robiłam je aparatem analogowym. Na Święta dostałam ramkę i pierwszy raz od długiego czasu trzymałam w rękach moje zdjęcia, które były takie namacalne, prawdziwe. Rozważam drukowanie co roku kilku zdjęć i robienie z nich albumu. Czuję, że robienie zdjęć to jedna z tych rzeczy, które sprawiają mi najwięcej przyjemności.

Kolejne odkrycie roku – kolorowanki nie są jednak takie naiwne.

Jestem bardziej zorganizowana niż kiedyś, ale wciąż chyba za dużo czasu poświęcam na planowanie, a zbyt mało na działanie. Lubię wpisywać wszystko do planera i skreślać wykonane zadania. Cieszy mnie zakreślanie na kolorowo i przyklejanie naklejek. Jednocześnie wciąż zbyt mało piszę i rysuję.

Mimo, że mam 23 lata, śpię z pomarańczową maskotką Pusheena, którą dostałam w prezencie od ekipy, z którą organizowałam projekt na uczelni, Inżynierskie Targi Pracy.

Lubię pić ze słoików i czekam, aż wyrośnie mi awokado z pestki.

Kiedyś kremy wydawały mi się rzeczą dla starych ludzi. Teraz nie wyobrażam sobie bez nich funkcjonowania, szczególnie zimą, przy wysuszonej buzi i popękanych od zimna rękach.

Coraz bardziej przemawia do mnie to, jak wartościowy jest czas spędzony poza komputerem. Przekonałam się za Austinem Kleonem, że komputer nie jest dobry do tworzenia pomysłów, nadaje się tylko do edytowania ich. Najlepiej odpoczywam z dala od ekranu i dziękują mi za to oczy. Czas wrócić do korzeni, do analogowych przyjemności. Ciekawe, czy zmieniła mi się wada wzroku. Wciąż się nie maluję, chyba że od czasu do czasu podkreślę brwi albo użyję ciemniejszej kredki do ust.

Robienie sobie zdjęć wcale nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać.

Marzę o tym, żeby już zapuścić korzenie w moim własnym miejscu. Mieć mój bałagan i porządek, jasne ściany i drewno. Książki, gruby dywan i wygodny fotel. Na razie musi mi wystarczyć mały kącik.

Patrzę z nadzieją w przyszłość, w nowe wyzwania, pomysły i rzeczy.

Taka jestem dzisiaj, 26 stycznia 2017 roku.

p1270002_ed

hania