Deadline na życie

p1270053

Jakiś czas temu, na jednym ze spotkań BEST-u, organizacji studenckiej, do której należę, pojawiło się streszczenie pewnej prezentacji z TED-a na temat prokrastynacji. Nie mam żadnej misji motywowania czy mobilizowania do nieodkładania spraw na ostatnią chwilę, ale z tamtego dnia zapamiętałam jedną rzecz.

W naszym życiu można wyodrębnić dwa rodzaje zadań: te, które mają narzucony termin realizacji i te, które go nie mają. Kiedy zaczęłam pisać ten wpis, byłam jeszcze na fali natchnienia do robienia różnych rzeczy. Teraz, gdy wracam do tego szkicu, czuję się wręcz odwrotnie. Mam przeczucie zmarnowanego popołudnia i wieczoru, w którym nie wydarzyło się nic szczególnego, oprócz obejrzenia krótkiego dokumentu o japońskich mieszkaniach. Na pewno znacie to uczucie, gdy jest już czas, żeby kłaść się spać, a potem orientujecie się, że przecież nic nie zrobiliście. I znów wracają do mnie te myśli, że tak nie może być, że trzeba wciąż działać, robić nowe rzeczy, skreślać marzenia z listy. Byłabym tragicznym motywatorem.

Czasem nadchodzi odwlekanie spraw w nieskończoność, dni, które nie wyglądają dobrze w kalendarzu. Przepisywanie zagadnień z tygodnia na tydzień. A jednocześnie jestem w szoku, jak przyspiesza czas.

Sęk w tym, że życie ma określony termin przydatności do spożycia i to jest w tym najgorsze. A może i właśnie najlepsze? Bo gdyby nie to, że wiem, że kiedyś nastąpi ten koniec, może nigdy nie zdecydowałabym się na takie lub takie wyzwania? Dotyczy to tak błahych rzeczy, jak wymiana okularów na te, o których zawsze marzyłam, ale wszyscy optycy mówili, że słabo będę w nich wyglądać, ale i spraw z bardziej poważnej półki.

„A ja nie chciałabym tak po prostu, po prostu przeminąć…”

p1270060p1270078

Ale zaraz. Przecież nie jest tak, że nic się nie dzieje. Halo, dzieje się bardzo dużo! Wprawdzie czasem życie nie wygląda kolorowo, ale zaraz później nabiera serialowych odcieni. Ironia losu.

 W końcu tak jest, że łatwiej pisać o sukcesach, tym, co się udało i dzielić się samymi pozytywnymi rzeczami. O ile trudniejsze jest dzielenie się niepewnościami i lękami.

Niedługo kończę moje wyzwanie 100 dni szczęścia i oprócz dość oczywistej prawdy, że to wcale nie musi się skończyć na tych 100 dniach, zauważyłam czarno na białym, że najwięcej szczęścia przynosi mi jedzenie i interakcje z innymi. To zastanawiający wynik, bo zazwyczaj postrzegam siebie jako introwertyczkę i indywidualistkę. Nie zmienia to faktu, że najwięcej energii mam właśnie po spotkaniach. Szczególnie tych inspirujących. Ciekawe, jak czasem bardzo brakuje mi bycia samotną. Czy raczej bycia samą.

Czasem mam wrażenie, że mam stary umysł. Postarza go ciągłe zamartwianie się przyszłością. Staram się odmłodzić. Za każdym razem, gdy spotykam się z kimś, kto zmusza mnie do myślenia, odejmuję sobie parę umysłowych lat.

Pisząc o obawach, zastanawiam się, jak będzie na pierwszym semestrze studiów magisterskich. Niby studiowanie to tylko papierek, ale warto go mieć. Nie jest to zaskakującym odkryciem, ale tak naprawdę po tej magicznej obronie nic się nie zmienia. Obawiam się, jak będzie z natłokiem zajęć i pogodzeniem tego z faktycznym robieniem czegoś wartościowego i ciekawego (czytaj: pracą), ale za każdym razem, gdy podejmuję te rozważania, mówię sobie: stop, poczekaj, jak faktycznie zaczniesz semestr. Formalnie mam jeszcze dwa tygodnie ferii, czyli czasu, w którym mogę spokojnie odpoczywać, pracując.

Nieuchronnie czuję, że z każdym dniem jestem coraz bliżej tego „dorosłego życia”, które podobno zaczyna się po końcu studiów. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić obronienia się i niewyprowadzenia się z domu i podjęcia nowych wyzwań. Coś czuję, że to będzie kompromis między ogarnięciem siebie na co dzień i szukaniem poezji. Przede mną półtorej roku, czas-start. Na dobry początek patrzę przez nowe szkła. Chcę zobaczyć przejrzystość. Nie przegapić deadline’ów.hania

Próba podsumowania roku – 2016

Z lekkim poślizgiem biorę się za podsumowanie minionego roku. Szczerze, nie mam pojęcia jak poradziłabym sobie z tym, gdyby nie Instagram. Szybki rzut oka do folderu i od razu ożywają wspomnienia minionych dni. Gdy myślałam o Sylwestrze, że czas podsumowań i tak dalej, jakoś nie dochodziło do mnie, jak wiele wydarzyło się w 2016 roku. Czas zebrać to w całość. Nie mam jakiś specjalnych, konkretnych postanowień, będę planować z miesiąca na miesiąc, ale wiem, że chcę jeszcze lepiej wykorzystać ten czas.

zima2016
Zima 2015/2016

Hasłem, które wzięłam na tapetę w roku 2016 było „Skup się na tym, co najważniejsze” i bardzo często je sobie przywoływałam. Rok zaczęłam z takim własnoręcznie namalowanym napisem na kalendarzu, potem już świetnie wbił mi się w pamięć. Chciałam nauczyć się ustalania priorytetów i marnować mniej czasu, myślę, że całkiem nieźle mi poszło.

Marzenie, które udało mi się spełnić w mijającym roku to zorganizowanie już po raz drugi dużego wydarzenia na Politechnice Gdańskiej. Miałam przyjemność pracować z siedmioosobowym zespołem, delegować zadania i planować harmonogram prac. Jeszcze parę lat temu popukałabym się w czoło, gdyby ktoś zapytał, czy nie podjęłabym się przygotowywania targów pracy, a tymczasem… Bycie w organizacji studenckiej stawia przed nami dużo wyzwań, a im więcej poświęcimy jej czasu, tym więcej wyniesiemy z tego nauki dla siebie. Marcowe Inżynierskie Targi Pracy na Politechnice Gdańskiej, które organizujemy jako BEST, uznaję za spory sukces osobisty i grupowy, możliwość przełamania wielu moich barier i świetną szkołę życia w zespole, który wciąż wspominam z sentymentem. No i niecodzienne jest, aby rektor uścisnął komuś dłoń 🙂

Słowa, którymi podsumowałabym ten rok (dość mało kreatywnie), to praca i przyjemności, w mieszanej proporcji, zgodnie z myślą, że czasem trzeba się oderwać od komputera i iść na spacer, albo do kawiarni.

Wewnętrznie udało mi się osiągnąć śmiałość w byciu asertywną. Ale to jest przydatna umiejętność życiowa! Dalej jest jednak dla mnie spore pole do popisu w tym temacie. Ponadto, czuję ciągle wdzięczność, w czym od jakiegoś czasu wspiera mnie Wyzwanie: 100 dni szczęścia (w trakcie). No i spokój. Mam go w sobie coraz więcej.

wiosna2016
wiosna 2016

Wydarzenie, które było największą przyjemnością to rozpoczęcie pracy w zawodzie. W lipcu chodziłam jak w skowronkach przez dobre dwa tygodnie, spotykając się z klientami, robiąc inwentaryzację pomieszczeń, wybierając materiały i kreśląc w AutoCADzie. To było zdecydowanie najbardziej wywrotowym momentem tego roku, bo wszystko nabrało zupełnie innej perspektywy. Więcej: Najpiękniejszy z wszystkich snów.

Jestem z siebie dumna, ponieważ udało mi się pogodzić pracę zawodową ze studiami i oddać pracę inżynierską w czasie. Czekam jeszcze na obronę – pod koniec stycznia – ale to już powinna być tylko formalność (co nie zmienia faktu, że ponad 130 pytań czeka na zapamiętanie). A więc się da i nie jest tak tragicznie!

W tym roku najbardziej jestem wdzięczna za przygodę z drugą edycją Open House Gdynia, w którą mogłam się zaangażować robiąc zdjęcia, projektując plakaty i mapę z wszystkimi lokalizacjami (pisałam o tym tutaj), pracę w pracowni architektury wnętrz, Inżynierskie Targi Pracy o których pisałam już wcześniej, rozliczenie się z zaległościami na studiach i oddanie inżynierki. Ponadto, za ludzi i ich czas, długie i krótsze rozmowy, spacery, kawy, herbaty, ciasta, maile, wiadomości i całą życzliwość, jaka mnie spotkała. Zapamiętuję mocno te wszystkie drobiazgi.

wiosna2_2016
późna wiosna 2016

Wyzwanie, trudność z którym musiałam sobie poradzić, to wyjście na czysto na uczelni. Przez rok byłam na urlopie dziekańskim i miałam do zaliczenia dwa przedmioty, jeden bardzo dla mnie kłopotliwy. Chodziłam na korepetycje, uczyłam się systematycznie, a gdy przyszło co do czego, prowadząca policzyła mi za mało punktów i gdybym nie poszła zobaczyć pracy, znowu bym nie zdała. Drugi przedmiot był  dobrą przyczyną do odwiedzin u przyjaciółki w Krakowie i niezłym argumentem do samodzielnego zwiedzania. Teraz, te studenckie sprawy wydają mi się dość błahe, ale wtedy czułam bardzo silną presję związaną z tym, że nie chcę znowu uwalić roku i wydłużać sobie studiowania, mając ciągle niezakończone sprawy z tyłu głowy. Na szczęście już po wszystkim i czas na kolejne studenckie wyzwania (i nie tylko).

Moją największą porażką było to, co dobrze mi szło mniej-więcej do lipca, czyli do czasu, gdy zaczęłam pracować. Doszłam do szczytu mojej formy fizycznej po 22 latach bycia couch potato i prawie wszystko zaprzepaściłam. Nie mam na to żadnych usprawiedliwień, po prostu zwyciężyło moje lenistwo i nieumiejętne planowanie tygodnia. No i przyznaję, ciężko mi wstać o 6, żeby lecieć ćwiczyć, a potem do pracy.

lato2016
lato 2016

Rzeczy, na których chciałabym się skupić w tym roku, to skuteczne planowanie i podsumowywanie każdego tygodnia i kwartału. Uciekają mi dni, pomysły i zadania, którym chcę sprostać. Wciąż brakuje mi czasu nie umiem się dobrze zorganizować na spotykanie się z najbliższymi, utrzymywanie dobrych relacji i rozwijanie moich zainteresowań.

Słowa-klucze na 2017 rok to: planowanie i organizacja. Czas porządnie wziąć się za siebie, udoskonalić system kalendarzowania i zapisywania. Czuję, że dobrym planowaniem naprawię wiele moich zeszłorocznych niedoskonałości. Ponadto, mam parę takich rzeczy z listy wstydu, jak to, że przeczytam kilka książek z biblioteki – od kiedy mam Kindle’a już nie pamiętam, kiedy ostatnio odwiedziłam ten przybytek. Może rozejrzę się za jakimś wyzwaniem książkowym? Oprócz tego chcę więcej rysować i szkicować, czy odwiedzić kilka miejsc w Trójmieście, w których jeszcze nigdy nie byłam.

jesien2016
jesień 2016

Kulturalni ulubieńcy roku,

Czyli filmy, seriale książki i muzyka, które najbardziej zapadły mi w pamięć i chciałabym z czystym sercem Wam je polecić.
  • Film „Wielkie piękno” (2013) – podróż przez Rzym, który jest polem do retrospekcji głównego bohatera. Piękna muzyka i wyrafinowane kadry, ale to zdecydowanie nie jest film dla fanów akcji.
  • Film „Lobster” (2015) – utopijny świat z niemal surrealistyczną wizją przyszłości. Surowe zdjęcia tworzą klimat wyobcowania.
  • Film „Sekrety morza” (2014) – pięknie „narysowana” bajka dla dzieci, którą oglądałam z prawdziwą przyjemnością. Może to muzyka, może to słodkie foczki, a może baśniowa historia.
  • Serial „Stranger Things” – nie miałam zbyt wielu oczekiwań, ale wszyscy się zachwycali, więc postanowiłam zobaczyć, no i… Połknęłam ten serial w dosłownie parę dni. Niesamowita muzyka i kamera świetnie uzupełniają się z dość sztampową historią.
  • Serial „Narcos” – nie wiedziałam nic na temat baronów narkotykowych w Kolumbii i ten serial pokazał mi nową perspektywę. Wciągająca historia, trochę w stylu mojego ulubionego 1 sezonu „True Detective”.
  • Serial „Młody Papież” – cóż poradzić, że uwielbiam Paolo Sorrentino. Serial jest według mnie zbiorem przemyśleń, impresji i nie można traktować go dosłownie.
  • Serial „Westworld” – poza niektórymi naiwnościami, dobry do ostatnich minut, z rewelacyjnym Anthonym Hopkinsem i ciekawym pomysłem na świat.
  • Książka Austina Kleona „Steal like an artist”. Kopalnia przemyśleń i celnych spostrzeżeń.
  • Książka MJ Demarco „Fastlane milionera”, wywracająca do góry wszystko to, co mówili nam rodzice.
  • Książka Filipa Springera „13 pięter”, przedstawiła mi sprawy, o których wcześniej nie miałam pojęcia.
  • Album „Not to disappear” Daughter. Melancholijny, poetycki, wzruszający za każdym razem. > piosenka „Doing the right thing”
  • Płyta Taco Hemingway „Marmur”, która urzekła mnie swoją narracją. > cały album
  • Płyta Mikromusic „Matka i żony”, którą wielokrotnie zapętlałam. > piosenka „Zakopolo”
  • Płyta Glass Animals, których odkryłam dopiero teraz – „ZABA”. Nie przypominam sobie, żebym słuchała wcześniej czegoś takiego. Wystarczy obejrzeć parę teledysków, aby przekonać się o ich wybujałej wyobraźni. Chłopaki wydali niedawno nową płytę. > piosenka „Toes”.
  • Płyta „Wipe out” zespołu The Neighbourhood składająca się w jedno. Polubiłam takie klimaty wraz z powrotem do Arctic Monkeys. > piosenka „The Beach”
  • Płyta Stromae z 2013 roku, „racine carrée”, wykonana rewelacyjnie na żywo w Montrealu. Chyba nigdy wcześniej nie czułam takiej energii oglądając jakiś występ na komputerze. > cały koncert (warto nie tylko słuchać, ale i oglądać!)
  • Album Nicka Cave & The Bad Seeds, „Skeleton tree” – wyraz żałoby po śmierci syna artysty. Bardzo poruszający, mroczny album. > piosenka „Magneto”.

Garść statystyk

Widać, że nie przykładałam się zbytnio do blogowania i widać to w statystykach. Jednakże, zaglądaliście tutaj częściej niż rok temu – odwiedziło mnie prawie 6 tysięcy gości. Napisałam 67 wpisów (2 razy mniej niż w 2015) i rozmawialiśmy w komentarzach 994 razy.

Wasze ulubione wpisy to:

Przyznam, że też je całkiem lubiłam. Dużą popularnością cieszyły się też wpisy o moich studenckich rozkminach.

Dziękuję, że tu zaglądacie. Miło być tą mikroczęścią Waszego Internetu. Chcę dalej rozwijać bloga, bardziej usystematyzować pisanie. Mam też parę pomysłów, ale o wszystkim dowiecie się w odpowiednim czasie. ❤

zima20167
zima 2016

To by było na tyle

Oprócz tego w moim życiu były lepsze zdjęcia, miniwycieczki i sporo snu. Odkrycie Feedly, by nadążać za wszystkimi nowościami na blogach, które regularnie czytam, czy też kolejne kroki ku uproszczeniu sobie życia. Wreszcie zapamiętałam hasło do logowania w internetowym serwisie bankowym i nie mam już grzywki. Byłam nawet po raz pierwszy na oczyszczaniu twarzy i maseczce algowej i zrobiłam pyszny likier czekoladowo-kawowy. Chcę zrobić jeszcze więcej nowych rzeczy i odświeżyć te stare. Nie mogę się doczekać leśnych spacerów, słońca, pikników i spotkań. Cała naprzód i wszystkiego dobrego dla Was!

Lubisz podsumowania? Podsumowanie roku 2015.


Uff. Oczywiście wyszedł post-gigant, jeśli czytasz te słowa, to dziękuję za poświęcony mi czas. Teraz pora na Ciebie. Jaki był Twój 2016? Co sprawiło Ci najwięcej przyjemności, nad czym chcesz się skupić w 2017? Jaka muzyka najczęściej gościła w Twoich słuchawkach? Napisz mi o tym!

hania

Możesz nie być pewnym

P1180443

Żyjemy w czasach, w których zawsze musisz wiedzieć. Podczas rozmowy ze znajomymi nie chcemy się przyznać, że czegoś nie wiemy, że o czymś nie słyszeliśmy. W końcu nikt nie lubi wyjść na osobę, która nie zna się na tym, co dzieje się na bieżąco.

Byłam bardzo zaskoczona, jak usłyszałam, że siostra, która właśnie zaczęła liceum, już niedługo będzie musiała się deklarować, jaki zawód chce wykonywać, co jest równoznaczne z wyborem rozszerzonych przedmiotów w kolejnych latach nauki. Continue reading „Możesz nie być pewnym”

Czy da się wszystko zaplanować?

P1170427

Nie. Ale większość można. Na prawie wszystko mamy wpływ. Prowadzenie bloga daje mi wielką motywację, bo dążę do tego, żeby być autentyczną. Blogowanie wbrew pozorom to nie tylko zabawa, ale jest to też możliwość do ciągłego rozwoju i dokumentowania tego. Blog jest dla mnie trochę pamiętnikiem z przemyśleniami, trochę zapisem tego, co planuję. Pisałam jakiś czas temu o dobrych nawykach. Continue reading „Czy da się wszystko zaplanować?”