Ja po roku we wnętrzach

stojese.jpg

Lubię porównywać daty i szukać w nich zależności. Dokładnie rok temu z podekscytowaniem wcześniej kładłam się spać, żeby wyspać się przed pierwszym dniem pracy, który miał być wycieczką do trzech klientów. Doskonale pamiętam, jak tamtego dnia obudziłam się bez przesuwania budzików w nieskończoność. Może lekką ironią losu jest fakt, że projekt, którego inwentaryzację wtedy robiłam, dopiero wchodzi w fazę realizacji.

Nie chcę brzmieć pompatycznie, ale jeśli pamiętacie osobę z wpisów z zeszłego roku – zachwyconą i chodzącą z głową w chmurach, to wiecie, że to, co wydarzyło się rok temu, było dla mnie czymś wyjątkowym.

Po paru miesiącach w biurze pisałam o dobieraniu poduszek. Od tamtego wpisu minęło wiele czasu, zdążyłam się obronić i zacząć studia magisterskie i dojść do wniosku, że strasznie się wtedy wymądrzałam. Co najważniejsze jednak, przekonałam się, że jestem w stanie poradzić sobie z dwoma czasochłonnymi dorosłymi obowiązkami, którymi jest studiowanie architektury i projektowanie wnętrz w biurze projektowym. Fakt, czasem obie rzeczy nie są traktowane ze stuprocentowym zaangażowaniem, ale w życiu trzeba szukać kompromisów.

Dowiedziałam się jeszcze więcej o sobie. Zauważyłam, że mam w sobie zapędy do pracoholizmu i że czasem za dużo myślę o pracy. Postanowiłam, że muszę szukać pobocznych projektów, żeby nie wpaść w schemat. Rozwinęłam jeszcze bardziej moje umiejętności kontaktu z ludźmi, szukania w nich odpowiedzi na pytania i empatii. Ostatnio bardzo podbudowało mnie, że z małą pomocą jestem w stanie poprowadzić spotkanie z klientami i zaprezentować im koncepcję na ich mieszkanie.

Wiem, ile nie wiem. Mimo tego, że ogarniam już nieco więcej pracę stolarza niż jeszcze niedawno, to zawiłości konstruowania i projektowania mebli są wciąż nie do końca przeze mnie odkryte. Każdego dnia przekonuję się, jak duże znaczenie ma każda kreska, bo niesie ze sobą zupełnie inne znaczenie. Łapię się na tym, że szukam konkretów, nie zadowala mnie to, jak coś wygląda na wizualizacji, chciałabym wiedzieć, jak osiągnąć dany efekt, jak to będzie zrobione. Powoli, małymi kroczkami uczę się i staram się obserwować jak najwięcej. Słuchać rozmów i poszczególnych wykonawców. Czytać.

Ponownie utwierdziłam się w przekonaniu, że praca solo nie daje tak dobrych efektów jak owocna współpraca. Wiem, że potrzebuję częstej krytyki i uwag, żeby naprowadzić mnie na dobry tor i zmusić do nietuzinkowego myślenia. Cenię sobie, gdy ludzie potrafią powiedzieć prosto z mostu, że coś jest nietrafione. Jednocześnie staram się zadawać sobie wciąż pytanie, jak można byłoby zrobić to inaczej, lepiej, piękniej. No i tak naprawdę bez współpracy nic się nie uda – projekt projektem, teoria teorią, ale gdy przychodzi co do czego i ktoś musi położyć ten kamień na ścianie albo zrobić poprawki popraweczek, to zaufani ludzie to skarb.

Odkryłam, że przesyt inspiracjami nie prowadzi do dobrego. Ciągłe przewijanie Pinteresta, branżowych blogów i stron bardziej przybija niż dodaje świeżych pomysłów. Oczywiście, warto raz na jakiś czas coś obejrzeć, ale nie robić tego non-stop, albo dawkować sobie kolorowe obrazki. Miewałam momenty w których czułam się, jakby wszystko było kopią kopii, wszędzie te same rozwiązania, a co najgorsze, że zaczynałam widzieć je na ekranie mojego komputera. Tak samo – pomysłów na wnętrza paradoksalnie można szukać poza wnętrzami jako tako. Czasem natchnie nas spacer, jakieś zjawisko czy skojarzenie. No i spacery… Tak, zdecydowanie obudziłam się z tego zaklętego kręgu nieustannego patrzenia w ekran. Parę godzin postu po pracy to naprawdę dobra opcja.

Za każdym razem czułam wdzięczność, gdy mogłam chociaż trochę pomóc znajomym i bliskim i podzielić się swoją wiedzą na tyle, ile jestem w stanie. Jeszcze dużo przede mną, ale gdy wiem, że mogę coś podpowiedzieć, to robię to z chęcią. Mimo, że to mała rzecz. Bardzo możliwe, że niedługo będą przede mną większe wyzwania w tym temacie. No i najważniejsze, powoli zaczęła klarować mi się wizja na to, co chciałabym w życiu robić. A za parę lat, kto wie, może otworzę własną pracownię.

To był super rok. Niech następny przyniesie jeszcze więcej dobrego. Więcej pokory, dostrzegania szczegółów i sumienności. A dziś, jestem tak bardzo za wszystko wdzięczna.

hania

 

Ja po roku we wnętrzach

Potrzeba nam poezji

Dla_takiego_zdj_cia_warto_by_o_odmrozi__sobie_r_ce.___.jpg

Poczułam dzisiaj, jak łatwo wpaść w utarty schemat, nawet w czymś, co sprawia tyle przyjemności i radości. Całkiem ciekawie się składa, bo dziś mija dokładnie 6 miesięcy od czasu, gdy zaczęłam pracę jako architekt wnętrz.

Nowy temat, nowy projekt, ciekawa lokalizacja, odnowiony budynek, a w środku ma być niewielkie mieszkanie z antresolą. Raz dwa i gotowa inwentaryzacja, wszystko pomierzone, przerzucone do AutoCADa i wykreślone. Potem kilka opcji zaaranżowania ogólnego układu – tu wyburzyć ścianę, tu można byłoby przesunąć, a tutaj można bezpiecznie przebić się przez strop. I chociaż od samego początku wiedziałam, jaki jest pomysł klientki na to wnętrze, jakoś nie do końca porwała mnie ta wizja. Zaczęłam robić model 3D całego mieszkania, postawiłam ściany, wydłubałam okna i drzwi i zaczęłam nakładać wzorzystą tapetę na jedną ścianę. No i właśnie wtedy uderzyło mnie, w jaki popadłam schemat.

Czy naprawdę projektowanie ogranicza się do wstawienia mebelków i pokolorowania paru ścian? Gdzie się podział ten artystyczny duch, myśl przewodnia, zaskakujące i praktyczne rozwiązania, które nie przekraczają budżetu kilkakrotnie? Gdzie się podziały podstawowe środki artystycznego wyrazu, takie jak kontrast, faktura, światło i cień, tonacje i kompozycja? Gdzie polot?

Potrzebujemy wciąż nowych bodźców, bo bez tego nie możemy się rozwijać. Nowych piosenek, książek, filmów, znajomych i doświadczeń. Nie możemy jednak zachłysnąć się nowościami tak, by zapomnieć o podstawach. Na rysunku wszystko było takie oczywiste, każdy cień miał swoje światło. Gdy pracuje się kreatywnie, popadanie w schematy i stosowanie ciągle tych samych rozwiązań i pomysłów to strzał w kolano. Potrzeba w tym poezji.

O czym zapomniałam?

Jakiś czas temu zawiesiłam sobie w biurze na ścianie naprzeciwko mnie jeden z moich ulubionych cytatów, pochodzący z filmu „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”.

We don’t read and write poetry because it’s cute. We read and write poetry because we are members of the human race. And the human race is filled with passion.

And medicine, law, business, engineering, these are noble pursuits and necessary to sustain life. But poetry, beauty, romance, love, these are what we stay alive for.

Przyklejałam go z myślą, że powinnam mniej skupiać się na tych konkretnych rzeczach. Są one ważne, ale o ile bardziej pociągające są te mniej realistyczne? Kiedyś pisałam sporo poezji, teraz już praktycznie nie. Pozostało we mnie jednak przeczucie, że poezja to nie tylko to, co pisane. Można ją znaleźć w każdej dziedzinie życia. Czy nie jest ono wtedy ciekawsze?

Ciekawe, że tymi samymi słowami zakończyłam tekst pisany rok temu, autoportret. Nie chcę zapomnieć tego cytatu ze ściany, przygnieść się codziennością i obowiązkami, a na to wszystko naświetlić i prze-świetlić się ekranami. Oddechu.

*

Życzę Wam, aby gościła u Was poezja na co dzień. W tym najbardziej błahych rzeczach, w tych mgnieniach oczu, parze unoszącej się nad kubkiem, miękkim kocu, kolorowym flamastrze. Tak bardzo nam tego teraz potrzeba.

hania

 

Potrzeba nam poezji

Jak charakter wpływa na wnętrze?

pobrany plik

Od jakiegoś czasu chcę napisać wpis o tym, jak nasz charakter wpływa na to, jak wygląda nasza przestrzeń do życia – mieszkanie. Głowię się i głowię nad tym tematem, a wciąż brakuje mi danych, nawet Internet nie jest w tej materii szczególnie łaskawy. A może wcale nie da się tego stwierdzić? Czasem zaczynam się nad czymś zastanawiać, próbuję łączyć kropki, szukać połączeń, ale nie idzie łatwo. Za to to świetna intelektualna rozrywka 🙂 Podzielę się z Wami dzisiaj tym, co udało mi się ustalić. Czytaj dalej „Jak charakter wpływa na wnętrze?”

Jak charakter wpływa na wnętrze?

Ulubieńcy ósmego GDD

P1170281
Jak szumi Kępa Redłowska, jak morze przy klifie orłowskim, a jak port? Cudnie! Projekt: NOMAD Things

Przez cały rok czekam z niecierpliwością, aż będzie lipiec, bo wtedy na jakiś czas Gdynia staje się jeszcze bardziej przyjazna i zaczyna się letni festiwal Gdynia Design Days. Towarzyszą temu różne wystawy, a wśród nich kultowa Gdynia Playground przygotowana przez PoCoTo, która cieszy się popularnością i cieszy użytkowników. W poprzednich latach też była czadowa! Chcecie zobaczyć, co podobało mi się najbardziej w tym roku? 🙂 Czytaj dalej „Ulubieńcy ósmego GDD”

Ulubieńcy ósmego GDD