Tyle, ile mogę unieść

213

Jak nie zwariować. Chwytam się ostatnich dni wakacji, przerażona, jak mam pogodzić ze sobą tragiczny plan na uczelni i pracę. Zastanawiam się, jak robić projekty na uczelnię i jednocześnie znaleźć czas na prowadzenie tych pobocznych, jak chociażby odkurzaniu bloga. Nie będę ukrywać – zaczynam panikować.

Gdzieś z tyłu głowy mam to, że nie dostajemy od losu więcej, niż możemy unieść.

Pisząc te słowa co chwilę smarkam i pociągam nosem. Brak urlopu poskutkował dość szybko złapanym przeziębieniem i przymusowym aresztem domowym. O ile gripeksy i ferweksy mogą uratować życie, to wydaje mi się, że stosowanie ich na dłuższą metę to strzał w kolano. Zatem grzeję się pod kocem i dużo śpię, bo tak naprawdę nie mam za wiele czasu na chorowanie.

Zastanawiam się, jak to będzie. Chciałabym jak najszybciej zrobić projekt dyplomowy i obronić się w czerwcu. O ile drugi semestr jest bardzo wymagający, jest sporo zaliczeń projektów, to na ostatnim, trzecim, praktycznie jedynymi zajęciami są spotkania z promotorem i seminarium dyplomowe. Mam już wstępny pomysł na projekt magisterski, chciałabym zająć się zmianą funkcji – chodzi mi po głowie adaptacja jednego z gdyńskich magazynów w porcie na funkcję kultury – bibliotekę, mediatekę lub galerię sztuki. Cieszę się, że w kwestii wyboru tematu jest tu kompletna dowolność, a wiele wynika z tego, do jakiego promotora i katedry się zapiszemy. Ironia losu chciała, że wylądowałam w katedrze, z której pochodzą przedmioty, z jakimi miałam największy problem podczas studiów inżynierskich. Uśmiecham się szeroko, gdy tylko o tym pomyślę.

Smucę się i cieszę, bo wiem, że to ostatni taki rok. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i czerwcu zostanę magistrem, to skończy się kolejny taki długi, konkretny miernik czasu. Skończy się coś, co ustawiało mi codzienność, motywowało do działania i układało życie. Już teraz myślę o tym z nostalgią – mimo wielu rozczarowań, niekończących się wieczorów przy komputerze, niepotrzebnych zajęć i bezsensownych ustaleń, to naprawdę dobry czas.

208204206

Trzymajcie się ciepło i nie chorujcie.

hania

Tyle, ile mogę unieść

Oswoić się z jesienią

192.jpg

Jesień nadeszła zbyt nagle. Zastała mnie zupełnie nieprzygotowaną, w zbyt cienkich ubraniach i bez płaszcza. Zmoczyła i napuszyła mi włosy od wilgoci. Złapała mnie nostalgia i senność.

Nie czuję się jeszcze gotowa na te kilka miesięcy mżawki, kałuż i ciemności. Jeszcze bardziej nie czuję się gotowa na ostatnie dwa semestry studiów i powrót na uczelnię po długim czasie błogiego względnego lenistwa. Czas przygotować solidny zestaw ratujący przed wieczornym przygnębieniem. Potężny kubek z kakao z ksylitolem, obszerna bluza z kapturem i koc.

Instynktownie zaczęłam otaczać się większą ilością różu – nabyłam różowy sweter poprzetykany złotą nitką, za dużą bluzę i różowy zegarek. Poratowałam się także długo wyczekiwanym nowym aparatem. Po kilku miesiącach zastanawiania się, porównywania opcji i z dużą pomocą kolegi stałam się dumną posiadaczką Fujifilm X-T10, który swoją premierę na Tookapic przywitał malowniczym zdjęciem róży. Czuję, że domyślny obiektyw, który do niego dobrałam, nie wystarczy mi na długo, ale chcę sobie dać trochę czasu, żeby namyśleć się i zorientować, czego dokładnie mi trzeba. Jestem bardzo podekscytowana tą nową przygodą, uczenia się obsługi sprzętu i poznawania jego sekretów. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało.

Jesień może być całkiem w porządku, gdy można pozwolić sobie na chwilę smutku, gdy zasypia się pod ciepłą kołdrą słuchając dudnienia deszczu o parapet, gdy nad kubkiem gorącej herbaty unosi się para. Lubię spacery pełne słońca i różnokolorowych liści. Jestem miłośniczką początków, a wrzesień zawsze ma w sobie świeżość. Śliwki i jabłka zachęcają do kuchennych bezcukrowych i bezglutenowych eksperymentów, coraz szybciej zaczynające się wieczory do czytania książek i oglądania seriali. Długie siedzenie przy biurku w pracy natrętnie przypomina o basenie.

Jestem w stanie zamienić te jasne i ciepłe dni na jesienne wieczory w zamian za zapach wilgoci w nozdrzach, kawy w przytulnych kawiarniach, które smakują intensywniej, niż latem, ciepłe swetry i smagane wiatrem policzki. Byłoby cudownie, gdyby nie marzły mi ręce na fioletowo i nie odmarzał nos.

Zauważyłam ostatnio, jak popularne na różnych blogach stają się wpisy w stylu „tu i teraz” i zdałam sobie sprawę z tego, że właściwie wszystkie moje wpisy są właśnie takie. Tu i teraz zadziwiam się zbyt prędkim przyjściem chłodu, tu i teraz bardziej doceniam rozgrzewające napoje. Jesieni – jestem gotowa, zaprzyjaźnijmy się!

202.jpg

A Wy, jak przygotowujecie się na przyjście jesieni? Trzymajcie się ciepło,hania

Oswoić się z jesienią

Październik zaczyna się jesionami

picmonkey-collage

Lubię jeździć środkami publicznego transportu. Lubię początki semestru, bo cieszę się na godzinę czytania książki i na obserwowanie ludzi.

Dzisiaj prawie rozjechała mnie pani w beżowym Peugeocie. Ach, te samochody.

*

Widzę kobiety, które mają idealnie ułożone brwi, przyciemnione i poskromione. Widzę kobiety, które mają gładką cerę i przyrumienione policzki. Instagramowy makijaż. Włosy bez żadnych niedoskonałości, błyszczące. Bez żadnych kudłów, długie, równo ścięte. Czarne ubrania nie są wypłowiałe, na marynarce nie zostają kłaczki lub włosy. Buty wypastowane i czyste, a jeśli na obcasie, to i lekki krok. Paznokcie równe, bez skórek, pomalowane lakierem, nieodpryśniętym.

Nie spędzam za wiele czasu przed lustrem, bo wiem, jak wyglądam, ale czasem coś dojrzę – trochę wytarte spodnie, albo pozaciągane rajstopy. Jakim cudem, w końcu włożone drugi raz? W niektórych miejscach twarzy – sucha skóra. Tu jakiś wyprysk albo blizna. Z chwilą, gdy zakręcę buteleczkę lakieru rozpoczyna się szybsze lub powolniejsze niszczenie manicure. Na przykład, gdy odbije się na nim ręcznik. Albo kołdra.

Mam siniejące dłonie od zimna. Odpruty guzik z płaszcza, już drugi rok.

Dowód na przyziemne istnienie – nie-idealność. Wybór dłuższego snu, zamiast porannego makijażu. Pozwalanie oddychać skórze, bo ma się obsesję na punkcie zapychania porów i starzenia skóry.

Chyba poszukam tego guzika.

*

Staram się zachować zdrowy rozsądek, nawet w obliczu promocji w Rossmannie. Chciałabym wyglądać ładnie, ale wiem, że kluczem do tego jest picie wody, bycie wyspaną i mycie buźki, a makijaż to dopiero rzecz wtórna. Ustaliłam sobie kilka kosmetyków, które chcę nabyć, bo chociaż maluję się tylko od wielkiego dzwonu, byłoby fajnie przestać podbierać rzeczy młodszej siostrze, posiadającej obecnie 30 lakierów do paznokci. Ja mam całe 2.

Jest w nas jakaś chęć posiadania, a im więcej możemy, tym mamy większe potrzeby. Kupiłam buty – to nie zdarza się często – w zamian za te, które noszę już 10 lat. Mam nadzieję, że nowe posłużą tyle samo, bo są idealne. Czarne, płaskie, z eleganckim noskiem. Wkładając je od razu przypomina mi się wers „these boots are made for walking” i czuję się dostojniej. Magia ubioru. Czerpię wielką przyjemność z posiadania tych kilku rzeczy, które noszę w kółko. Przez to czuję się w nich tak bardzo sobą.

*

Czuję już pęd, wszędzie komputery, nerwowe klikanie. Nie chcę się  zapętlić w „nie mam na nic czasu, tylko 8 tygodni na oddanie!”. Chcę na spokojnie, po swojemu. Za mną pierwsza rozmowa z promotorem w tym semestrze, jest co robić.

Znów zaczyna się ta monotonia, z jednej strony pozwalająca wszystko uporządkować, a z drugiej strony nieuchronność prędkiego upływu czasu. Godziny odmierzane w herbatach. Wieczne kalkulowanie pomiędzy tym co się powinno, tym co można zrobić, a co by się chciało. Bycie pomiędzy „zrobię to w weekend, bo będzie więcej czasu” a „powinnam robić wszystko w tygodniu, a w weekend odpoczywać”. Cel na październik – zachować niedziele. Od robienia.

Zjadłam pierwsze w tym roku jeżyny. Tęskniłam za tym smakiem. Mam na biurku pudełko kasztanów. Gdynia bywa chmura, zimna i ciemna, deszczowa, ulice usłane liśćmi. Jesiony na mojej ulicy są już prawie nagie. Ale nie jest tak źle, bo to świat, w którym są gorące herbaty i kakao z cynamonem i imbirem.

Dziękuję za Twój czas.

hania

Październik zaczyna się jesionami

Jesień z Jest Rudo

Czas na podsumowanie Jesiennego Wyzwania Fotograficznego z Jest Rudo. Powiem krótko: nie było łatwo. Czasu było bardzo dużo, bo aż dwa miesiące, na wykonanie 30 zdjęć. Porwałam się na wersję dla odważnych – nie wiem, czy udało mi się jej sprostać, ale naprawdę mnóstwa rzeczy się nauczyłam. Zapraszam Was na opowieść o zdjęciach i stawianiu przed sobą wyzwań. Czytaj dalej „Jesień z Jest Rudo”

Jesień z Jest Rudo