Próba podsumowania roku – 2017

274.jpg

Koniec roku obfituje w różnego rodzaju podsumowania. Nie planowałam takiego wpisu na blogu, ale przypomniałam sobie, że w poprzednich latach (2015 i 2016) popełniłam takie, a może być to dobra okazja do bardziej pozytywnego podejścia niż w poprzednich postach, chociaż w dość chaotycznej formie.

Rok 2017 rozpoczęłam na południu Polski spędzając Sylwestra i Nowy Rok u przyjaciółki w Krakowie. To był naprawdę udany wyjazd, chociaż krótki, perspektywa wyrwania się z miejsca zawsze trochę odświeża umysł i pozwoliła chociaż na chwilę oderwać się o myśli o egzaminie inżynierskim. Zimą bawiłam się świetnie na balu z pracy mojego A., do dziś wspominam klimat lat 80., jeżdżące na wrotkach hostessy, zabawę w kasyno i swing na parkiecie. W lutym dzięki spódnicowej grupie zostałam właścicielką wymarzonego przeze mnie beżowego płaszcza. Właściwie to grupa była dla mnie dość ważna w tym roku – chociaż nie pojawiło się na niej zbyt wiele moich zdjęć, to moja szafa się powiększyła jeśli chodzi o spódnice i sukienki, a także wzrosła moja świadomość tego, w czym wyglądam lepiej, a w czym niekoniecznie. Ciekawym doświadczeniem było też spotkanie dziewczyn na żywo, niestety Trójmiejskie spotkanie odbyło się tylko raz. Zimą skończyłam studia inżynierskie i tytułem inżyniera architekta i zaczęłam II stopień studiów, tym razem decydując się na kontynuację w języku angielskim. W lutym z siostrą przemalowałyśmy pokój i wprowadziłyśmy małe zmiany, co pozwoliło nam poczuć się o wiele lepiej w tych kątach, a ja przekonałam się, jak wielka jest moc chłodnego odcienia kontrastująca z ciepłymi meblami. Zaczęłam także projekt 365 na Tookapic, który niestety przerwałam, ale udało mi się robić zdjęcia ponad 300 dni ciągiem. To było ciekawe wyzwanie, chciałabym je kiedyś ponowić, ale w bardziej zdecydowanej formie, bo wiem, że wiele zdjęć było zrobionych byle jak. Ale dużo się o sobie nauczyłam i lepiej poznałam aparat.

W marcu pracę w moim biurze zaczęła jedna z bliskich mi osób i trochę postawiło to na głowie mój biurowy świat. Zaczęłam codziennie jeść płatki jaglane z jabłkiem i pić o wiele więcej herbaty. Nowa grupa na uczelni zaowocowała nowymi znajomościami i wyzwaniami. Na początku kwietnia brałam udział od zaplecza w stylizowanej sesji zdjęciowej organizowanej przez Marysię. Zabrałam się też poważniej za moje zdrowie i dzięki temu dowiedziałam się, że moje problemy endokrynologiczne są bardziej skomplikowane, niż twierdzili poprzedni lekarze. Jestem wdzięczna, że udało mi się znaleźć dobre mi miejsce i chociaż świat trochę stanął na głowie, a lista leków do brania na co dzień jest dość długa, to nareszcie czuję, że wszystko zaczyna działać, jak powinno. Niemniej jednak był to dla mnie dość duży szok i nowa sytuacja była dość stresująca.

haniako2
Najbardziej polubione zdjęcia Instagrama to osiemnaste urodziny mojej siostry i cudowny tort wykonany przez Zosię. Jak zawsze, było dużo kaw i herbat, a także zapoznawcza kawa z przesłodkim ciastem z żoną przyjaciela. Byłam wdzięczna za grille, odrobinę śniegu i nawet te długie wieczory na Politechnice. Okazało się, że całkiem pasują mi mocne skręty przy buzi i wygląd pudla, oraz to, że robienie tortu wcale nie jest takie straszne.

 

Wspominam ciepło majówkę spędzoną na wschodzie Polski u Oli. Kawa nad jeziorem jeszcze nigdy nie smakowała tak dobrze. Odetchnęłam podczas wakacji, ciesząc się wolnymi popołudniami po pracy i spacerami, chociaż nie byłam na żadnym urlopie, życie w Gdyni ma w sobie coś z pobytu w kurorcie. Dodając do tego wszystkie spotkania z bliskimi i długie letnie wieczory, już powoli zaczynam tęsknić za ciepłymi miesiącami. Odważyłam się też na zrobienie sesji zdjęciowej Ani, podczas której powstało parę naprawdę dobrych zdjęć. W okresie letnim odwiedziliśmy też króciutko Poznań, przejazdem z powrotu z jednego z czterech wesel. Ostrów Tumski zrobił na mnie wielkie wrażenie. Lipiec był też czasem odkurzenia starszych znajomości, których mi brakowało, ale i poznawaniem nowych, bardzo zdolnych ludzi. Chętnie nosiłam lnianą niebieską spódnicę, jak i tę białą w czarne paski i zrobiłam sobie samej prezenty w postaci kolczyków w odcieniu różowego złota i pasującego do nich zegarka. Największym jednak prezentem i też najbardziej przeze mnie wyczekanym był nowy aparat, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Było mi także bardzo miło zrobić okładkę do tomiku poezji Kaliny. Wkręciłam się też bardziej w makijaż i obchodziłam rocznicę pracy. Bycie łajzą przy spacerowaniu przyniosło mi zwichniętą kostkę.

Jesienią przekonałam się, że wegańskie jedzenie potrafi być bardzo smaczne i sycące, a jesienny ślub niemniej urokliwy niż ten letni. Udzieliła mi się ekscytacja z remontowania i urządzania własnego mieszkania i wzruszyło mnie zaproszenie na pierwszą kawę w nowych ścianach – i to trzy razy. Wkręciłam się w Netliksa i straciłam sporo wieczorów na kolejne odcinki. Zorganizowałyśmy wieczór panieński na działce w bardzo kameralnym gronie, ze strzelaniem z wiatrówki do balonów (trafiłam chyba dwa razy). Odbyło się wiele planszówkowych spotkań w różnych konfiguracjach. Duże wrażenie zrobiły też na mnie koncerty, w których wzięłam udział, chociaż było ich tak niewiele. Jesienią odwiedziłyśmy także Polskę centralną na Łódź Design Festival i także byłam bardzo wdzięczna za ten czas. Rozpoczęły się pewne nowe projekty i pomysły, zakończyły się też inne przygody. Były też dwa dni oddechu w jesiennej Warszawie i deszczowy spacer po Łazienkach. Pojawił się pomysł na pracę magisterską i zaczęłam coś przy niej dłubać. Zorientowałam się, że nie jestem już młoda i zaczęły dokuczać mi bóle pleców. Zdarzyły się też bolesne dni na początku listopada i pożegnanie bliskiej mi osoby.

Do końca roku zdążyłam przeżyć Boże Narodzenie zupełnie nie czując świątecznego klimatu i dwa razy upiec tort, który zachwycił jedzących. Zdążyłam też przekonać się, że nic na siłę. To był niezły rok, ale też bardzo wytężony, chociaż wiem, że nie dałam z siebie 100% i byłam tą osobą, która wiecznie nie ma czasu. W nowym roku chciałabym jeszcze bardziej skupić się na sobie i jeszcze lepiej o siebie zadbać. 2018 – bądź dla nas dobry!

hania

Próba podsumowania roku – 2017

Ładne rzeczy! #35 i kwiecień-plecień

majowka2majowka3

Z lekkim pomajówkowym poślizgiem, ale tym razem naprawdę zaszalałam. Kwietniowe wydanie Ładnych rzeczy! jest bardzo puszyste. 🙂

Co działo się w kwietniu?

Brałam udział w fotograficznym wyzwaniu #huntingspring2017, którego efekty można znaleźć na moim Instagramie. Fakt, nie udało mi się wykonać wszystkich zdjęć z wyzwania, ale i tak jestem zadowolona z udziału. Dodatkowo kontynuuję wyzwanie na Tookapic i właściwie na nim jak na dłoni widać mój cały miesiąc… Pojawiłam się też gościnnie na blogu Okiem Sary.

Ponadto, w kwietniu Żona Modna zaprosiła mnie do pomocy za kulisami przy sesji zdjęciowej jej pomysłu. Spędziłam przemiłe niedzielne przedpołudnie w gdyńskiej kawiarni Corner Cafe, a całą sesję niebieską i zwiewną niecodzienną sesję ślubną można zobaczyć na blogu Marysi.

W kwietniu zajadałam się świąteczną warstwową sałatką z tuńczykiem i na Wielkanoc jadłam po raz pierwszy ciastka bez cukru, ulepszoną wersję jednego z moich nieśmiertelnych przepisów, w którym cukier i białą mąkę zastąpiła palatynoza i mąka wieloziarnista. Oto dowód!

Dzielnie spełniałam postanowienie o przekonaniu się do szminek i mam zamiar dalej eksplorować te rejony w maju. Gdyby nie promocje w Rossmanie pewnie nie zdecydowałabym się na kupienie tych kilku egzemplarzy, ostatecznie zakupy udały mi się w połowie – rozczarowałam się tylko pomadkami Creamy Colour z Lovely (ale nie płakałam zbyt mocno, bo były kupione w ramach próby), a wielkim hitem okazała się cielista Juicy Color z Wibo, podobnie jak pachnąca arbuzem pomadka Eveline Aqua Platinum. Jej, nie spodziewałam się, że na tym blogu pojawi się cokolwiek na temat makijażu. Cóż, a więc mam to już za sobą 😉

Koniec miesiąca to samotna podróż do Jagłowskiej do Augustowa, czyli mój pierwszy raz na wschodzie Polski i mam nadzieję nie ostatni. Zachwycająca natura, lasy, podmokłe tereny, mocne rozmowy i dużo alternatywnie parzonej kawy. Tylko pogoda mogłaby być lepsza, a ja mogłam nie przywieźć ze sobą osłabienia. Tak czy inaczej niesamowite, jak swobodnie można się czuć przy kimś, kogo widzi się po raz pierwszy w życiu ❤

majowka1

A już na deser, koniec majówki, koncert Lao Che w Operze Leśnej w Sopocie. Mama skomentowała to słowami: „o, ten zespół z czasów Twojej młodości”. Jak widać, już stare próchno ze mnie!

Po tym przydługim wstępie, czas spécialité de la maison!

⚪ Skończyliśmy z A. pierwszy i drugi sezon Peaky Blinders i im dłużej słucham piosenki „Red right hand” Nicka, tym bardziej nie mogę się doczekać jego październikowego koncertu w Polsce. Moje recenzje seriali nie są zbyt złożone, ale są trzy powody, dla których Peaky Blinders to dobre rozwiązanie na wieczór. No, może cztery.

Powód 1 – klimat. Czas po I wojnie światowej. Powód 2 – akcenty, w jakich aktorzy mówią po angielsku. Powód 3 – muzyka. Połączenie gangsterów, Nicka Cave i Arctic Monkeys – no cóż, to nie mogło pójść źle. Powód 4 – niesamowicie charyzmatyczny główny bohater, którego albo się kocha, albo nienawidzi. Myślę, że po dwóch sezonach jestem w stanie polecić serial ze spokojną głową, zatem oto trailer, jeśli jeszcze nie widzieliście:

⚪ Filmowo chcę jeszcze polecić „Minimalism – a documentary about important things”. Pamiętacie jak jakiś czas temu zachwycałam się podcastami duetu Joshua Fields Millburn i Ryan Nicodemus? To właśnie ci goście.

Chociaż nie jestem już tak mega wkręcona w całą ideę pozbywania się wszystkiego, a temat trochę się przykurzył w Internecie – jeszcze jakiś czas temu był na to wielki szał – to wciąż podtrzymuję twierdzenia, którymi dzielą się z nami chłopcy. Pytać siebie, czy dana rzecz wnosi jakąś wartość w nasze życie. Pamiętać, by używać przedmiotów i kochać ludzi, nie zaś odwrotnie, bo to nigdy nie kończy się dobrze. Film jest dostępny na Netfliksie, a dla zupełnie zielonych w temacie polecam ich całą serię podcastów. Poniżej trailer:

⚪ Ostatnio szukałam jakiś ciekawych kanałów na YouTube odnośnie projektowania wnętrz i nie jest łatwo znaleźć cokolwiek, co nie jest po prostu dekorowaniem. Moją uwagę przykuła seria Apartment Therapy, w której porównuje się takie same mieszkania (na przykład znajdujące się nad sobą) i rozwiązania, jakie zostały w nich zastosowane. Ubolewam, że filmików z tej serii jest tylko sześć.

⚪ Pastelowy, paryski apartament, którego wnętrze możecie podejrzeć tutaj – do czego bardzo zachęcam. Na zdjęciach w Elle Decoration wygląda zupełnie inaczej dzięki świetle o cieplej barwie i nie wydaje się już taki chłodny. Porównajcie sobie!

Zdaję sobie sprawę, że istotne jest oświetlenie i ustawienie prawidłowego balansu bieli, ale rzucając okiem można poczuć, że mieszkanie jest chłodne i nieprzytulne. Wnikliwy obserwator dostrzeże jednak ocieplenie przez drewno, różne rodzaje tkanin, pudrowy róż czy ozdobę z pomponów na ścianie. Moja największa miłość z całej realizacji to lastryko w części kąpielowej i w kuchni. Ach, jak ono wygląda!

Źródło zdjęcia: www.baptistelegue.com

⚪Dom wybudowany w pięć dni i przy użyciu cegieł pochodzących z recyklingu. Czytając to zdanie, pewnie wyobrażacie sobie coś wyglądającego jak slums – i tu się mocno zdziwicie!

⚪Bardzo proste i efektowne zdjęcia Palomy Rincón, w których pierwszą rolę gra kolor i faktura.

⚪ Skandynawskie wnętrza nie przestają mnie zachwycać, szczególnie, jeśli są podane w tak ciekawy i niesztampowy sposób, przełamane kolorowymi i ciepłymi akcentami. Ta kuchnia z jadalnią i częścią do odpoczynku? Marzenie. Jednym słowem: mieszkałabym!

⚪ Od jakiegoś czasu „chodzą” za mną szklane przesuwne drzwi. Potrafią nadać całemu wnętrzu charakterku, co doskonale widać na zdjęciach w tym wpisie. Oprócz tego zwróćcie uwagę na uroczą miętową kuchnię. Szkoda tylko, że tak mało blatów, ale za to jest na czym oko zawiesić – mozaika nad blatem, kulka na lodówce i miodowe akcenty.

Źródło zdjęcia: lamaisondannag.blogspot.com

⚪ Kamienno-drewniana niewielka kaplica w Austrii.

⚪ Jedna z największych bolączek ścisłego centrum Gdyni, czyli opuszczony bank przy ul. 10 Lutego, po czternastu latach posuchy ma wreszcie szansę na nowo rozkwitnąć. Jestem bardzo tym podekscytowana, bo wnętrza są piękne. W tym miejscu ma powstać luksusowy hotel, ale biada inwestorowi, jeśli będzie coś kręcił i kombinował z konserwatorem zabytków! Wstyd przyznać, że środek budynku zobaczyłam dopiero na filmie.

⚪ 30-metrowy apartament na wynajem dostępny na Airbnb, który przykuł moją uwagę dzięki ścianie z półeczkami i łóżku na podwyższeniu. W takim układzie każdy przedmiot staje się pewnego rodzaju rzeźbą. Musicie też zobaczyć pastelowy reling na ubrania!

Źródło zdjęcia: boligmagasinet.dk

⚪ Pozostając w temacie koloru we wnętrzach, w kwietniu zachwycałam się tajwańskim mieszkaniem, z którego roztacza się niesamowity widok. Wnętrze kupiło mnie odważnym zastosowaniem niebieskiego w kuchni i części dziennej. Dzięki przestronności nie ma uczucia przytłoczenia kolorem, a dodatkowo nie wygląda on cukierkowo dzięki wykorzystaniu betonu. Polecam!

⚪ Biuro firmy Cisco w San Jose. Wnętrza, w których nie można się nudzić. Największy hit to geometryczna, drewniana kratownica na suficie.

⚪ Mieszanka kolorów, tkanin, nowoczesności i kontrastów w hotelu w Mediolanie.

⚪ Jedna z rzeczy, która kiedyś mi się marzy. Porcelanowy czajnik projektu Marii Jeglińskiej.

⚪ Bardzo wartościowy wpis na blogu Julii, z którego dowiemy się, jak śmiecić mniej podczas grillowania. Warte zapamiętania i stosowania podczas letnich uczt na powietrzu.

⚪ Wracamy do wnętrz, a wśród nich dom z bardzo nietypową podłogą.

Źródło zdjęcia www.rochowski.net

⚪ Zestaw planetarnych pinesek w przeuroczym małym pudełeczku.

⚪ Jestem pewna, że takiej „półki” na książki jeszcze nie widzieliście.

⚪ Podążając tropem niebieskiego w różnych odcieniach we wnętrzu i łączenia go z drewnem, natrafiłam na dwupoziomowe francuskie mieszkanie. W tym wpisie można zobaczyć zdjęcia przed i po remoncie. Turkusowa szafa w sypialni rodziców to największa perełka tego projektu.

Muzycznie zapętlałam nową płytę Eda Sheerana, The Lumineers i zespół Oh Wonder. Polecam, jeśli nie znacie.

Muszę przyznać, że mimo, że na wyjeździe zrobiłam wiele zdjęć, nie jestem z nich zadowolona. Nie są dobre. Większość jest przepalona albo nieostra.

Tak to jest, jak chce się robić zdjęcia na dwa aparaty i nie skupia się na jednym tak do końca. Mam nauczkę i wiem już, że tak się nie da. No i zakochałam się w lustrzance… Nie mogę się doczekać, aż kupię sobie swoją!

majowka4
Zdjęcie zrobiła mi Jagłowska

No nic, zawijam się w szalik i lecę. Strasznie długi wyszedł ten wpis! Kwiecień był całkiem w dechę, ciekawe, co przyniesie mi maj. Marzy mi się dużo spódnic i sukienek na co dzień, słońce, spacery i realizacja dobrych pomysłów i projektów. A u Was co pięknego, ciekawego w kwietniu?hania

 

 

PS Nawet nie przepraszam, że dawno nie było wpisu, bo nie mam już słów na to, jaka jestem niepoprawna!

 

Ładne rzeczy! #35 i kwiecień-plecień

Ładne rzeczy! #34 i mój marzec

zielono8.jpg

I po marcu! Wkraczamy w kwiecień. Pogoda rozpieszcza, dzisiaj pierwszy raz wyszłam z domu bez płaszcza i kurtki, a okulary przeciwsłoneczne znowu stają się nieodłącznym rekwizytem. Nie jestem pewna, czy to już czas na schowanie do szafy wszystkich grubych swetrów, ale wyciągnęłam już cienkie kwiatowe bluzki. W końcu kwiecień-plecień 🙂

W marcu wreszcie zabrałam się za różne badania, które już od długiego czasu przepisywałam z tygodnia na tydzień. Nie ma co, powinnam się ogarnąć i porządnie zadbać o moje zdrowie. Strasznie spychałam ten temat na dalszy plan. Przy okazji, kiedy Wy ostatnio robiliście badania krwi i moczu? Może to dobry pomysł na wiosnę?

Na początku miesiąca odbyło się trójmiejskie spotkanie projektu 365 dni w spódnicy i z tej okazji miałam szansę po raz pierwszy zawitać w gdańskiej Sztuce Wyboru. To naprawdę niesamowite miejsce, w którym można i napić się kawy, i obejrzeć różne książki, a także nacieszyć oczy różnościami w sklepie na piętrze.

Nie ukrywam, że miałam mały zastój blogowy, ale w ciągu intensywnych dni nie przychodziło mi do głowy nic, o czym mogłabym napisać, a myślałam tylko o tym, żeby się wyspać. Schowałam już do szafy gruby płaszcz i odkryłam zalety najzwyklejszej maści z witaminą A, która skutecznie usuwa wszelkie przebarwienia i trądzikowe sprawki. Polecam!

zielono6

Musiałam też na parę dni przenieść się do mieszkania mojej cioci-babci, bo do mojej siostry przyjechała Niemka na wymianę. Niezwykłe, ile rzeczy można zgromadzić w niewielkim mieszkanku, na przykład w samej łazience wisiało siedem szlafroków. Zdążyłam się też przekonać, że WhatsApp to także spoko narzędzie na ludzi 80+.

Udało mi się uruchomić aparat analogowy – Konicę Minoltę, dokupić do niej film i baterie. Mam jeszcze w środku film czarno-biały, ale tak szybko nie chcę go zużyć, wychodzi na to, że fotografia analogowa to dosyć drogie hobby 😉 Wyczekuję fotospaceru.

Hitem marca był serial dokumentalny dostępny na Netfliksie – Abstract, The Art of Design. Połknęłam odcinki niemal natychmiastowo, odpuściłam tylko jeden, o projektancie samochodów. Serial jest świetnie nakręcony i zmontowany, ale największym smaczkiem są historie twórców. Fakt, może pokazują mało „mięsa” i niepowodzeń, ale i tak sprawiły, że serce zabiło mi mocniej kilka razy. Najbardziej podobał mi się odcinek o Pauli Scher (typografka) i Christophu Niemannie (ilustrator). Miałam dość wygórowane oczekiwania w stosunku do odcinka o projektantce wnętrz Ilse Crawford i troszkę się zawiodłam, bo nie dowiedziałam się zbyt wielu nowych rzeczy. Ale polecam całą serię każdemu, kto jest zafascynowany designem i tworzeniem.

Trailer:

Skończyłam też ostatni sezon Suits, a teraz oglądam Peaky Blinders, i póki co klimat jest świetny. Ogólnie jeśli chodzi o seriale to przestawiłam się na oglądanie bez napisów i różnica jest kolosalna. Chociaż muszę się bardziej skupić, to warto.

Marzec to także 31 wykonanych zdjęć na Tookapic, na każdy dzień projektu. Odpuściłam trochę z moim postanowieniem, że każde zdjęcie zrobię aparatem. Stwierdziłam, że czemu by nie skorzystać także z telefonowego, skoro jest całkiem niezły. Dodatkowo na dniach wyszła aplikacja Tookapic na telefon! Od niedawna mam nowy sprzęt i jestem w szoku, jeśli chodzi o jakość zdjęć, istnieje nawet opcja ustawień manualnych. Wszystko byłoby idealnie, gdybym miała pokrowiec z Pusheenem, ale niedługo powinien przyjść jako prezent od A.

Ale zaraz, zaraz. Czy nie pisałam niedawno, że marzec to miesiąc bez zakupów? Jesteście ciekawi, jak mi poszło? A więc nie kupując i tak wydałam ponad 450 złotych. Odpuściłam wszystkie pierdółki, ubrania i kosmetyki (oprócz dezodorantu, który się skończył). Kupowanie jedzenia nie zaliczam do grzeszków, podobnie jak wyjść na miasto ani prezentów. Prawie połowa kwoty nie-zakupów to wydatki związane z lekarzami i badaniami. Zgrzeszyłam tylko raz, kupując gadżety do aparatu analogowego, ale uważam to za uzasadniony zakup, o wiele bardziej niż szminka z Golden Rose albo kolejna sukienka Marie Zelie. Nie wiem, czy wygrałam ten konkurs, ale i tak jestem z siebie zadowolona. Finał w Wielkanoc 🙂

Marzec przyniósł też wiele radości do mojego zawodowego życia, bo zaczęła z nami pracować najlepsza moja koleżanka ze studiów. O wiele lepiej wymyśla się wszystko w trio. Ponadto, dzięki niej wprowadziłam do mojego jadłospisu płatki jaglane, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Czy może być coś lepszego od posiłku, który szybko się przygotowuje, jest smaczny, można się nim najeść, a także jest tani?

View this post on Instagram

@lemanann dba o moje zdrowie 🍓

A post shared by Hanna Kozicka (@haniako_) on

Linki! Mało spędzałam czasu na szukaniu ciekawostek, ale jest parę rzeczy, którymi chcę się z Wami podzielić.

  • przesympatyczna Fran, młoda ilustratorka pochodząca z Chile i mieszkająca w Hastings, której świetnie się słucha. Szczególnie ciekawie słuchało mi się odcinka na temat zarabiania na ilustracjach.
  • nowe single Alt-J – 3WW i In Cold Blood. Nie ukrywam, że mam wysokie oczekiwania wobec nowego albumu. Pierwszy z nich kojarzy mi się z albumami The Doors, drugi z The Black Keys.
  • chłonę drewniane inspiracje. Bardzo miły dla oka zbiór The Local Project do zaobserwowania na Instagramie.
  • ilustracje pokazujące codzienną miłość i chwytające za serce, prosto z Korei.
  • wiosenne wyzwanie u Anety, czyli #huntingspring2017. Będzie dużo wiosny na zdjęciach 🙂 Może zdecydujecie się jeszcze dołączyć?
  • Logobook, czyli całe mnóstwo logo w różnych kształtach i motywach.
  • ostatnio znowu sporo pinuję na Pintereście – zapraszam.

Kwietniu, nadchodzę! A co u Was najlepszego w marcu?

Do napisania,hania

Ładne rzeczy! #34 i mój marzec

Ładne rzeczy! #33 i mój luty

11

Luty w pigłuce

Szybko się zaczął i szybko minął. Krótszy miesiąc, więc zwięzłe podsumowanie.

W lutym zaaplikowałam na studia magisterskie, dostałam się na nie i zaczęłam pierwszy semestr, zrobiłam spory porządek na komputerze, spotkałam z Teresą w celu porozmawiania nad organizacją Trójmiejskiego spotkania 365 dni w spódnicy i cieszyłam się widokiem zimowego morza w Sopocie.

Odświeżyłam mój wizerunek i zmieniłam oprawki na okrągłe. Zjadłam rekordową ilość pizzy i wypiłam rekordową liczbę gęstych czekolad w Cafe Anioł. Obchodziliśmy też 10 urodziny drużyny harcerskiej, w której niegdyś byłam. Dostałam też drugi płaszcz idealny, szary (a jakże by inaczej) i kupiłam sukienkę, w której zakochałam się od pierwszego wejrzenia.

Walentynki spędziłam grając na komputerze w LEGO Harry Potter, jedząc makaron z własnoręcznie przygotowanymi krewetkami i pijąc średnie wino. Idealnie.

Wreszcie – zrobiłyśmy z siostrą gruntowne malowanie pokoju, dorobiłam się lustra i pozbyłyśmy się jasnozielonej rolety. Lustro to staroć od dziadków, którego z chęcią się pozbyli, a mi wpadło w oko już dawno temu. Przy okazji pozbyłam się kolejnych niepotrzebnych rzeczy, na przykład zaschniętych farb. Siostra niemal nie dostała zawału po pierwszych pociągnięciach wałka – farba „Okruch lodu” wyglądała jak ciemnoszary. Na szczęście po wyschnięciu zmieniła się na taką, jakiej oczekiwałam. Zależnie od światła, ściany wyglądają na białe, jasnoszare lub szaroniebieskie. Bardzo mi pasuje ten kolor.

Lutowe ładne rzeczy

🌿 22 lutego minęły dwa lata, z tej okazji spisałam kilka przemyśleń na ten temat – Siedem myśli na drugie urodziny.

🌿 Marysia pokazała mi dwie strony, których raczej nie powinnam przeglądać, szczególnie biorąc pod uwagę, że planuję ograniczyć kupowanie w najbliższym czasie… Yestersen i Patyna to internetowe sklepy ze starociami, które niczym nie przypominają zagraconych i ciemnych sklepików. Kupiłabym z chęcią niemal wszystkie przestawione tam przedmioty. Można się dosłownie zagubić w bogactwie kategorii i kolorów. Ach!

🌿 Kanał Houzz, na którym znajduje się sporo krótkich filmów na temat wybranych domów i ich właścicieli. Obejrzałam prawie wszystkie odcinki, a z nich najbardziej zapamiętałam dom na planie okręgu wybudowany w latach 60. i parkę uroczych hipsterów.

🌿 Pogłębiając ostrą fazę na szukanie pomysłów w stylu Adama Słodowego, czyli zrób to sam, natrafiłam na bloga HomeMade Modern. Można na nim znaleźć pomysły na własnoręczne zrobienie sofy, stolika, wieszaka na ubrania czy nawet… schodów! Prawdziwy szał!

🌿 Wystartowałam z moim projektem 365 dni na Tookapic. Okej, zdjęcia nie są może wybitne, ale podoba mi się to bardzo.

🌿 Ania pisze o tym, jak znaleźć pasję, robi naturalne fotografie, które cieszą oczy i prowadzi pięknego wizualnie bloga. Musicie koniecznie zajrzeć.

🌿 Zainspirowana Olgą i Aleksandrą, które zdecydowały się na styczeń bez zakupów, razem z Teresą podejmujemy podobne wyzwanie, tylko że wielkopostne. Nie chodzi nam o rezygnację z koniecznych zakupów, ale ze wszystkich zachcianek i rzeczy, bez których świat się nie zawali.

🌿 Skandynawskich wnętrz nigdy za mało, ale to chyba pierwsze, w którym widzę taki ciemnoczerwony fotel. Wygląda tu świetnie i bardzo mi pasuje do błękitów. Sami zobaczcie:

🌿 Śliczne produkty szwedzkiej marki A2. Waza z lustrem, to jest naprawdę hit!

🌿 „Wiesz no, nic ważnego, mam takiego bloga. Ale nie czytaj go proszę”, pisze Joulenka. Wszystkim, którzy czują się zagubieni w związku z tym, że ludzie nie rozumieją, polecam jej wpis – Gdy ktoś nie akceptuje Twoich pasji.

🌿 Gdy byłam na przełomie gimnazjum i liceum, uwielbiałam zespół Death Cab for Cutie. Niedawno zabrnęłam w ich rewiry podczas zagubienia się na YouTube i dowiedziałam się, że niedawno (rok temu) wydali nową płytę, która bardzo przypadła mi do gustu.

🌿 W lutym, szukając jakiś pomocy do obsługi lustrzanki analogowej, którą znalazłam w piwnicy i mam szczery zamiar uruchomić, natrafiłam na kanał Plant Based Traveler. Przesympatyczna para kręci świetne filmy, bardzo podoba mi się ich styl. Mają w sobie coś z filmów Andersona w sposobie montażu.

Wpisy, które mogliście przegapić:

Marcu, bądź super! Co dla Was było najciekawsze, najbardziej inspirujące w lutym?hania

Ładne rzeczy! #33 i mój luty

Ładne rzeczy! #32 i mój styczeń

styczen

W styczniu było dużo nauki do egzaminu dyplomowego i zostałam inżynierem architektem, poważna rzecz. Pojawiły się prawdziwe mrozy i zamarzło morze, a na drzewach przy klifie pojawiły się długie sople. Było sporo zakupów i wydatków, co jest wielkim smutkiem dla takiego skąpiradła jak ja. Za hit uznaję wielbłądzi płaszcz z dodatkiem kaszmiru odkupiony od jednej z uczestniczek projektu 365 dni w spódnicy. Dziękuję Panie Facebook, teraz jestem o jeden malutki krok do bycia jak moja mistrzyni stylu. Było wyjście na imprezę w stylu lat 80. i dylematy, czy sukienka nie jest za krótka. Wreszcie wywołanie zdjęć i przemeblowanie w „mojej” części pokoju, a także parę nowych wyzwań.

Lecimy z tematem – styczniowe ładne rzeczy!

🌿 Zupełnie zwyczajny dom w Toronto, który spodobał mi się dzięki swojej prostocie i surowości. Mimo tego jest dość przytulny, dzięki użyciu jasnych barw i drewna. Oprócz tego, zaciekawiły mnie łazienkowe, jasnoniebieskie płytki w kropki, oliwkowa kanapa i siedzisko w zabudowie z szafek przy oknie. No i to wyjście na ogród…

🌿 Pozostając w temacie wnętrz (coś czuję, że możecie się spodziewać większej liczby inspiracji na ich temat), wpis z bloga Wnętrzności o brooklyńskim apartamencie. Jest tu tyle dobroci – moja ulubiona ciemna zieleń, marmur w kuchni, drewniana podłoga i metalowe przeszklone drzwi do łazienki.

🌿 Wpis o lastryko. Tak, to ten materiał, którym wyłożona jest posadzka na PRL-owskich klatkach schodowych. Sama mam taką w bloku i zaskoczyłam się, jak ciekawie może wyglądać w różnych kombinacjach. Ostatnie zdjęcie – hit!

🌿 Strona internetowa o kolorach, pogrupowanych według kilku kategorii. Może okazać się przydatna, gdy nie wiemy, jaki dokładnie odcień mamy na myśli. Dzięki niej dowiedziałam się, że jedna z moich ulubionych zieleni to tak naprawdę odcień szarego!

🌿 Absolutny hit mojego okresu świątecznego, czyli czekoladowy likier z miętą od dziewczyn z Burczymiwbrzuchu. Wykonałam go na prezenty, lekko modyfikując przepis i dodając zamiast ekstraktu z mięty aromatu waniliowego. Ogólnie to chciałam dodać krople żołądkowe, ale mama mnie powstrzymała 😉 Ostatecznie okazało się na Instagramie, że można, także nic by się nie stało. Polecam wszystkim, którzy nie lubią mocnych alkoholi, tylko słodkie 😉

🌿 Rozkosz dla oczu, czyli piękny bullet journal:

🌿”Every two days we create as much information as we did from the beginning of civilization through 2003 – Eric Schmidt. Ciekawy projekt z pogranicza analizy i grafiki australijskiego artysty.

🌿 Niezwykle prosta i delikatna polska biżuteria SOTE tworzona przez małżeństwo mieszkające w Warszawie. Można samemu wybrać sobie kamień, jak i materiał, z którego ma być wykonany pierścionek. No i te zdjęcia! Marzy mi się gem ring w różowym złocie.

🌿 Pastelowa grafika Zuzanny Gadomskiej przedstawiająca front wodny w Kopenhadze. Wieszałabym na ścianie!

🌿 Ciekawe jak to jest być dzieckiem i bawić się zarówno na dworze jak i w domu naraz, czyli niezwykły, podziurawiony, trójkątny dom.

🌿 Pomysły krakowskich architektów na walkę ze smogiem w ich własnym mieszkaniu.

🌿 Wybrane prace Marie Flanigan, architekt wnętrz z Teksasu. Luksusowe, eleganckie i przytulne wnętrza.

🌿 Filmy o gotowaniu – bez dźwięku.

🌿 Czekolada, która podbija nie tylko zmysły smakowe, ale też i estetyczne dzięki ciekawej fakturze i opakowaniu, które kojarzy się ze stylem art-deco.

🌿 Mój kalendarz (a nawet trzy) w otoczeniu swoich papierowych znajomych w podsumowaniu roku 2016 u Mony.

🌿 Projekt Pawła Kadysza, założyciela portalu Tookapic. Niesamowite, ile może zmienić bycie konsekwentnym w swoim postanowieniu. Też chcę wziąć udział w wyzwaniu 365 dni, ale najpierw skończę 100 dni szczęścia 🙂

A co u Was dobrego w styczniu? Co najbardziej Was zainspirowało, zaciekawiło i zauroczyło? Macie jakieś szczególne plany na luty?

hania

Ładne rzeczy! #32 i mój styczeń