Kwietniowe tu i teraz

tender.jpg

Nie spodziewałam się, że poprzedni wpis będzie samospełniającą się przepowiednią, ale ostatni czas był dość intensywny i potrzebowałam odrobiny oddechu.

Na nowo uświadamiam sobie, że wierzenie w siebie jest absolutną podstawą. Bez tego nie da się być asertywną i ani się obejrzysz, zaczynasz działać wbrew sobie. Może być tak, że zaczynasz przyjmować czyjś punkt widzenia, a gdy wracasz do domu i jesteś sama ze sobą, myślisz już zupełnie inaczej.

Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Gdybym została ministrem edukacji, chciałabym wprowadzić obowiązkowe zajęcia z komunikacji. Nie bez przyczyny mamy jedne usta i parę uszu. Umiejętność konwersacji, w której jedna i druga strona odbiera poprawny, niezakłócony niczym komunikat, to zdolność na wagę złota. Można łatwo poczuć, że komuś na nam zależy i odwrotnie. To proste rzeczy – uważne słuchanie, zadawanie interesujących pytań, odwoływanie się do wspólnych spraw.

Nie można chcieć wszystkiego zmienić. Odchodząc zbyt daleko od siebie, można bardzo wiele stracić.

Czasem zmiany przychodzą stopniowo, a bywa i tak, że są nagłym zwrotem akcji. Parę dni przed Wielkanocą dowiedziałam się, że jestem chora na hiperinsulinemię (występującą w pakiecie razem w innymi schorzeniami) i muszę odstawić wszystko, co jeszcze bardziej podbija mi poziom cukru. W odstawkę poszły wszelkie słodycze, alkohol (nie, żebym często go piła), białe pieczywo i ziemniaki. Trochę płaczę za burgerami z frytkami z gdyńskiego Śródmieścia i pizzą…

52.jpg

Często, jakby broniąc się i nie chcąc oceniać, nadużywam zwrotu „wydaje mi się”. Czuję, że to dobry zwrot. Nie atakuje rozmówcy, nie narzuca punktu widzenia. Z przekonaniem mogę mówić o moich uczuciach i obawach, bo w końcu znam je najlepiej, i nikt nie może mi zarzucić, że są błędne. Bo to już jest tak, że każdy z nas ma jakieś przekonania, które są takim fundamentem. Czarne jest czarne, a białe zawsze białe. Konkrety.

Asertywność i nic wbrew sobie. Trudne sprawy potrzebują obopólnej zgody, konsensusu i woli współpracy. Kiedyś natknęłam się na obrazek na Tumblr, na którym było napisane: „Plant your own garden and decorate your soul instead wanting someone to bring you flowers”. Och, bardzo lubię ten tekst.

Przekonuję się, jak ważne jest, aby dobrze znać siebie i być specjalistą od swojego życia. Nikt jak my nas nie zna. Mogłabym powtarzać sobie codziennie, że wiem, kim jestem, dokąd zmierzam i co jest dla mnie dobre. Mogę sama decydować, co ma dla mnie znaczenie i czego potrzebuję w danym momencie mojego życia. Tylko tyle i aż tyle.

Na przykład teraz potrzebuję różu, uśmiechów i dużo słońca. Ostatni czas był bezzakupowy, ale teraz nabyłam kilka pomadek, bo mam ochotę na jeszcze więcej kolorków w moim życiu. Razem z K. mamy postanowienie nosić je codziennie do końca czerwca. Pewnie wreszcie odkryję, jaki kolor do mnie pasuje najlepiej.

Mam nadzieję, że następny wpis będzie weselszy, bo zaraz wszyscy stąd pouciekacie 😉hania