Obserwacje: wydmy w Łebie

Obiecałam sobie więcej małych wycieczek w wakacje. Traf chciał, że dostałam pracę i nie dysponuję już tak dużą ilością wolnego czasu, jak kiedyś (i dobrze!), ale mam plan do końca wakacji poodwiedzać jeszcze kilka bliskich miejscowości. W ostatni długi weekend wybór padł na Łebę – bardzo chciałam ponownie zobaczyć wydmy. Zapakowałam jedzenie na piknik – legendarne wrapy, które robię coraz częściej z hummusem z fetą, tuńczykiem i oliwkami (polecam to połączenie!), twarogowe placuszki ze szczypiorkiem i deser chia na mleku sojowym o smaku wanilii i ruszyliśmy.

Urzekły mnie lasy iglaste i drzewa kładące się na wydmach, i ten zapach! Szkoda tylko, że turyści nie przestrzegają banalnych zasad wypisanych wszędzie na tabliczkach – „nie niszczyć roślinności”, „nie wspinać się na wydmy”, albo bezceremonialnie przechodzą przez ogrodzenia.

Tego dnia zrobiliśmy ponad 20 kilometrów po piasku, a pogoda wprost nas rozpieszczała, chociaż jak dla mnie jest już zbyt zimno na morskie kąpiele. Udało nam się nawet złapać parę Pokemonów i poczuć zapach wprost z rybackich łodzi.

12691152016-08-15 Łeba2016-08-15 Łeba1812

Polecam takie miniwycieczki, wcale nie trzeba daleko jechać, żeby poczuć się jak prawdziwy turysta i dobrze się zmęczyć. Rozejrzyjcie się, weźcie mapę i do boju! 🙂

Do napisania,

hania

 

Obserwacje: wydmy w Łebie

Plan minimum: nie zgnuśnieć

adas.jpg

Im goręcej, tym bardziej odechciewa mi się jakiegokolwiek działania. Przyznaję, że upały znoszę w cierpieniu. Ratują mnie lody, woda, owoce i cień. Ewentualnie wiatr od morza. Ale zaraz, za chwilkę już koniec sesji i początek nieco ponad trzymiesięcznych wakacji. To jest koło 90 dni. Nieco ponad 129 600 minut. Jaki plan na ten czas? Nie zgnuśnieć.

„gnuśnieć: nic nie robić; poddawać się apatii i zniechęceniu”

Nie planuję szalonej wyprawy wokół Europy czy skoku z bungee. W wakacje mam do zrobienia praktykę przeddyplomową i planuję trochę popracować, ale oprócz tego…

  • Z radością będę blogować. Strasznie mi się to spodobało, wprawdzie nie czuję konieczności pisania, gdy nie mam na to ochoty, czy publikowania w określone dni, to chciałabym sobie coś poplanować.
  • Muszę rozruszać moją prawą półkulę. Czas odświeżyć papier i cienkopisy, mam ochotę rysować. Zobaczę, co z tego wyjdzie. Powinnam chyba sama zrobić sobie jakieś wyzwanie, bo jak tak dalej pójdzie, zapomnę zupełnie, jak się rysuje. Pod tę kategorię podchodzi także odmalowanie pokoju, to już najwyższy czas.
  • Przed nami Gdynia Design Days, zapisałam się na parę warsztatów, mam nadzieję, że na jakieś uda mi się dostać 😉 A jak nie, to oprócz nich jest wiele ciekawych wykładów czy pokazów. Na blogu pojawi się na pewno relacja. W Trójmieście nie ma jak się nudzić.
  • Szykują się różne spotkania internetowych znajomości!
  • Czas nadrobić książki, filmy i odkurzyć albumy, które stoją na półkach. Będę z radością szukać nowych podcastów do słuchania – ostatnie odkrycie to Colin Wright, a tutaj jego nagranie o przedmieściach. Warto posłuchać.
  • Będę się cieszyć małymi podróżami – na place zabaw z rodzeństwem, do lasu, nad morze. Może uda się wyskoczyć nad jezioro do daczy na grilla i pływanie łódką po jeziorze, albo na zwiedzanie Kaszub. Wspominałam już o tym, jak bardzo kocham pikniki? Mam tyle przepisów do wypróbowania…
  • Będzie dużo zdjęć, liczę na parę fajnych wypadów fotoamatorskich 🙂

Przede wszystkim jednak chcę odpocząć i tego Wam też życzę. Muszę nabrać dużo siły na zmaganie z ostatnim semestrem studiów inżynierskich (trochę nie mogę w to uwierzyć, że jak wszystko dobrze pójdzie – a musi – za pół roku będę mogła powiedzieć „trust me, I am an engineer”)! Niezależnie od tego, gdzie spędzacie lato – w domu, czy tysiąc kilometrów od niego – wakacjować można się wszędzie.

A Wy, macie jakieś specjalne letnie plany? Może coś od Was podpatrzę? 🙂

hania

Plan minimum: nie zgnuśnieć